niedziela, 18 grudnia 2011

Division of the faith that guides us in existence, and the affair of a hospital under the sign of the devil.

Siedzieliśmy tak trochę aż Max w końcu zasnął , kładąc się przy kominku. Zastanawiałam się przez chwilę patrząc na jego spokojną teraz twarz. Ciekawa jestem czy jak się obudzi też będzie chciał za mną podążać..
Wstałam kierując się na górę , tam szybko się przebrałam i zmierzałam znów ku wyjściu. Oczywiście zabrałam w ręku płaszcz Baala , a na ramiona założyłam moją pelerynę. Gdzie szłam ? Dobre pytanie.. Puki jestem demonem szczeniaczkiem nie miałam czego szukać w tawernie , potrzebowałam więc innego źródła informacji gdzie znajdę Baala. Na myśl oczywiście przychodziło mi tylko jedno : czarodziej z antykwariatu. Kakashi opowiadał mi o nim , był znajomym Yuki , choć nie utrzymywali kontaktów z jasnych powodów. Czarodzieje zwani też Magami stali po stronie Lucyfera , brata i wroga Szatana za którym to stali czarnoksiężnicy i wiedzmy ,inaczej czarownice. Podział był prosty jeśli chodziło te grupy.. jednakże teraz widziałam w nim sojusznika , wiec nic dziwnego że to do niego chciałam się wybrać.. problem polegał na tym że do końca nie wiedziałam gdzie mieści się jego sklep..z książkami. Idąc tak znów osiedlem zastanawiałam się czy moje zaklęcie tropiące na coś się tu zda..




Do hotelu wszedłem z przerażeniem które kryłem za rozsądkiem ,przy recepcji rozlewała się na boki kałuża krwi..nie widać było tylko ciała , co jeszcze bardziej mnie martwiło..  Będąc w gotowości powoli szedłem do schodów by na paluszkach wspiąć się na pierwsze piętro. Drzwi do pokoi były pootwierane na oścież a w okół otaczała mnie głucha..martwa cisza.  Już się w nią wczułem gdy usłyszałem paniczny krzyk z wyższego piętra , nie zastanawiając się ani chwili wbiegłem tam.. i zamarłem. Naprzeciw mnie na korytarzu stał demon , bez skrzydeł.. to nie był Anioł Śmierci tylko jeden z krwiożerczych demonów. Właśnie odgryzał jakieś kobiecie rękę gdy odwróciłem jego uwagę. Puścił więc ofiarę a ta jeszcze żywa łkała i starała się oddalić , bardziej czując to nisz widząc nadepnął jej ciężkim butem na gardło dusząc ją. Wytarł w końcu krew zaciekającą z jego brody i uśmiechnął się. - Gdzie jest Czarownica ? - spojrzał na ciało obok niego. - Twoja przyjaciółka jest jeszcze żywa , daj se spokój albo spotka ją to samo.. - już rzuciłem zaklęcie gdy on rozpłynął się szybkim ruchem w przestrzeni a mój atak walnął z impetem w koniec korytarza.. robiąc spore pęknięcie w ścianie. - Cholera! - miałem ochotę rozjebać wszystko do o koła ale co mi to da , wszędzie roznosił się rdzawy zapach krwi który jeszcze bardziej doprowadzał mnie do szaleństwa. Anioł albo miał wspólnika albo była to większa afera niż myśleliśmy tak czy siak musiałam  stamtąd wyjść . Łapiąc głębokie wdechy już na zewnątrz , myślałem jak rano patrzyłem na nią śpiącą spokojnie. Paliłem i myślałem.. przecież na pewno mogłem coś zrobić.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Love to betrayal, hatred of fear.

Spojrzałam zmęczona na klamkę w drzwiach łapiąc głębszy oddech. Tak znów mogłam stać i stać i czekać na zbawienie które nie nadejdzie , ale znów się zapytam.. po co ?.. Weszłam do domku ogarniętego ciepłem. W kominku salonowym jarzyło się ciepło przyjaznego ognia. Max z pewnością usłyszał jak wchodziłam bo już słychać było jego kroki po górnym korytarzu i w końcu zobaczyłam go na schodach , stanął zaskoczony i wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. - Co ty.. gdzieś ty była i co to za.. co ci.. - wyraźnie gubił się w tym co w ogóle chciał do mnie powiedzieć. Chciałam nie zwracając na niego większej uwagi usiąść i ogrzać się przy ogniu mimo iż było mi ciepło , jednak ciągnął mnie tam instynkt. Jednak zanim odwróciłam od niego wzrok zobaczyłam że trzyma książkę , dość dziwny widok wiec przeczytałam tytuł.. - Czemu czytasz moje książki ? - mój głos był zaskakująco spokojny i delikatny , jak lekka bryza nad wzburzonym morzem. - Bo.. bo ja.. się douczam. - stwierdził stanowczo nadal nie zapuszczając ze mnie zszokowanego spojrzenia. Ciekawe czy zdawał se sprawę z tego co się ze mną stało , choć jeśli przeczytał tamtą książkę.. , moje myśli targnęło jeszcze jedno , to że , moja drobna osoba musiała komicznie wyglądać w tym wielkim czarnym płaszczu. Gdy ja myślałam on zszedł na dół i powolutku stąpał w moim kierunku jakby się mnie wyraźnie bał , że się na niego rzucę jak głodna ,rozwścieczona bestia. - Weźmiesz ? - zsunęłam lekko płaszcz z ramion a on podszedł i go zemnie zdjął , stał potem otępiały aż poszedł go gdzieś odłożyć i nałożył na jego miejsce na mnie , ciepły koc Nie wiem gdzie ale gdzieś pozbył się też mojej książki , ale nie ważne teraz musiałam podejść do ognia , i podeszłam. Usiadłam przed nim wpatrując się jak zahipnotyzowana , działał na mnie naprawdę kojąco i mimo iż byłam za blisko nie czułam przesadnego gorąca. Max zdezorientowany cała tą sytuacją , usiadł w końcu obok mnie , ale oczywiście dalej od kominka. - Poo..owiedz mi , czy jesteś prawdziwym demonem ? - widać było że był teraz zdenerwowany i niepewny.  - Raczej tak , ale to nie ja tu jestem specem tylko Baal. - moje myśli były gdzieś daleko mimo iż wiedziałam gdzie jestem , że czułam ciepło tego ognia , tu i teraz. - To jego płaszcz ? Widziałaś się z nim ? Wiesz że to zdrajca ? Ej.. Kotomi , to wróg Szatana , wiesz co ci za to grozi ?. - wiedział co mówi , Baal był zdrajcą , ale on też się nie mylił. Teraz gdy się uspokoiłam czułam jak od samego początku chciałam go zobaczyć , poznać i dowiedzieć się więcej niż mogłam w czasie jednego spotkania. Naprawdę chciałam poznać zdrajce który nadal istniał , istniał tylko po to żeby stworzyć coś takiego jak ja. - Kotomi...? - wyciągnęłam dłoń do płomienia , ale w ostatniej chwili się wycofałam a on obserwował to wszystko z zapartym tchem . - Nie boje się bycia zdrajcą , boje się być niezauważona przez naszego Boga , a on widzi zdrajców wyraźniej nisz sojuszników ,prawda ? - zbliżył się do mnie i odgarnął mi włosy by lepiej przyjrzeć się mojej twarzy , a ja spojrzałam na niego . - Nie możesz być posłusznym demonem ? ... może nie dobrym alee.. posłusznym Panu. - zaśmiałam się , co go trochę zbiło z tropu. - Idiota.. - znów wpatrzyłam się w ogień i uśmiechnęłam lekko przymrużając z rozmarzeniem oczy. - Przecież jestem posłuszna , Pan powiedział : ''Bądź posłuszny swemu stwórcy'' , wiec jako wiedźma byłam...- zamknęłam oczy - ale jako demon.. jestem posłuszna ''swemu'' stwórcy. - przez moment trwała cisza , cisza którą zagłuszał tylko ogień trawiący drewno , które rzucono mu na pożarcie. - Czy m..mogę ? - nie musiał mówić o co chodzi , wiedziałam dobrze - Tak.. możesz. - objął mnie , i przytulił się ,choć normalnie zaczęła bym go bić i się wkurzać czułam że to może poczekać. Czułam jego smutek to takie dziwne i takie prawdziwe. - Wkurzasz mnie zawsze , ale.. ja chcę być widziany przez ciebie. - zaśmiałam się ponownie - Teraz wiem co znaczy : ''zdrada , ciągnie zdradę na smyczy''. Siedzieliśmy dalej w ciszy ogarnięci swoimi myślami. Ja już wiedziałam , że nie mogę stać w miejscu i chować się przed tym kim byłam , teraz stanę temu na przeciw , wypowiem wojnę Bogu. Wolę być szalona niż niewidzialna , wiesz o czym mówię .. prawda Baal ?..



Nieważne ile bym spał , czułem że się nie wyśpię. Yuki za to całkiem wykończona za nic nie chciała wstać , w końcu więc się poddałem i postanowiłem iść bez niej. Ucałowałem ją w policzek i wyszedłem z obskurnego hoteliku. Tu nie chodzi o koszty , a o niezauważalność. Tak wiem.. trochę ściemniam, bo w sumie chodzi o obie rzeczy. Chciałam zajarać gdy złamał mi się szlug - Cholera.. - wyrzuciłem go wkurzony i wyjąłem innego.  Okolica była na prawdę upiorna , jakby się prosiła żeby być w tanim kryminale.
Rozejrzałem się zbliżając do szpitala , nie był taki duży i w nocne weekendy był zamykany na 4 spusty a pacjenci odwożeni do większego , tyle że dalej , jednak to już ludzi tu nie bardzo obchodziło. Główne drzwi były oświetlone przez górne podłużne lampy ściągające ćmy , zerknąłem na nie z niesmakiem i obeszłem budynek. Z tyłu znajdowało się wejście do kostnicy. Drzwi wielkie i metalowe przywodziły od razu na myśl wnętrze pomieszczenia. - Kevi sa mita as - zamek chrząknął i wszedłem do środka. Pierwsza wyczuwalna rzecz ? Zimno oraz zapach środków odkażających i padliny. Skrzywiłem się i zapaliłem światło kładąc rękę na włączniku przy wejściu. Światła dziwnie migając zapalały się po kolei a ja podążałem za nimi wchodząc w głąb. Zobaczyłem sale ze stalowym stołem gotowym do sekcji i skręciłem w lewo do pomieszczenia gdzie temperatura była jeszcze niższa niż wszędzie innej. Po obu stronach widziałem od groma chłodniczych szuflad w których z pewnością leżały bezwładne ciała. Zastanowiłem się przez chwilę zamykając oczy i poczułem coś czego w gruncie nie przewidziałam. Słodki zapach anioła śmierci , może dlatego że nie za bardzo wierzyłem Yuki , jeśli chodziło o jej dedukcje. A jednak się nie myliła. Otworzyłem drzwiczki i wysunąłem półkę kierowany nosem. Ciało było pozornie nienaruszone ale widziałam mało wyraźny rany po cięciach , z pewnością sekcje miało za sobą. Poza tym nie widziałem nic nadzwyczajnego , przyłożyłem więc palec do ust nieboszczyka. I poczułem wyraźne ciepło. Kolejny dowód , pocałunek anioła śmierci. Reszta ciała była lodowata. Wytarłem rękę o spodnie i schowałem trupa do jego zimnego domku. Zastanowiłem się znów chwilę i zamarłem , bo jeśli to ten demon to z pewnością już o nas wie.. i jest teraz.. - Yuki.... szlak... - szybko wyniosłem się z kostnicy i ruszyłem z powrotem do hoteliku , miałem bardzo złe przeczucia.Cholera przez ten pośpiech nie zapale.

niedziela, 4 grudnia 2011

Birth of a demon, end of silence.

Przetarłem oczy , i ze zmartwieniem patrzyłem ile uciekło czasu. Walić szkołę. Dla całkowitej pewności spokoju wyłączyłem telefon znów zaczytując się w książce , która coraz bardziej mnie przerażała. Lęk.. przed własną głupotą. Tak on był gorszy.. ogarnąłem kątem oka inne książki Kotomi , tytuły wskazywały na to że nie czytała nic poza tytułami o magii i tym podobnymi. Z wielkim westchnieniem stwierdziłem że skończyłem sielankę życia i planowałem już w jakiej kolejności je przeczytam. Zapowiadało się ciężko , ale dobrze wiem że skończył się czas. Czas jaki miałem do zmarnowania na ludzkim padole.




-Yuki.. yuki.. ej ! - syknąłem szeptem , wsłuchując się w ciszę szpitala. W końcu zwróciła ku mnie pytający wzrok , widać była nieźle zaczytana. Hymm.. co my włąściwie robiliśmy ?.. To może od początku..
Zakradliśmy się ukradkiem do gabinetu dyrktora szpitala który całą noc siedział na zmianie i rano zwinoł się do domu. To śmieszne małe pomieszczenie bez okien to 3/4 szafkek i wielkie biurko na którym roiło się od dokumentów. Yuki niepewnie podeszła do mnie jakby się zastanawiając czy na pewno skończyła , a ja nasłuchiwałem kroków za drzwiami. - Nic konkretnego , chyba udamy się do kostnicy , podobno jest pod szpitalem. - przewróciłem oczami i otworzyłem drzwi po czym szybko czmychnęliśmy jakby nigdy nic na korytarz. - Wiesz co ci powiem ?.. Trzeba było zrobić to od razu a nie się kurwa wciskać do tego gabinetu.. oszczędność czasu , znasz takie słowo ?- wyszliśmy ze szpitala , wzrokiem odprowadzały nas zaspane pielęgniarki z rannej zmiany. - W łóżku jakoś jakoś go nie znasz.. , nic tu po nas na razie ,w nocy pójdziemy na duł , co sądzisz o motelu ? - ziewnąłem i szedłem dalej myśląc co będzie jak w końcu spotkamy typa przez którego tyle tu wegetowaliśmy. - Myślę że to dobry pomysł ale chyba zasnął bym i chętnie na ławce w parku... jestem padnięty... - zaśmiała się i poszliśmy rozejrzeć się za jakimś hotelem bądź motelem, trzeba było się przespać przed nocą.




Ach.. mieliście takie uczucie że się budzicie ale wydaje wam się że to sen ? Tak właśnie teraz się czułam , każdy obraz wydawał się niewiarygodny .. zbyt zwykły i codzienny. Przez jakiś czas patrzyłam się tak przed siebie zahipnotyzowana w końcu doszły do mych uszu dźwięki. Wiatr.. ludzie , szczekające psy, samochody..koła rowerów jadące po ścieżce rowerowej , ich dzwonki. Zaraz potem poczułam zapach trawy i  spalin , palącej się gumy , hot dogów i suchego chleba , oraz czyiś perfum.
Podniosłam głowę z twardej ławki , byłam na obrzeżach parku niedaleko naszego osiedla.
Starałam się przez dłuższą chwilę ogarnąć myśli.. moje zmysły były wyraźnie wyostrzone , drażniło mnie słońce ...światło. Przy odrobinie skupienia wyczuwałam wyodrębniony zapach krwi.. wraz z dźwiękiem bicia serca,każdego człowieka w pobliżu, zwierzęcia.. i skupiłam się na swoim. Pukało mozolnie , dziwnie spokojnie. Nagle zerwałam się , szukając ran.. nic. Nie było ich , ani jednej. Choć moje ubrania były nadal w strzępach wisiał na mnie czarny płaszcz. Czarny płaszcz Baala. Powoli ruszyłam do domu.. nie myślałam , nie miałam siły, nie teraz..Szatanie dlaczego.. co dla mnie zaplanowałeś.. Szłam i szłam tuląc się do płaszcza od którego było czuć dziwne ciepło.

piątek, 25 listopada 2011

Hello Baal. You are pretty fucked up guy ,but I like you.

Samotność, co za pokrętne słowo gdy masz od groma znajomych których masz dość. Dupa zemnie.. totalna dupa. Nic nie umiem , do niczego się nie nadaję.. A Yuki mimo to zawsze mi wmawia że mam czas.. czas na co? Czy mam jeszcze tyle czasu, by go marnować?.. Musiałem coś zmienić.Niedługo zauważą że się nie starzeje , i co dalej ..? Mag taki zemnie jak z koziej dupy trąba..Otworzyłem oczy i podniosłem się wyłączając telewizor. Noc..ranek ? co to w ogóle za pora ? Nie wiem, jebać system..Wgramoliłem się po schodach do ''naszego'' pokoju.Zerknąłem na jej połowę , była zawalona dziwnymi rzeczami, między nimi leżała książka..książka. Nie myśląc , wziąłem ją i zacząłem czytać.Też chciałem coś wiedzieć,coś móc zrobić.




Piekły mnie oczy.. i  nie tylko one. Czułam jak całe ciało piecze..szczypie.Spojrzałam oceniając moje rany , wściekłam się i do uszu doszedł cichy warkot wydobywany z mych ust. Tak mnie to zaciekawiło że omal zapomniałam że jestem przykuta łańcuchami do ściany , moje ubrania porwane , pokazywały głębokie rany cięte,bądź drapane..
Przygryzłam wargę znów przypominając sobie co to ból ,  jakby mi to uciekło z głowy że ten dyskomfort który czuje to ból.. Następnie poczułam zażenowanie , już może nie dla tego że widać było mi zranioną jedna pierś.. i coś jeszcze,ehkhem..  ale dlatego że dałam się doprowadzić do tego stanu , jak głupia musiałam być.. Pociągnęłam mocno ręką by sprawdzić czy jestem w stanie się wyrwać ale nic z tego , na pewno wzmocnili łańcuchy zaklęciem. Zjedzą , zgwałcą albo już tylko zabiją bo zgwałcili.. Cudnie , pięknie. Czemu nie rozpaczam ? Czemu tak mnie to obchodzi ale tego nie okazuje.. nic.Milczące uczucia. To takie dziwne..
- Witaj Pani - jak mogłam nie zauważyć że ktoś wszedł , pomieszczenie w którym byłam , było małe , pewnie jeden z pokoi gościnnych tawerny. - Jak się czujesz pysiaczku ? - widziałam demona , na bank.. a może nie ? Szumiło mi w uszach a oczy nadal piekły , czułam się taka zdekoncentrowana.. - Czym..kim.. ty jesteś ? - moje oczy błądziły sama nie wiem czemu , dostrzegłam odłamki po jakimś lustrze a w nim swe żałosne odbicie. Oczy.. nie wiem czy on , ale ja raczej byłam demonem. Rubin , cóż za piękny kolor.  - Szukałaś mnie , i dobrze i źle. Dobrze bo się tego dowiedziałem i cie ocaliłem. Źle , przez to o mal nie zginęłaś.. skarbie ty mój.. - podszedł do mnie i zaczął gładzić po policzku dłonią , potem podniósł do góry mój podbródek by spojrzeć mi w oczy , ale szarpnęłam się. - Baal. Powiem ci co jest źle. Nigdy nie chciałam na ciebie wpaść ! - plunęłam w jego stronę , zabijając go wzrokiem , ale oczywiście usunął się jednocześnie tak spokojnie i szybko. - Nie ładny masz charakterek ale to dobrze , to dzięki silnemu charakterkowi żyjesz. - Co mi jest ?.. co to za dziwne odczucia.. to nie są ludzkie odczucia.. , zawsze miałam mało wspólnego z ludźmi.. ale to.. to jest takie ...chore. Pragnę krwi.. zgrozy, ciemności.. krzyku.. sek.. - zamilkłam łapiąc się na słowie jakie chciałam powiedzieć. - Seksu pysiaczku ? Witam po demonicznej stronie życia. - zawstydziłam się.. litości..- Och masz ludzkie odruchy.. nie .. to już chyba tak zostanie , ale eksperyment zakończony powodzeniem. - zapisał coś w swoim notesie , swoim stalowym piórem i znów się przyglądał i przyglądał.. jego ślepia niemal mnie molestowały. - Przestań - warknęłam. - I wypuść mnie stąd !- instynktownie zaczęłam się szarpać , wiedząc że mi to nic nie da.. w końcu dałam sobie spokój .. westchnęłam i spuściłam głowę znów patrząc na me odbicie w kawałkach lustra. Chciałam płakać.. chciałam ale nie umiałam. - Spokojnie , wypuszczę cię. Nigdy nie chciałem cie więzić , sama i tak do mnie przyjdziesz . - wciąż przyglądał mi się co robiło się coraz bardziej krępujące. - Skąd wiesz ? - zaśmiał się , miał całkiem przyjemny śmiech... jedwabny głos.. - Bo ty też już to wiesz.. tylko jeszcze tego do siebie nie dopuszczasz.- podniosłam z wysiłkiem głowę i spojrzałam na niego , tak dopiero teraz mu się przyjrzałam. Miał granatowe włosy ,słowo ! Był średnio zbudowany..nie jakiś pakerny , i te oczy..jak oczy wampirów z legend. Skrobał coś znów w swoim notesie ze skupieniem , przypominał naukowca w czasie pracy a nie świra demona.. - Ja.. chce się ubrać..  - głos mi zadrżał , teraz zażenowanie już osiągnęło maximum mocy.
- Najpierw zagoimy twoje rany. - zamknął notes i schował go z piórem w kieszeni od środka płaszcza. Podszedł do mnie uśmiechając się ciepło.. dziwne to. - Pani pozwoli - pochylił się i zaczął mnie lizać po ręce , chciałam zaprotestować ale zamiast tego patrzyłam jak w miarę jego lizania.. rana się zabliźnia. Jak przez mgłę pamiętam jego ciepłe usta na mej szyi.. udach..




- Proszę cie powtórz bo czegoś nie rozumiem .. Kurwa no nie rozumiem. - dziwne spojrzenie ludzi wchodzących do szpitala. - No czego ? - zaciągnąłem się papierosem i znów zwróciłem oczy na mą kochaną. - Ciała nie naruszone ? A ty stawiasz na demona ? - Chciał dusz ! - Ludzkich ?! - ekipa pakująca się do karetki zaczęła się patrzeć jakbyśmy zabili im matki. Ściszyłem ton niemal do szeptu. - Cholera to nie ma sensu , o jakim demonie mówisz ? - westchnęła , w końcu próbowała mi to wytłumaczyć od 30 min, chyba miała dość. - Anioła śmierci - zadumałem się i paliłem dalej , patrząc na nieszczęsna karetkę która odjeżdżała z pod szpitalna. - Odbiło mu ? To proponujesz ? na ogół zabiera do 2 dusz z jednego miejsca na mies. , i to raczej musi mieć powód !  Ci ludzie nie konali. - powiedziałem to dobitnie i sykliwie a ona znów westchnęła. - Słuchaj mnie tłuku , ostatni raz mówię że jeden anioł śmierci przecież zaginął ! Nie meldował się od 2 tyg. Od tego czasu mniej więcej umierają tu dziwnie ludzie ! Jak ty mnie słuchasz.. - rzuciłem peta który sam zgasł. - A no teraz to ma sens.. - I wyciągnąłem kolejnego papierosa ,zapalając go , i rozmyślając.
Yuki zaś klneła cicho i też w końcu zapaliła rozmyślając zemną. Martwiłem się o Kotomi.

piątek, 11 listopada 2011

Tawerna Murky Blood

Ciemność.Przez chwilę widziałam całkowitą ciemność. Potem rozbłysło jasne światło i zobaczyłam znów otaczający mnie zewsząd mrok i wielkie drewniane drzwi naprzeciw. W głowie echem odbijały mi się słowa ducha dziewczynki. ''Lwy gdy są głodne pożerają swoje młode , Wiedźmo '' Sprawiało to, że ręka mi zadrżała gdy chciałam sięgnąć po żelazną masywną klamkę. Jednak wiedziałam , że nie mogę stać tak tam wieczność , blokowałam przejście innym chętnym. A demony należały do mściwych stworzeń , i to bardzo..
Złapałam głęboki wdech i w końcu otworzyłam je.. ''ku mej zgubie''.




Letargiczne spojrzałem na recepcję , gdzie pielęgniarka kłóciła się z jakimś starym gościem , że ból palca u nogi to nie jest jakaś straszna przypadłość. Obok na krzesełkach , inne osoby oczekiwały by się wyżalić ze swoich dolegliwości. Zerknąłem w lewo na Yuki która starała się wyciągnąć jakieś informacje od lekarza który właśnie miał przerwę. No cóż , inaczej miał by bardziej produktywne rzeczy do roboty , np.. obżeranie się w stołówce szpitalnej w której te skorumpowane szuje jadły za free. Nie wątpiłem jednak że uroki mej kochanej i jej sztuka uwodzenia robiła tu wiele, bo gość był nie dość że  nieźle wygadany to też zapomniał tylko słów ''tajemnica lekarska'' . Idiota. Ciekawe co robiła teraz Kotomi.. - Och co za bufon.. ja pierdziele , ok słuchaj więc jest tak .. Tak..taki? Ej! - dopiero teraz zauważyłem że wpatruje się we mnie trochę zmartwiona i podirytowana. - He ? - udawałem idiotę, zaraz.. udawałem ?.. heh. Walić to. - Kotku , nie patrz się tak . żyje przecież , jeszcze mnie tu nikt nie wykończył w porównaniu do tych biedaków , zobacz na tamtego gościa .. mówię ci będzie następny , wszyscy maja go dość. Ja też.. zaczynam się bać że umrę na ból dużego palucha u nogi. - zrobiłem cyniczną minę. - Weź.. zajebiemy go i wracamy ,tak ? Nie pierdol mi o kondonie i żonie.. wiem gdzie uciekają ci myśli , dam swoją cudną rączkę że myślisz o Kotomi a nie o cuchnących paluchach , kurna .. twoje chyba nie cuchną , no nie ? - jej drwiąca mina kazała mi się niemal zaśmiać . - Boże skąd ty czerpiesz inspiracje tych tekstów ?.. hehe.. - kochałem , kocham ją.. cudne agresywne , poryte dziewczę , idealne. - Czerpię je z twojego idiotycznego wyrazu twarzy misiaczku , a teraz słuchaj mnie : Więc tak.. Ostatnio zanotowano 32 niewyjaśnione zgony. Nie znaleziono na nie żadnego konkretnego wyjaśnienia medycznego . W aktach oczywiście napisano zawał , ale czy wierzysz że osoby od 7 roku życia mogą mieć zwał i to tak licznie jak mnożenie się chińczyków ? Myślę że zdelegalizowali w Chinach prezerwatywy. - spojrzała się ironicznie na gościa który nadal walczył o prawa paluchów . - Szkoda że nie lewatywy.. Ekhem.Ok , czyli na co stawiamy , na demona , upiorną wiedźmę czy jak ? - zamyśliła się na chwilę , i odwróciła raptownie ku mnie wzrok , dyskretnie zerknąłem tam skąd jej wzrok uciekał. Pielęgniarka coś dosłyszała i zaczęła się podejrzliwie na nas patrzeć. - Omówmy to gdzie indziej.. - szepnęła cicho i poprowadziła nas ku wyjściu. Ufff... ja cie wale , szpitale mają chorą atmosferę , stojąc w nich zawsze czuje się jakbym umierał mimo iż nic mi nie jest... dziwne , nie..?




Tawerna w ogóle nie zmieniła się od czasów w jakich powstała. Była przesiąknięta XVII w.  Oraz dymem papierosów , cygar i tytoniu z fajek. Kto co woli. Oczywiście wszystkie oczy nie tak łapczywie ale ukradkiem i podejrzanie zerkały na mnie . Widziałam kilka demonów o rubinowych oczach , w cieniu spróchniałych bel  podtrzymujących wiekową konstrukcje ,wychylających swe głodne spojrzenia z nad kielichów pełnych płynów których wolałam nie znać . Widziałam w tych ślepiach drwinę i pogardę zarazem. Złapałam też kila mniej śmiałych spojrzeń o kolorze zwykłych tęczówek. Stawiałam że to Czarnoksiężnicy i Czarownice. Wszyscy którzy trzymali się czarnej magii , i byli na tyle potężni by nie stać się przystawką bądź daniem głównym tej knajpy. Podeszłam niepewnym krokiem do lady , łapiąc po drodze spojrzenie swych zielonych oczu w wielkim wystawnym lustrze które znajdowało się na ścianie przy wejściu. Towarzyszyła temu złowieszcza melodia skrzypiących desek , które jakby wyły od każdego mojego kroku. W końcu dzwięk umilkł gdy stanęłam , patrząc na właściciela tej zapuszczonej rudery , rodem z kiepskiego horroru.
- Emm... szukam informacji o Baalu. - wybełkotałam ledwo bo jego czerwone ślipia niemal wierciły we mnie dziury. - Zależy kto pyta dziecinko , co ty w o ogóle tu robisz ? - ciarki mi przechodziły po plecach od jego głosu... - Eksperyment nr X. - zaśmiał się chrypliwie i raptownie znów przybrał poważny wyraz twarzy. - Nie powinnaś była odpowiadać dziecinko. - i dokładnie wtedy poczułam jak ktoś przykłada mi raptownie do ust szmatkę nasiąknięta usypiającym i ostrym w zapachu chloroformem. Dam głowę , że to jeden z tych cynicznych demonów , nikogo z mego ''byłego gatunku'' nie było stać na tak szybkie ruchy.  Zanim straciłam całkiem świadomość usłyszałam jeszcze znów ten chrypliwy straszny śmiech. Dzwonił mi w uszach...  ukołysał. Sen. Słodki i przygotowujący na coś gorszego niż wszystko co mogłam se teraz wyśnić.

czwartek, 3 listopada 2011

Podzielność istnienia.

Możecie mi wierzyć lub mnie ale w sumie idąc przez ciemną noc byłam całkiem spokojna. Nie bałam się zboczeńców , złodzieja , morderców czy innych zmor ludzi , a na pewno już nie duchów. Zamyślona nad swym losem oraz nad wszystkim co się w okół mnie dzieje kroczyłam w pewne miejsce. Bowiem by się dowiedzieć czegokolwiek o Demonach trzeba było pytać tam gdzie były dobrze znane i widziane co jakiś czas. Jednym z takich miejsc była pewna dawna Tawerna , która została zamknięta w niewielkiej przestrzeni między wymiarowej , dzięki temu dostać się tam można było za użyciem magii i wyłącznie tak. Jednak chcąc oszczędzić swych sił które i tak były na wyczepianiu przez ostatnie dni udręki , postanowiłam poszukać skupiska energii które ułatwiło by mi otwarcie przejścia między wymiarowego. Oczywiście mój zdrowy rozsądek nasuwał mi jedno miejsce do którego nikt teraz się nie kwapił i to też było mi na rękę. Był to oczywiście Cmentarz. No tak jakby się nad tym zastanowić to nie wspomniałam gdzie dokładnie się przeniosłam. Był to Stan Georgia. I miasteczko Edison. Liczba mieszkańców to około 1,500 osób. Więc nie było tu pusto , ani zbyt licznie. Cmentarzów było w sumie trzy.Jeden znajdował się za starym kościołem Katolickim. Drugi leżał na terenie kościoła Protestanckiego , jeszcze jeden był to Cmentarz żydowski , co śmieszne kościoła żydowskiego nie było , ostał się sam cmentarz . Tego bali się pozbyć ale samego budynku  już nie , bali się zemsty zmarłych .. przesądni urzędnicy.
To wszystko oczywiście powiedział mi Kakashi , sama nie byłam fanem Religi Świata. Ja postanowiłam udać się na żydowski należał do biedniejszej części miasteczka , było tam podobno cicho i spokojnie. Ludzie wręcz bali się oddalonego trochę od domostw mrocznego cmentarza. Znajdował się na niewielkim wzniesieniu. Od osiedla na którym znajdowały się nasze identyczne domki , było tam nie tak daleko gdy umiało się sobie skrócić drogę. Przeszłam chodnikiem do końca osiedla , gdzieniegdzie w domach świeciły się światła mówiąc że ich właściciele walczą z ludzką domeną spania w ciemną noc.
Wyjęłam z kieszeni swój zdobiony podręczny zegarek od którego ciągnął się nie przypięty do niczego łańcuszek , po czym delikatnie go otworzyłam stając pod jedną z latarni i przyjrzałam się stojącym wskazówką. Pokazywały godzinę 1:20.  Westchnęłam , schowałam go i szłam dalej. Wyszłam z obszaru osiedla i udałam się w prawo tak żeby dość do odpowiedniego krańca Miasteczka. Co jakiś czas widziałam przejeżdżające drogą samochody , dwa razy natknęłam się na śpiewających pijaczków , poza tym cisza.. Gdy byłam już całkiem blisko niknęły latarnie , niektóre były popsute. Widziałam przede mną ciemność.. zaczynało się wzniesienie na którym pod koniec leżał cmentarz. Szłam z większym wysiłkiem ale bez marudzenia. W końcu zobaczyłam ogrodzenie , stare ładne powywijane w piękne wzory , zardzewiałe i porośnięte chwastami .... Szłam wzdłuż aż dostrzegłam cudem furtkę otwartą na oścież i tak pewnie nie da się jej już zamknąć. Tu jedynym światłem był księżyc , domy były całkiem daleko , a nikłe światło widać było tylko z dołu pagórka. - Wchodzę .. - mruknęłam pod nosem i wkroczyłam na teren umarłych.
Nagrobki były całkiem zadbane choć widać było na nich upływ czasu. Świadczyło to o tym że rodziny żydowskie nadal odwiedzały to miejsce. Przeszłam miedzy postarzałymi , pękającymi płytami , czasem nawet nowymi , kierując się gdzieś w dal tej umarłej ziemi. Czułam cierpki smak śmierci i zgnilizny , dziwnie przyjemny i kojący. Zerknęłam na najbliżej mnie widniejącą tabliczkę. - Tom Springer - przeczytałam.. - wybacz Tomciu.. -  usiadłam na starej płycie nagrobka żeby trochę odetchnąć. Od razu zauwarzyłam że polepszyło mi się widzenie w ciemności . Wyciągnęłam telefon i w ledwo widzialnym odbiciu , gdy podświetlasz ekran , zobaczyłam  że moje oczy.. moje oczy.. miały kolor rubinu! Zapatrzyłam się oszołomiona aż ekran zgasł.. wcześniej kątek oka spostrzegłam że jest 2:35. - Ok... - wyjęłam z kieszeni bluzy kolejnego lizaka by wpakować se go do buzi. Następnie wstałam i chowając telefon skupiłam się na odpowiednim miejscu w przestrzeni gdy nagle zobaczyłam przenikający koło mnie blady cień. Instynktownie włosy na ciele stanęły mi dęba. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam małą dziewczynkę o zachodnich rysach twarzy. - Mama mnie zostawiła. - patrzyła się na mnie pustymi szarymi oczami nad którymi wisiała złota grzywka. Znów przeszły mnie ciarki , więc odwróciłam od niej wzrok. - To raczej ty zostawiłaś ją. - Znów skupiłam się na przestrzeni i wyciągnęłam ku niej rękę jakby chcąc ją złapać. - Ave Satani , pri vi vicini , otwórz dla mnie drzwi do pieczary krwi i zadumy , dla mej dumy i zguby.. - rozbłysło blade czerwone światło które najpierw obrysowało w powietrzu krąg później znalazł się w niej zwrócony ku dołowi pentagram. Wszystko świeciło się , nie znikając z mych oczu mimo że opuściłam rękę. - Mama mnie odwiedzi ? - lodowaty ton jej głosu sprawił że nie miałam ochoty się odwracać. - Może sama ją zapytasz.. - tylko to powiedziałam i już chciałam zniknąć za bramą piekielną gdy poczułam że łapie mnie za rękaw bluzy. - Lwy gdy są głodne pożerają swe młode , Wiedźmo. - poczułam jak chłód znika i nie odwracając się nawet weszłam w pentagram przede mną.


Mógłbym wiecznie się martwić , no mógłbym , ale jaki to miało sens. Mimo wszystko wierzyłem że Kotomi sobie poradzi , może się myliłem , ale jakie to miało teraz.. znaczenie. Spoglądałem niepewnie na plik papierów jakie wcisnęła mi Rada , jak zwykle pewna swego. Obok mnie bacznie stała Yuki z nosem w jakiejś podręcznej książce z ziołami. Wpatrywała się w nią z iście inteligentnym i skupionym spojrzeniem swych cudnych błękitnych oczu. - Czasem się zastanawiam czy nie powinnaś siedzieć w tej pieprzonej radzie.. O tak ! Siedzieć ! Bo oni tylko to tam robią , siedzą i narzekają że my nic nie robimy , przez setki lat opanowali to do perfekcji ! - z lekką irytacją dalej przeglądałem stos bezsensownie wciśniętych danych z których ja miałem ''niby'' zrobić użytek . Ona zaśmiała się cicho nie przestając bacznie kartkować swego zbioru wiedzy . - Twierdzisz że jestem tak stara , czy tak leniwa kochany ? - Zastanowiłem się przez chwile odrywając od bzdur które krążyły mi po głowie. - Nie no.. nie wiem .. miałem na myśli że ty jedna się tam lepiej nadajesz nisz ta pechowa 13 z Panem pączkiem na czele. - Znów się cichutko zaśmiała i zamknęła książkę by na mnie spojrzeć. - Za dużo myślisz nie o tym co trzeba , jak zwykle ! - zrobiła ironiczny wyraz twarzy co u niej zawsze przypominało mi obrażonego chomika. Cóż za słodki widok.. - Powiedz mi lepiej Kakashi coś się dowiedział z tej pisaniny pączka , bo dobrze wiesz że nie mamy całej wieczności na tą mętną sprawę. - Och ma droga ale mamy całą wieczność dla siebie.. - Widząc moje maślane pewnie oczy machnęła na mnie trzymaną książką i przybrała czujny i wyrafinowany wyraz twarzy. To oczywiście miało oznaczać że czas na prace.. a nie na przyjemności. Chcąc nie chcąc musiałem się zgodzić , ale z grymasem na twarzy. Dokładnie jeszcze raz przejrzałem dane mi materiały. 
Znajdowaliśmy się na obrzeżach Nowego Yorku , dotarcie tu zajęło nam trochę czasu , ale dokładnie tu pod przykrywką urzędu państwowego USA. (Czyli w przestrzeni umieszczonej w tym miejscu co owy budynek ) dostaliśmy się do Urzędu  Magi. Tak naprawdę dostać się można było do niego otwierając odpowiednie przejście w miejscu najwarzniejszych budynków państwowych. Na nasze szczęście sprawa była miejscowa , nie musieliśmy się kwapić do innego miasta.., ale to nie pomagało , skoro i tak jak dla mnie to nie miało sensu! - Yuki powiedz mi o co im chodzi.. napisali że w Szpitalu podmiejskim zanotowali zgony... - widziałem jak się zamyśliła na chwilkę - No wiesz pewnie chodzi o nadmierne zgony.. - Od razu pomyślałam o Panie pączku ( nie pytajcie czemu tak go nazywamy..). - Aha.. czyli jak umiera 50 ludzi to jest to naturalny zgon szpitalny i jest on zgonem nie zgonem a jak umiera 200 to dopiero zaobserwują zgon ?.. Działają jak Rząd państwowy chyba w każdym kraju ! - Oddałem jej dokumenty i rozejrzałem się , obok nas znajdował się wspomniany wcześniej podmiejski szpital. Całkiem spory budynek o zielonkawo - żółtej barwie , jak dla mnie mistrz bezguścia.. - No przestań marudzić ! - przywaliła mi dokumentami a następnie podeszła do kosza i je wyrzuciła. - Poradzimy se bez tego , masz racje to stek bzdur ! Beznadzieja.. Czemu to my zawsze dostajemy takie beznadziejne przypadki ?! - Zła i wściekła może na mnie może na Urząd albo raczej na ministerstwo ! Bo jak nie patrzeć urząd który był uniwersalny dla wszystkich krajów i Miast , podlegał pod Ministerstwo Magii które znajdowało się na jakiejś prywatnej wyspie. Ludzie pewnie na oczy jej nie widzieli.. Ministerstwo kupiło ją pod przykrywką jakiegoś biznesmena. Dość sprytne nie powiem , kurde ale czemu TEN pajac z ministerstwa się na mnie jeszcze mścił.. a kto ? Mój Brat. Niezłe jaja ..co ?. Nie chcąc dłużej na tym rozmyślać , westchnąłem i poszedłem za nią do wejścia szpitala. Czekało nas ciężkich kilka dni.


Spojrzałem niepewnie za okno , było w pizdu ciemno. Gdzie ona niby się o tej godzinie wybiera .. I dlaczego Kakashi mnie zostawia z tą Paniusią ! Wkurzająca jak zawsze.. i jeszcze pewnie myśli że się o nią martwię. 
Usiadłem na swoim łóżku bawiąc się w ręku scyzorykiem. To był mój skarb , skarb.. jedyny dowód istnienia moich rodziców , podobno należał do mojego Ojca. Pamiętam jak Yuki przedstawiła się jako moja Ciotka , i zabrała mnie z domu dziecka. To było już szmat czasu temu.. Podniosłem się i wyraźnym leniwym oporem zeszedłem na dół , znajdował się tu salon udekorowany przez mą 'Ciotunię''. Przez nią to własnie dominowały tu błękity i biel. Niemal jak szpitalny horror. Usiadłem na skórzanej kanapie i włączyłem wielki plazmowy telewizor . Pyk pyk pyk. Szukałem jakiegoś dobrego filmu ,cokolwiek co zajmie mi czas i bym się..bym.. bym się nie martwił.. Cholera ! Ja się martwię ! Wyjąłem swój telefon i patrzyłem się na zegarek. Po chwili zastanowienia napisałem do Kakasia esemesa. *Twoja rozwydrzona księżniczka gdzieś se poszła w środku nocy , jakby co to nie moja wina ! Chyba skończyła czytać książkę , mol książkowy jak nie wiem. Nie miziać mi się tam za dużo tylko , zrobić robotę i wrócić. Nie jestem niańką !.*  Zadowolony z treści wysłałem go i wróciłem do oglądania filmu , leciał ''Seks w wiekiem mieście''.


czwartek, 27 października 2011

Jedną nogą poza tym światem.

Ja czytałam a czas nieubłaganie zataczał koła na zegarach świata ludzkiego. Zdziwiona tym że nikt mi nie przerywał gdy czytałam, przetarłam zmęczone oczy i wyjrzałam za okno. Było już całkiem ciemno , stawiałam że jest środek nocy. Więc gdzie był Max ? Gdzie spędzał noc.. zaraz zaraz ~! Przecież  mnie to w ogóle nie obchodzi... Żuciłam książkę na łóżko i trochę rozbita spojrzałam na jego łóżko. Stało dokładnie naprzeciwko mojego.Obok była szafka na której spostrzegłam kilka gum do żucia , jakieś gazety ( pewnie playboye ..) , oraz scyzoryk. Najbardziej moją uwagę przykuło to ostatnie , choć stąd widziałam niewiele to wyraźnie dostrzegłam jak dostojny i piękny jest. Jakoś to przykuło moją uwagę do tego stopnia że wstałam by się lepiej mu przyjrzeć. Oczywiście moje domysły się sprawdziły , obok leżała sterta gazet pornograficznych. Z niesmakiem na ustach podniosłam scyzoryk , i dam głowę że nie jest z tego świata , dokładnie wykonany , zdobiony , najwyraźniej ze stopów srebra i złota. Zaczęłam go obracać w dłoni i oglądać, gdy otworzyły się drzwi. Obróciłam się i zobaczyłam tego przygłupa , który spojrzał na na mnie zdziwiony i na to co trzymałam w ręce , oczywiście owy scyzoryk. - Eeee... to chyba moje , nie ? - podszedł do mnie stanowczym krokiem i wyrwał mi go z ręki. - Pfff.... chciałam się tylko przyjrzeć ..zboku. - odwróciłam od niego z obrażoną twarzą i wyszłam , ale tuż za drzwiami złapał mnie za rękę. - Poczekaj.. przeczytałaś tą książkę ? - wkurzyłam się bo za mocno mnie ścisnął i wyrwałam się. - Co cię to obchodzi ?! I nie dotykaj mnie ! - pokazałam mu język i pomaszerowałam bojowym krokiem na dół w poszukiwaniu Kakashiego. Usłyszałam jeszcze jak woła : - Kurwa chciałem móc wejść do swojego pokoju pindo ! - zjeżyły mi się włosy na ciele i chciałam coś odkrzyknąć ale usłyszałam trzaśnięcie drzwi - aaahh.. co za idiota - mruczałam coś jeszcze pod nosem wchodząc do salonu. Pustka.. pustka. Na stoliku leżał talerzyk z ciasteczkami i kilka lizaków oraz cukierków. Obok była karteczka , którą podniosłam żeby przeczytać co na niej pisze , choć z daleka poznałam pismo mego opiekuna. ''Dawka słodyczy na dziś , lepiej nic więcej nie jedz , nie ważne czemu , nie jedz ! Kocham cie. Nie ma mnie kilka dni. Kakashi Pożeracz Wróżek.''. Skończyłam czytać i odłożyłam kartkę , po czym usiadłam z impetem na sofie dobierając się do ciastek.
Coo za idiota ! Naprawdę myśli że nie przeczytałam tej książki całej ?.. Pfff. No tak ..książka.
Oczywiście skończyłam ją czytać. Nie powiem zaskoczyła mnie w wielu tematach ale jeden został niezmienny , przeprowadzono na mnie eksperyment. Albo teraz umrę albo spełni się marzenie tego świra Baal'a.
Cała książka opierała się na powtarzaniu non stop tego samego eksperymentu , chodziło o przekazanie krwi demoniej do naszej (czarownic itp.) , twierdził że możliwe jest by ona zmieniła nas od wewnątrz.. Jasne jest że wszyscy na których przeprowadzał to doświadczenie zginęli. Na ogół na ostatniej fazie przemiany. Ich organizm nie umiał znieść rozczepiania które sprawiało że ciało jest duchem a duch ciałem.. tak...
Choć nie umieramy z przyczyn naturalnych zwanych starością to jednak żyjemy i to nas odróżnia od demonów , one istnieją...więc w jakimś sensie by eksperyment się powiódł i tak musiała bym umrzeć..
Dobra nieważne ! Tak czy siak.. chodzi o to że demony nie potrzebują ludzkiego jedzenia , dlatego mój ukochany Kakiś kazał mi nie jeść nic więcej.. w sumie mi to nie zaszkodzi ale to zbędne. A reszta domowników musi jeść... Kończąc opychać się ciastkami wrzuciłam se cukierki i lizaki do kieszeni bluzy , tylko jednego lizaka wsadzając do buzi , oczywiście bez papierka ! I skierowałam się do drzwi wyjściowych.
Po chwili namysłu wydarłam się. - Wychodzę tępa pało ! - bez usłyszenia jakiejkolwiek odpowiedzi otworzyłam drzwi na ciemna noc i wyszłam , kierowaną swoją ciekawością. Wiecie.. chciałam wiedzieć czy Baal nadal istnieje..

piątek, 7 października 2011

Ciepło w sercu ,gorąco w duszy...

Blady cierpki smak krwi.. sama nie wiem już czy był w ustach czy w myślach. Był jak część mnie , jak  moje drugie ja .. Te którego jeszcze nie znałam.
Ciemność i przepaść.

W końcu otworzyłam oczy i z zawrotami głowy podniosłam się z mokrych kafelków.. Słyszałam niemal jak na kacu.. jak echem odbija się dźwięk kropelek wody wymykających się z kranu do pełnej wciąż wody wanny.
Plum...Plum...Plum...Plum.. - Cholera działa mi to na nerwy.. - wciąż w mojej głowie siedział ten smak krwi , teraz byłam pewna że nie czułam go w ustach , ale wyobrażenie smaku było tak realne że nie było większej różnicy.
Zaczęłam myśleć o wodzie , myślałam że zmyje ona te myśli.. jednak nie stało się tak. Zrezygnowałam z dalszych starań,musiałam się z tym oswoić. Tą skazą na mej duszy.
Sięgnęłam w końcu po ręcznik którym się najpierw wytarłam potem owinęłam na sobie tworząc ''ręcznikowe mini'' czy jak to inaczej nazwać. Potem spuściłam wodę , uwalniając się od zgubnego echa kropli i oparłam się o umywalkę bacznie wpatrując się w lustro. Sama nie wiem czego szukałam.. może.. czegokolwiek.. wyjaśnienia , jakiejś odpowiedzi na pytanie..na pytanie.. - Co się kurwa zemną dzieje..- opuściłam głowę , zamknęłam oczy i złapałam oddech , następnie znów i spojrzałam w lustro i.. - fuck.. fuck.. - mój głos stawał się piskliwy.. nagle całkiem zaniemówiłam. Tylko.. przyglądałam się z przerażeniem i zdziwieniem.. zaskoczeniem.. i sama nie wiem czym jeszcze.
Moje oczy.. moje czysto zielono oczy.. widziałam jak przedzierają się przez tą zieleń czerwone smugi .. niczym smuga po kropli krwi która wpadła do wody.
Znikały i pojawiały się ..by znów zniknąć i tak w kółko.. Chyba chciałam coś do siebie powiedzieć , ale nie dałam rady. Męczył mnie nadal ten smak.. połączył się z suchością w ustach ..następnie ogarnęło mnie gorąco , niczym nie z tej ziemi... z piekła...
Zamknęłam ponownie oczy. Nie chciałam myśleć.. nie mogłam. Dla własnego dobra nie mogłam dopuszczać do siebie tych myśli jakie chciały teraz się ujawnić.Gdy otworzyłam oczy , na moje szczęście wyglądały one już normalnie , przynajmniej na razie..
Wiedziałam co muszę zrobić.. - O szatanie.. daj mi siłę do życia ...nie żyjąc już.. cholera.. gadam od rzeczy - jednak mówiąc dopuściłam te myśli! Musiałam milczeć.. Książka , teraz tylko o niej powinnam myśleć. Z zwykłej ciekawości spojrzałam jeszcze na rękę na której niedawno było ugryzienie z znaczną opuchlizną. Z zaskoczeniem odkryłam że widać było tylko nieznaczne kropki po kłach. Nic więcej..
Wyszłam z łazienki po cichaczu nasłuchując gdzie się kto znajduje. - Kochanie nie martw się naprawdę ..ona.. no.. to trudne dziecko że tak powiem ...nie wiem.. bardziej mi gnoma lub chochlika przypomina .. he he. - zrobiłam ironiczną minę , jakby nie było szlak trafił mi powagę , zamiast się załamać zaczęłam się wkurwiać..
Powolutku na paluszkach szłam dalej korytarzem nasłuchując bacznie. - No co ty Kakashi! Ona miała minę jak zły smok któremu chcesz podjumać jajo ! Słowo daje myślałam że zaraz zionie ogniem.. hihi.. - no jemu jak jemu.. ale tej szmacie to cipę ukręcę .. A ! i ogniem też chętnie ją rzucę , ciekawa jestem jak szybko będą się palić jej włosy .. a ha ha ha ha...
Złapałam klamkę i wślizgnęłam się do pokoju na moje nieszczęście nadal siedział tu ten tłuk. - Jak tam randka ze ścianą ?..heee? - podirytowana podsłuchaną rozmową musiałam zacząć ale szybko zdałam se sprawę jak jestem ubrana.. albo raczej nie ubrana ! - Gap się na nią ! Na nią nie na mnie ! - no oczywiście nic to nie dało.. Musiał się spojrzeć wcięło go ostro.. chyba chciał coś powiedzieć ale języka mu zabrakło.. a ja poczułam jak robi mi się jeszcze bardziej gorąco niż było.. co wydawało mi się wcześniej niemożliwe. Zaczęłam rozciągać ręcznik w górę i w duł do granic możliwości. - Koo..toomi.. - jego głos.. był taki.. taki... ciepły .. nie wiem jak to określić ! Czułam jakby sam ten głos mnie dotykał i sprawiał że czułam się jakby nie było na mnie tego nieszczęsnego ręcznika. Nie widziałam jego miny.. nie patrzyłam na niego , było mi było tak..wstyd !.. - No weź wyjdź jełopie.. chce się ubrać ..no nie ?! .. - chciałam brzmieć stanowczo , ale drżał mi głos , mimo to nie mówiąc nic więcej minął mnie i wyszedł. Gdy mnie mijał słyszałam głośne bicie swojego serca aż znów zakręciło mi się w głowie.. więc gdy zamknęły się drzwi rzuciłam się na łóżko. - Ahh.. co się zemną dzieje.. no co.. - znów te same myśli zaczęły mi krążyć po głowie więc potrząsałam nią odganiając je jak natrętne owady i sięgnęłam po ubrania by się ubrać. Następnie sięgnęłam po książkę którą dał mi Max . Grzecznie leżała tu gdzie ją zostawiłam , koło poduszki. Oparłam się wygodnie i otworzyłam ją zaczynając czytać. ''Od dawna starałem się osiągnąć to do czego dążyłem.. o tak. Ja Baal , Demon nad Demonami ! Pokażę jak bliski jestem ideałowi. Szatanowi. Stworze z Czarnoksiężnika, Demona. Podaruje mu królestwo me piekielne jeśli mi się to uda ! Całą moją wiedzę.Zapiszę tu wszystko od początku do końca. Stworzę historię mojego eksperymentu , niezależnie od wyniku. iii.. nigdy się nie poddam. Tak rzekłem i tak napisałem i tak się stanie.'' Oderwałam się na chwilę by przetrzeć oczy. - To będzie.. długa lektura.. eh.. - potem znów się w niej zanurzyłam. Czytałam z lękiem.. obawą , rosnącym zaciekawieniem odkrywając kolejne rozdziały , badając przebieg wydarzeń spisanych przez szalonego demona jakim był z pewnością Baal.. Ten który pragnął zwalić Szatana z tronu.

wtorek, 16 sierpnia 2011

I jest coraz gorzej ..

W czasie całej drogi towarzyszyła nam wkurzająca cisza. Wiedziałam że myśli.. że knuje.. Ale pojęcia nie miałam co.. to mnie wkurzało jeszcze bardziej. Stanęliśmy przed wejściem. Spojrzał na mnie dziwnie.. - ok.. pogadamy o tym później , nie chce martwić  Yuki.. , jasne ? - no oczywiście jego koochana .., zrobiłam grymas na twarzy - taaaa.. - Właź pani Taaa.. - i weszliśmy , w sumie ich domek przypominał nasz. , był niemal identyczny jakby stały na tym samym osiedlu , chciałam się jeszcze rozejrzeć wchodząc do środka gdy nagle wyskoczyła na mnie uśmiechnięta blondynka .. banan na ustach .. - Oh więc to ty moja kochana Kotomi ! Jak dobrze cię poznać ! - Nie bardzo.. - odwróciłam się do niej  by z letargiem dalej się rozglądać , najwyraźniej zbiłam ją z tropu bo katem oka widziałam jak zerka na mnie i na Kakashiego i tak w kółko , w końcu podeszła do niego i dźwięki wskazywały na to że się całują.. fee.. Dalej rozglądałam się gdy zobaczyłam Maxa piszącego coś na telefonie nawet na mnie nie spojrzał ale przeszedł obok zmierzając chyba do kuchni - twój pokój to mój pokój , pierwsze drzwi na górze - Cooo ?!- miałam ochotę zrobić tą jebaną scenę ale pomyślałam .. wale to idę spać , jebać zasady bycia marudą.  - Kotomi proszę cię .. - Spoko dziadku idę lulu.. mam to w dupie witaj trupie ! - olałam jego dziwnie zadowoloną minę , na tą druga nawet nie spojrzałam .. nie lubię jej. nie lubię jej . W człapałam się na górę , otworzyłam wskazane drzwi i zobaczyłam całkiem spory pokój , taakk. dwa łóżka jedno po lewej drugie po prawej pokoju. Zupełnie jakby od samego początku było tak zaplanowane. Wypakowałam swoje rzeczy , rozstawiłam po swojej stronie pokoju, ewidentnie widziałam moimi myślami grubą granicę za której przekroczenie mam zamiary złamać mu kark lub ujebać przyrodzenie . Uf. Uporałam się z tym.. Położyłam się na nowym łóżku i przysnęłam , masakra , za dużo śpię. 




- Ej.. księżniczko .. - cichy szept do ucha , dziwnie przyjemny.. otworzyłam zaspane oczy i od razu odskoczyłam , wpadając na ścianę co skończyło się guzem .. - Kurwa co tu robisz ?! - Ekhem , to mój pokój jaśnie pani , pani wybaczy że weszłem.. - sarkazm.. nie znoszę gdy mówi sarkazmem i tak irocznie sie szczerzy . - Wyglądasz na zmęczą sorki że budzę ale chciałem ci.. coś dać. - spojrzałam jak na debila.. ee.. co on mógł mi dać ? Ah ! Własny pokój , powiedzieć mu to ? nie.. - Pierdol się pan. - Wiedziałem że to powiesz .. jesteś przewidywalna księżniczko . - Nie mów tak do mnie ! - rzucił we mnie jakąś książka która złapałam by uniknąć kolejnego urazu głowy , jakby mi to mogło zaszkodzić.. Zerknęłam na okładkę a on przyglądał mi się siadając na swoim wyrku. '' Nieudany eksperyment ''  -  O czym to ..? - położył się kładąc ręce pod głowę i zamknął oczy , dziwnie rozkosznie wyglądał .. fuck ! o czym ja myślę.. - O próbie zmiany w demona , przez innego demona.. - B e z s e n s .. - Przeczytaj to , tak kazał Kakashi , chodź nie wiem czemu.. chodzi o tą ranę na ręku ? - nadal miał zamknięte oczy ale dziwnie czułam jakby się na mnie patrzył , wtedy instynktownie spojrzałam na lewą rękę. Wokół śladów kłów widać było znaczną opuchliznę , nienaturalną.. - Co masz na myśli.. idioto ? - Nie wiem.. nie znam się na tym. - A na czym ty się w ogóle znasz ? Heeeee ? - Na podrywaniu , hehe .. - tępe spojrzenie. Ja pier.. naprawdę jest takim tłukiem jak myślę , i on się nazywa magiem ?! A sznurówki umie zawiązać ?! - Suuuper.. to ja cie zostawię poderwij se ścianę patrz jaka blada że ją olałeś.. ojejejejej joj .. - podniosłam się , i wyszłam . Nic nie powiedział , i dobrze jeszcze bym zemdlała z nadmiaru głupoty.. I o co chodzi z tą książką. 
Nie chcąc widzieć szczęśliwej pary na dole poszłam do łazienki która jak zgadywałam była drzwiami dalej , jak u nas, zgadłam . Weszłam i uradowana zobaczyłam wannę , luksus ! Zaczęłam z zaciszem nalewać wodę i wlałam płyn o zapachu  kwiatów wiśni.. Ehh.. trochę relaksu . Rozebrałam się i wskoczyłam do wanny . I walenie w drzwi . - Kotomi ! Naprawdę masz zamiar tam spać ?! Chciałem cię lepiej poznać z Yuki ! Wyłaź cholero jedna ! - ooo piekielne łączki , co to kurwa ma być ?.. czy nie ma zakątka wanny w którym odpocznę w spokoju bez blondynek i wkurzonych opiekunów oraz debilnych modeli ?- Kakiś.. błagam cię.. źle się czuję.. - Od dawna źle się czujesz ! Ale pyskujesz zawsze tak samo , wyłaź ! - w sumie miał racje..
 - Daj mi się odprężyć to MOŻE będę dla niej milsza .. - cisza.. poszedł se.. ? Przez chwilę słyszałam tylko plusk wody gdy się poruszyłam . - Przeczytaj tą książkę , ok ? Pogadamy później. - Chciałam coś odpowiedzieć ale słyszałam jak się oddala . Ok przeczytam co mi tam , leprze to niż gadać z tym nie powiem CZYM. Przymknęłam oczy.. i zamiast ulgi poczułam dziwne zawroty głowy , czekałam aż miną i nic.. wstałam otwierając oczy ale wszystko dziwnie wirowało , wyszłam z kąpieli.. chcąc wziąć ręcznik i wtedy znów zwaliła się na mnie ciemność. Znów zemdlałam. Znowu.Koszmar..

środa, 3 sierpnia 2011

Ślad Demona.

- Kotomi ! Do kur-wiej nędzy wstawaj ! Boże.. do dna wychlała.. moje całe zapasy.. - Otworzyłam z niechęcią oczy , głowa mi pękała.. no tak chyba se trochę popiłam..aff.. - No ładnie ładnie ładnie.. hehe.. Ej.. Kakashi to ja pójdę po resztę pudeł , dobrze..? - Ok ok.. ja pozbieram naszego pijaka.. - Słyszę go ..słyszę , ten top model , Max.. boże jak mnie boli łeb .. szatanie.. ratuj , ratuj od kacaa..- Wstawaj nooo.. - zabrał karafkę i wyniósł ją chyba do kuchni , Ja ledwo przytomna oparłam się o ścianę i w pozie pół leżącej oceniałam marność mojej sytuacji . On w tym czasie wrócił i wpatrywał się we mnie cynicznym wzrokiem .- No coo? Chciałam się napić.. - rozbawiło go to co powiedziałam i wpadł w krótki napad śmiechu , który przerwał blondyn schodzący po schodach z 3 pudłami z mojego pokoju. - Weź prysznic.. i poszukam ci czegoś na głowę bo ci pewnie telepie .. - znów gdzieś powędrował , a ja zostałam sam na sam z tym typem który właśnie stawiał moje rzeczy przy drzwiach. - Ewefefe.. ja pierdole stado słoni tańczy mi kankana na głowie.. aaauu.. - powoli i mozolnie wstałam czemu się przyglądał z rozbawieniem , ale starłam sie to olewać , w ogóle jego .. stanęłam na nogi czując jakby były z waty.. niezdolne mnie utrzymać , jakbym była sama słoniem na nogach flaminga. - Pomóc ci tam dojść ? , nie wyglądasz na desperata chcącego tak wejść po schodach.. - jego głos był dziwnie przyjemny , biorąc pod uwagę że nawet cisza sprawiała mi ból. - Wal się.. - wymamrotałam to resztkami tchu i ruszyłam na dziką przygodę w wersji '' ja , kac i schody''.  - Pf.. jak chcesz - odwrócił się , chyba chciał coś zrobić ale w końcu poszedł w ślad za Kakashim. Ja na to miast po 30 min mordęgi weszłam pod zimny prysznic.. uff. jaka ulga. Siedziałam tam i siedziałam myśląc nad tym co mnie właśnie czeka gdy ktoś zaczął walić w drzwi , to był znak bym się pośpieszyła.. - Już , już ! Kurwa nie pali się ..- wyszłam tylko lekko wycierając włosy , nie chciało mi się męczyć z suszarką i zobaczyłam mojego opiekuna z jakąś tajemniczą fiolką. - Noo.. masz , zrobiłem na szybko eliksir na ten twój ból głowy , powinien pomóc. - zadowolona wzięłam od niego lekarstwo , odkorkowałam i łyknęłam na raz , od razu poczułam szybką ulgę , jego eliksiry zawsze były niezawodne ! - Dziękuję ci Kakuś.. - wtuliłam się w niego , od dawna mi tego brakowało.. - dobra dobra , moczysz mi ubranie tymi włochami , marsz na dół ! Otwórz Maxowi portal bagażowy , nie umie.. - chciałam się zdziwić , ale w sumie jednak się nie zdziwiłam.. - ok.. co z niego za ofiara.. - nie mów tak bo ci dam szlaban na alkohol pijaczyno. - nie mogłam się powstrzymać i zaśmiałam się razem z nim. Dawno się nie śmiałam. Po czym zeszłam na dół i widząc zakłopotana minę blondyna próbującego COŚ osiągnąć , znów mimowolnie się uśmiechnęłam.  - Ofiara.. - Super.. , pomożesz czy będziesz się nabijać ? - nie odpowiadając , podniosłam rękę , rozkładając palce i wymówiłam w myślach proste zaklęcie , zaczynając lawirować nią w powietrzu. W efekcie wytworzył się wir czerwonej smugi i przemienił się w wielką spiralną dziurę jakby chcącą wszystko wchłonąć. - Proszę bardzo , luk bagażowy a la koto-chan , coś jeszcze ? - teraz ja popatrzyłam na niego cynicznie a on z skwaszoną miną zaczął wrzucać do niej pakunki. Wtedy przyszedł Kakashi. - Ej zaraz.. ale skoro miałam użyć tego zaklęcia to po co on był nam do pomocy ? ..- A miałam przeczucie że nie będziesz w stanie , nawet tych pudełek znieść na dół .. - uśmieszek - ale mogłam otworzyć portal na górze ! - Mogłaś ale tak było śmieszniej.. - Wcale nie.. - Max nadal gapił się w portal z dziwną miną .. - Powinieneś mieć to opanowane .. -  wyjął mi to z ust , kochany kakiś. - Ta.. widzisz jestem lewy do nauki .. - W tym wypadku to źle i wróży marny los. - Ta.. -  Nie wtrącałam się .. ja to dobrze wiedziałam a on mnie nie obchodził .. - Kotoś.. co to za dziwna rana na ręce..? - Kakashi nagle zwrócił uwagę na mój łokieć . - ee.. coś mnie ugryzło , pies.. czy coś innego.. - Kiedy ? - Wczoraj .. a może to było przed wczoraj..? A nie wiem dużo śpię i już nie ogarniam ...  - patrzył na mnie tak zmartwionym wzrokiem że nie wiem czy ja się bardziej zakłopotałam czy nasz Maximiliano. - Pokaż mi to. - pokazałam mu rękę a ten wpatrywał się w nią.. zmartwienie przerosiło się w strach. Słyszałam jak chłopak z miną jak z horroru przełyka głośno ślinę. Czułam się dziwnie.. - No cooo ? - To sprawka demona.. - powinnam teraz zrobić takie epickie.. cooo?! wtf i w ogóle , ale przecież wiedziałam że to demon. - Spojrzał mi głęboko w oczy , w jego widziałam prawdziwe przerażenie . - Max zabieraj dupę do domu. Już. - trochę zdziwiony jego słowami, ale posłuszny, wyszedł. - Wiesz w ogóle co to znaczy ?.. Takie ugryzienie ? Jest całe sine.. Fioletowe , a nie zwykłe ! - Nie krzycz na mnie to nie moja wina ,..żee.. zemdlałam ! - Wiem że nie twoja.. Ja pierdole. - chwile wyglądał jakby chciał rozjebać drzwi ale w końcu je otworzył na oścież - Wynocha !.. idziemy do nowego domu. - oszalał..? z miłości ? .. teraz powiem wtf. I poszłam. Wlekłam sie koło niego bez słowa.. Jak na ścięcie.. czułam się jakbym szła na własny pogrzeb , słowo daje.

sobota, 30 lipca 2011

Jedyna Sama.

Ocknęłam się po paru minutach. Tak mi się wydaje.. - Przepraszamm...przepraaszammm ! Nic ci nie jest ? - zerknęłam nieprzytomnym wzrokiem na jakiegoś starszego faceta który patrzył się na mnie zmartwionym ale i zirytowanym spojrzeniem . - Niee.. nic mi nie jest. - chciałam wstać ale od razu poczułam że to nie będzie takie łatwe , wciąż miałam zawroty głowy , usiadłam więc powoli w kokardkę. - Na pewno nic ci nie jest ? Potrzebujesz pomocy ? - zawziętość ludzi ich ratowała i gubiła. Ciekawe co na niego sprowadzi.. - Niee.. - rozejrzałam się szukając jakiejś podejrzanej postaci , wskazówki , nic. - To proszę na siebie uwarzyć. - I już go nie było. Ciekawe czy dla czystego sumienia tylko zwrócił na mnie uwagę. Odzyskałam trzeźwy i żeśki stan umysłu więc wstałam powoli ale od razu usadowiłam się na ławce niedaleko. Bacznie badałam moją rękę i prawie nie zwróciłam uwagi na ślady krwi które zostawiłam. Szybko zlokalizowałam źródło tego szlaku. Wygląda na to że coś mnie ugryzło.. Nadal badałam ranę , przypominała ugryzienie psa. Ale nie wyglądała na groźne w żadnym stopniu.. odetchnęłam. Ale co to kur...było. Nie było sensu zastanawiać się tu nad tym , więc ruszyłam tyłek i letargicznym krokiem maszerowałam w stronę domu uciskając prawą ręka zranienie  , przy łokciu drugiej. Kroczek po kroczku doszłam do domu.. i słysząc głuchą ciszę wczłapałam się na górę. Zerknęłam na przyszykowane pudła kątek oka i zaczęłam wszystko do nich wrzucać bez ładu i składu.Gdy pokój był prawie pusty wyjęłam ze szkatułki mój wisiorek , srebrny pentagram i zawiesiłam se na szyje. A puzderko fru do kolejnego kartonu. To chyba było wszystko , teraz mam to gdzieś.. jestem zmęczona. Walnęłam się na łóżko bez moich ukochanych włochatych poduszek , ale mimo to zasnęłam błyskawicznie.





Patrzyłem z dumą na moją szczęśliwą opiekunkę. Tak , była szczęśliwa ! A skoro ona to ja też.. o tak. Kakashi wzniósł wysoko lampkę szampana obejmując drugą ręką Yuki. Ta uśmiechnięta popijała swoją działkę. - Ej ej.. Maxik ! A ty ? - uradowany zwrócił się w moją stronę gdy ja odpisywałem własnie na esa Rexa. - Emm na razie nie , wiesz jeszcze będę mieć od pizdencji okazji do picia brachu. - kakeś zrobił minę naburmuszonego dzieciaka ale oficjalnie zaciągnął swoją ukochaną , do sypialni. Trochę głupio się czułem odbierając im swobodę.. wiec widząc propozycje otrzymaną na koma nie myślałam długo. *es: człowieku dawaj no tu z buta , pijemy pijemy i liżemy się z laskami ! yeah.*  - No dobra dobra.. - wybełkotałem jakby do ściany i zebrałem się nie wsłuchując się już w erotyczne dźwięki na górze, pewnie wiedzieli że wyjdę , zawsze gdzieś łażę.
Krokiem gościa zadowolonego doszedłem do starego placu zabaw gdzie już kręciła się impreza , widziałem już pół nagie laski.. upite w dupę , puszki po piwie i kumpli wołających mnie z daleka. - No już jestem jestem.. mmm.. która moją ? - obciąłem wzrokiem pieniki.. każda ładna , każda w sumie w moim guście napalona.. hymm.. raj. - A ta ! A ta ! Wszystkie , jest ooorgia ! Haahahah ! - Rex już nieźle urobiony miał takiego zaciesza jakby zobaczył cycki rozmiaru + z. Kopnąłem jakąś butelkę wódki walającą się koło nóg i przyglądałem się jak obmacuje Kate bez bluzki . Matt dobierał się za to do Amy a Ashley za to w druga mańkę rozbierała już z napaleniem w oczach Toma. W miedzy czasie macana Kate jeszcze lizała się z Alex spoglądając na mnie ponętnie co oddech . Oparłem się wygodnie o mały drewniany domek obok którego wszyscy się stłoczyli i zapaliłem fajka , przyglądając się wyczynom Less.  - Tyy Rexionaldo ! Nie jesteś zazdrosny ? - Nadal macał w kroku swoją dziewczynę , ona w odzewie wydawała jęki kiedy mogła. - O dziewczynę ?! Pff.. dla mnie podwójna frajda a ty co .. chcesz szluga przelecieć ? Hahaha.. - cynicznie się uśmiechnąłem oddając cześć zranionemu szlugowi , i wtedy do mnie podeszła.. Wyjęła mi peta z ust .. nie protestowałem , co jak co ale wolałem jej język w ustach.., zaciągnęła się dwa razy , nakręcając mnie i wyrzuciła go gdzieś za siebie. Nie czekałem , dorwałem jej usta , drapieżnie.. Znalazłem dłońmi jej walory , ściskałem prawie całkiem okryte piersi i przyciągając ją do siebie , ściskając jej tyłek. Z boku słuchać już było głośne postękiwania i ocieranie się ciał.. słyszałem jak rex wali teksty w stylu : dawaj mała , dawaj! Ale ja byłem zbyt skupiony na niej by zwracać na to większą uwagę. Była gorąca , pijana i podniecona , wsunąłem jej palce w pizdeczkę robiąc jej dobrze , była mokra.. taka ciepła i mokra.. Na co ja kur.. czekałem? Odwróciłem nasze położenie  oparłem ją o tą .. drewnianą kiedyś kryjówkę dla dzieciaków i rozszerzyłem jej nogi , lizałem i całowałem ją po szyi . - I jak gotowaa..? - powiedziałem  jej do ucha , rozpinając w expres tempie wkur.. jak zwykle w takich momentach rozporek . A podobno taki łatwy w obsłudze . O tak .. chciałem w nią wejść.. stał jak nigdy .. Zlokalizowałem więc cel i włożyłem go w nią. Ach ta fala ciepła.. i jej jęki.. jęczała , o tak ..jak zawodowa dziwka. Hymm.. czy ja to lubiłem..? . Nieważne , pieprzyłem się z nią z 2 godz , ciągle  zmieniałem jej pozę.. lubiłem czuć że mam nad laską władzę.. o tak , to ja ją brałem jak chciałem , rozciągałem ją na setki sposobów , ona już lewo dyszała.. aż w końcu to uczucie że dłużej nie pociągnę , wycofałem się.. - Już.. to już..? - łasiła się , bawiąc się moim penisem , wsadziła mi język do ust. Nie opierałem się ..nie.. Było jak chciałem .. - A teraz na kolana suczko ! Na kolana i liż go.. liż.. - speszyła się trochę ale była posłuszna ..o tak , taka miała być. Suka , taka miała być. Wzięła go głęboko do ust i wyjmowała i wkładała.. Takk.. kurwa.. znała się..jebana , potem wywijała językiem jak spiralą liżąc go na kilka różnych sposobów , i to było to czego chciałem.. doszyłem. Heh , Alex.. tak miała na imię ? Pięknie wyglądała w mojej spermie. Ale nie umówił bym się  z nią..dziwka była dziwka. Perfekcja. Zlizywała prezencik z twarzy , rzuciłem jej paczkę chusteczek którą rzucił mi Rex z zadowoleniem na twarzy , najwyrażniej też osiągnął swój cel . Heh i tak było.. hymmm Zajebiście. Ale oczywiście było coś co musiało to zjebać . 
Jak psa krew zaczęła mnie boleć lewa ręka . pieczęć. Fuck. Kurwa. Szmata. Za uwarzył to mój przyjaciel i podszedł ubierając się i zostawiając wykończoną nagą Kate. - Co jest ? ugryzła cie ??? Hahah.. - ta nadal pijany w buta. - Co ty kur.. gadasz.. , lizała lizała ale nie gryzła, a szkoda  , szkoda ! - Ty zboczony sukinsynu , hehe .. było bosko , co ? - Jasne że tak , o ... ja pier..  - zerknąłem na fona , zasiedziałem się obiecałem że wcześniej dziś wrócę Yuki by się wsypać i iść rano z Kakashim do jego domu po jego i .. JEJ.. rzeczy. - Ej sory brachu ja się zmywam , a ty mała nie płacz jeszcze cię wydymam . - looknołem jeszcze na nią nagą patrzącą na mnie spojrzeniem ''chce jeszcze''. Ah te dziwki.. 




Ocknęłam się była już prawie noc, wciąż słyszałam irytującą ciszę. Ręka w którą byłam ugryziona bolała niemiłosiernie ale nie chciało mi się z tym nic robić. Leżałam i po prostu przyzwyczajałam się do uczucia które mnie ogarniało. W końcu się podniosłam i zaczęłam czytać książki o demonach  czytałam i czytałam , o wszystkich psowatych demonach. Było ich od groma.. aff.. Czułam się jakbym szukała igły w stogu siana i znów sama.. sama. Ból z każą sekundą stawał się nie do zniesienia więc wstałam i rozjebałam zamek barku , wyszperałam wódkę i Rum.  Wyjęłam potem wielką karafkę i wlałam obie substancje mieszając. Zamknęłam zamek , małe zaklęcie naprawy ..- Ał.. cholera ! - pieczęć zapiekła. To była w huja dziwne , ahh, wszystko mnie bolało już nawet mózg od myślenia o bólu. - Na zdrowie , niech Szatan będzie panem teraz i na wieki.. - łyknęłam hard mieszankę . Skrzywiłam się automatycznie ale piłam dalej , łapiąc coraz większe łyki.. z czasem wychodziło to coraz lepiej , ból ustępował.. ciepło mnie ogarnęło.. było mi tak lekko. Tak beztrosko. Podeszłam chwiejnym  krokiem , wpadając na komodę do wielkiego lustra przed wyjściem , tam padłam i siedząc piłam dalej patrząc na swoje załzawione oczy.. Rana teraz swędziała , wpadłam w szał zaczęłam ją drapać , krwawiła coraz bardziej , kapał na nią trunek ,ale miałam to gdzieś  byłam ledwo świadoma.. ledwo..i.. film mi się ściął. Znów ta przyjemna ciemność..mm.. chyba zasnęłam.

sobota, 23 lipca 2011

Zaczyna się robić dziwnie.

Zastanawiałam się i zastanawiałam jak zmienić jego zdanie ale wiedziałam że się nie uda. Więc zmieniłam tryp myślenia na poszukiwawczy. W sumie powinnam być w szkole ale pomyślałam że mam to gdzieś.. i tak go nie było, Kakashi się zmył jak zwykle. Czułam że to znak , znałam bowiem swoje zbiory ksiąg , książek ,  podręcznych książeczek , leksyk , albumów informacyjnych ; Nie było tam słowa o piekielnej pieczęci. Chodziło  o to by się dorwać do jego zbiorów , weszłam więc do jego sypialni zawalonej masą książek. Były wszędziee.. na masywnym biurku na podłodze , na łóżku.. - Cholera ! To mi zajmie wieki.. - Wzięłam pierwsza lepsza i odłożyłam widząc tytuł. I tak brałam każdą , niektóre przeglądałam, w niektóre się wczytywałam , a czas nieubłaganie mijał. Zerknęłam na zegarek była 14;30. - Psia krew.. - Dokładnie jak to mówiłam usłyszałam jak otwierają się drzwi frontowe , rzuciłam to co miałam w ręku i szybko wyszłam lekko zamykając drzwi. Potem myk po schodach i ...jego zdziwione spojrzenie. - Nie jesteś w szkole ?- to było takie dziwne , nie wyglądał na złego - Nie.. nie chce i nie muszę tam chodzić - przeszedł koło mnie , wchodząc do salonu i usadowił się na kanapie wzdychając , podążyłam za nim i się przysiadłam. - Powiesz mi coś więcej o pieczęci piekielnej ? - miał zamknięte oczy jakby nad czym się zastanawiał - Nie lubisz Maxa , prawda ? - zdumiało mnie to , zmienił zupełnie temat rozmowy.. - Nie.. Nienawidzę  go ! - odwróciłam od niego twarz , nie musiał mi przypominać o wczorajszym dniu ! - To będzie trudne , jutro się do nich przeprowadzamy , spakuj się.. wpadnie jutro by zabrać twoje rzeczy. - czy nie byłam na to gotowa..? Zaraz.. - Czemu on ma nieść moje rzeczy ?! - Bo ty poniesiesz moje ! - uśmiech - Eeee? a Ty ? - Poniosę twoją nienawiść i złość , bo już cie przygniatają , hehe - zaśmiał się i wstał by zaparzyć se zielonej herbaty , mój wzrok powędrował za nim ale się nie ruszyłam - Powiesz mi coś o niej czy nie ? - nie przerywał tego co robił - On ci powie , wszystko co mu powiedziałem . - to było bez sensu.. tylko ja tak myślę.? - A czemu nie  powiesz mi tego sam ?.. - Ponieważ chce byście się polubili.. , choć on cie chyba lubi , nie ? - przypomniało mi się co mi wczoraj powiedział , łapiąc mnie za rękę i naszła mnie dziwna fala ciepła..co do..  - Ale ja go nie lubię i nie polubię , nienawidzę go ! - wykrzyczałam i wstałam żeby wyjść - Chociaż jest przystojny.. - to już powiedziałam szeptem , czując jak pojawiają mi się rumieńce .. Mimo iż szeptałam miałam wrażenie że mnie usłyszał , bo zaśmiał się . Zirytowana trzasnęłam drzwiami .
Musiałam odpocząć ! Choć niby od czego..?.. Zaczęłam iść w stronę parku , przyciągał mnie tam śpiew ptaków słyszalny dalekooo.. był piękny . I nagle moją  prawą rękę przeszył niewyobrażalny ból , złapałam ją, i syknęłam .. nie chciałam krzyczeć. Wyglądała normalnie , ale męka nie ustępowała..  Głęboko oddychałam oswajając się z tym uczuciem , i wtedy poczyłam ulgę. Ból zniknął. Tak po prostu . Szelest za mną. Obróciłam się szybko ale nikogo nie za uwarzyłam. Robiło się coraz bardziej dziwnie .. Zerknęłam znów na dłoń szukając jakiej wskazówki i nic. Już chciałam to olać i iść dalej ale zaczęło mi się kręcić w głowie i upadłam tracąc przytomność.. Daje głowę że to nie ja sama się tak urządziłam . Jestem pewna.

piątek, 8 lipca 2011

Płacz Nienawiści.

Sen dał mi lekkie ukojenie.. uspokoił mnie ale nie zabrał złości. Gdy się obudziłam przez dłuższy czas wpatrywałam się w sufit . Jednak nie mogłam leżeć tak wiecznie , zwlekłam się w końcu mozolnie.. szykując się do szkoły.  Może zajęło mi to 10 min.. , zeszłam na dół jednak znów nie było śladu Kakashiego , dziwnie się z tym czułam. Gdzie on spędzał noce ?.. Nie miałam siły na myślenie. Wyszłam. Po drodze czytałam podręczną książeczkę ''Spis Demonów'' , w sumie sama nie wiem czemu. Wchodząc do szkoły odruchowo szukałam Kate.... o Szatanie , co ja wyrabiam.Ruszyłam do sali i była tam ale nie miałam czasu się z nią nawet witać , zadzwonił dzwonek. Na przerwie ulotniłam się bojąc się że podejdzie ona lub Max. I tak co lekcja. Wpadłam na pomysł by napić się też soku truskawkowego z automatu. Stanęłam wiec przed nim , rozejrzałam się sprawdzając czy nie ma świadków i rzuciłam proste zaklęcie , kartonik spadł do otworu. Pijąc go poczułam że ktoś za mną stanął . - Czy ty mnie unikasz Kotomi..? - czy on naprawdę za mną przylazł..?.. - Tak. - obejrzałam się i zobaczyłam jego dziwny grymaśny i cyniczny wyraz twarzy . - A czy ty wiesz że twój  Sempai u nas nocuje ? - nie che wiedzieć jaką ja teraz miałam minę. - Że co ?! - wydawał się jeszcze bardziej rozbawiony moją reakcją. A ja mimowolnie ścisnęłam rękę w której miałam sok a ten wytrysnął mi na twarz. - Hahahah , ojej.. tak jest chłopakiem Yukiś - chan. - wytarłam twarz i spojrzałam na niego zaskoczona , ale w sumie teraz to miało sens.. - Zresztą.. lepiej się do mnie przyzwyczaj.. planuje zamieszkać z tobą u nas.. - o niee.. teraz to już mnie kurwica brała.. - Ale ja się nie zgadzam ! Kminisz ?! Gówno mnie obchodzi.. co on zrobi ! - biedny sok.. umarł z powodu mojej złości , co mnie jeszcze bardziej zirytowało..  - Uspokój się.. słyszałaś o mocy połączonej pieczęci , prawda..? - niedbale odrzucił głowę w lewo..jakby gapiąc się za okno. A ja podążając za jego wzrokiem , zobaczyłam jakąś parę obściskującą się na dziedzińcu.. twarz wykrzywił mi grymas niesmaku. Zauwarzył to. - Jesteś lesbą ? - ścisnęłam usta .. - Pojebało , czy co.. - tym razem spojrzenie na tą samą parę było jakby utęsknione , może chciałam by ktoś mnie kochał...? Co ja plotę.. Odbiło mi . Wiedziałam. - Zaklęcie bramy piekła ..- ocknęłam się z letargu myśleniowego .
- eee ? - teraz dopiero w sumie zauważyłam że chyba był przystojny.. - Zaklęcie z połączenia pieczęci piekła. Kakashi mnie o tym poinformował. - nosz.. kur... czemu ja nic nie wiem ? A ten top model tak ?.. - Nie obchodzi mnie to - powiedziałam to niedbale znów patrząc na parę za oknem i odeszłam , wtedy to wpadłam na Kate w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Popatrzyła się na mnie niepewnie ..- Hey... - nawet nie odpowiedziałam , wyszłam ze szkoły. Musiałam coś poszukać.. co jeszcze kryła moja pieczęć i dlaczego. ja nic o niej prawie nie wiedziałam.... Będąc już za drzwiami budynku poczułam jak ktoś mnie łapie za ramie , instynktownie się obróciłam gotowa dać w pysk. Znowu on... - Poczekaj.. ja ja... chce ci powiedzieć że jesteś bardzo ładna..  - powiedział to sapiąc ze zmęczenia , biegł..?..  - Ja ....ja...-  czułam jak wzbiera we mnie złość ale gdy zobaczyłam jego zszokowaną minę , dopiero zrozumiałam że po policzkach spływają mi stróżki łez. - Ja cie nienawidzę ! - wyrwałam się i zaczęłam biec , na oślep . Pojęcia nie mam jaka była jego reakcja , nie chciałam tego wiedzieć. Zatrzymałam się dopiero koło fotografa. Spojrzałam na zdjęcia rodzinne.. szczęśliwych rodziców z , szczęśliwymi dziećmi .. nadal płakałam. Wtedy po prostu padłam na kolana i wpadłam w szloch , miałam gdzieś czy się na mnie patrzą. To bolało.. przeszłość , teraźniejszość i ta cholerna przyszłość. Pewnie nawet 2 km , dalej było mnie słychać.. - Nienawidzę was ! Nienawidzę ! - pewnie mnie nie zrozumiecie , nigdy. ,...ludzie. nienawidzę was... Daikirai .  
                                                    

sobota, 2 lipca 2011

Złość.. jest jak jad.

Nie wiem kiedy Kakashi wrócił , pewnie było że zadbał bym nie zaspała. Obudził mnie budzik postawiony tuż koło mojej głowy.. jeden cios obronny i już był na dywanie. Ojej.. zepsuł się. Zgramoliłam się z kanapy i przetarłam oczy , po czym pozbierałam pergaminy i położyłam je na stoliku obok. Nie widząc śladu kakusia poszłam wziąć szybki prysznic , który mnie do końca wybudził. Pomyślałam że w ramach podziękować ja obudzę jego , wiec zajrzałam do jego sypialni ,ale była pusta. Trochę zdziwiona przypomniałam se że dziś jest basen , czmychnęłam  wiec do pokoju by się spakować do szkoły i wyszłam. Idą tam myślałam trochę o tym gdzie może być mój opiekun.. przecież wrócił do domu , dowodem była niemiła pobudka.. Myślałam też o tym jak w przeszłości chodząc na basen , gdy weszłam do wody , zaczęła ona dziwnie w okół mnie wirować , instynktownie przy tym złapałam za pieczęć.. bałam się trochę ale cóż. nie ucieknę przed basenem .Lekcje przeżyłam w ciszy , nie szukałam też rozmów na przerwach. Trochę mnie zdziwiło że nie widziałam nigdzie Kate , wydawało mi się że zależało jej na basenie ale co ja tam wiem o ludziach... Po 5 nudnych lekcjach w końcu przyszła pora basenu. Poszłam więc do przebieralni basenowej , od razu  rzuciło mi się w oczy że kilka klas na raz ma teraz tu zajęcia. Nie przyglądając się dokładniej kto jest.. dobrałam się do szawki o numerze 13 , nie wiem czemu lubię tą liczbę , i zaczęłam się przebierać. Teraz poczułam na sobie wzrok reszty dziewczyn.. - Gdzieś już widziałam taki tatuaż jaki masz na ręce. - jedna z nich przyglądała się mojej ręce. - Niemożliwe.. - raczej nie.. , przyjrzała się jeszcze ram.. - Może...- i na tym się skończyła wymiana zdań.
Mój strój był dwu częściowy , w tych  jednoczęściowych  czułam się jakby mnie dusiły..  i w sumie to był jedyny powód że miałam ten bardziej odkryty . Gdy większość się przebrała , wyszłyśmy na basen. Po drugiej jego stronie siedzieli już chłopaki , oczywiście raptownie zwrócili ku nam oczy .Zadowolone z tego dziewczyny ruszyły ku nim , by zacząć z nimi gadać , flirtować i się podmacywać oraz wygłupiać. A ja jako jedyna podeszłam do pierwszego toru i usiadłam przy nim mocząc nogi w chlorowanej wodzie. Słysząc piski , wrzaski i śmiechy , wpatrywałam się w wodę patrząc czy nic się z nią nie dzieje.  Ku moim obawom była spokojna .. falowała tylko delikatnie z powodu zabaw uczniów . Westchnęłam i zamknęłam oczy.. Wtedy usłyszałam że ktoś do mnie podchodzi i siada na skos ode mnie też mocząc nogi. - Hey Kotomi - chan - trochę zdziwiona otworzyłam oczy i zobaczyłam blondyna o dość postawnym ciele i niebieskich oczach , z tego co pamiętam był z mojej klasy.
- Nie mam ochoty gadać .. - i znów zaczęłam się patrzeć na lekko falującą wodę. - Eh.. może się ze mną przywitasz , co ? - po czym wyciągnął do mnie rękę , widziałam to kątem oka. -  Kurde powiedziałam że.. - podnosząc wzrok zobaczyłam na jego wyciągniętej ręce taką samą pieczęć jak na mojej , zatkało mnie. Zamilkłam patrząc się na nią z szeroko otwartymi oczami. Opuścił rękę i wtedy dopiero się ocknęłam. - Jestem Max , miło mi cię poznać. - niestrudzony nie dawał za wygraną. Szybko przeanalizowałam dane , i ocknęłam się do końca. - nie mam zamiaru się z tobą zaprzyjaźniać , bo masz tą.. swoją pieczęć - odwróciłam wzrok na białą ściana pomieszczenia. W tym momencie znów kątem oka zobaczyłam jak wyciąga drugą rękę  z której się wysunął wisiorek . Instynktownie spojrzałam na niego i znów doznałam szoku i ataku złości. Skąd on miał mój ukochany wisiorek ?! Najpierw  chciałam mu go wyrwać ale wtedy znów schował go w zamkniętą rękę. - Oddaj mi go ! Skąd ty go w ogóle ty deklu masz ?! - wszyscy się obejrzeli w naszą stronę , wiec się trochę uspokoiłam i patrzyłam na niego wzrokiem ''zabijającym'' . - Kakashi mi go dał , do szantażu , gdybyś nie miała chęci na konwersacje.. - westchnął przy tym , a ja ?.. nie mogłam uwierzyć.. kakashi.. jak on mógł ! - Żeby było bez światków to chodźmy do schowka. - po czym wstał i poszedł w kierunku drzwi do przechowalni sprzętu basenowego . Wkurzona wstałam i poszłam za nim , zamykając za sobą drzwiczki , on zaś zapalił światło. - Oddaj mi go.. nie mam zamiaru z tobą gadać.. - i znów westchnął - Nie bądź taka anty ludzka.. - wkurzona jeszcze bardziej jego słowami , użyłam prostego zaklęcia i przywołałam wisiorek z jego reki , wyleciał w powietrze a ja szyszko go złapałam zanim się skapnął chyba co zrobiłam. - A my  NIE jesteśmy ludźmi ! - w tym momencie już wybiegłam stamtąd oraz z basenu.. na szczęście nikt chyba tego nie zauważył , bo mnie nie wołał. Szybko poszłam się przebrać i równie nie zauważona wyszłam ze szkoły ,w końcu były lekcje.. Do domu szłam wściekła.. oczywiście na Kakusia. Jak on mógł ?! Mój wisiorek który mi podarował tamtego .. strasznego dnia , by mnie pocieszyć.. jak on mógł.. Gdy weszłam do domu nadal go nie było. Schowałam naszyjnik do mojej szkatułki i usiadłam przed telewizorem , zajmując czas na jego powrót.. pykałam bezmyślnie jeden klawisz pilota. Zostawiłam w końcu na jakiś japońskim kanale , nie słuchałam o czym jest ..ważne że to był mój ojczysty język. Siedziałam tak aż usłyszałam że ktoś wchodzi , wtedy to zerwałam się do drzwi. - Jak mogłeś ?! Jak mogłeś mu go dać ?! - trochę przestraszony odskoczył do tyłu. - Koto uspokój się..  - ochłonęłam trochę i wbiłam wzrok w podłogę . - Dlaczego ci tak zależy na tym żebym go polubiła ? - powiedziałam to przez zaciśnięte zęby. - Wiesz że pracując dla Rady Magicznej musisz mieć partnera a wy dobrze do siebie pasujecie .. - w tym momencie  zszokowana podniosłam na niego wzrok - Cooo ? Myślałam że uczysz mnie ponad programowo żebym mogła być sama ! - westchnął - Tak się nie da Kotomiś.. , zresztą wy naprawdę.. - Nie chce tego słuchać ! - przerwałam mu zanim dokończył po czym wbiegłam po schodach do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko . Przecież po to tak się starałam.. po to się tak męczyłam.. Nie przychodził do mnie. Wiedział że muszę ochłonąć a ja nie chciałam. W końcu zasnęłam zmęczona własnym gniewem.

środa, 29 czerwca 2011

Nienawidzę szkoły.

Tak wiem położyłam się na chwilkę..ale zasnęłam jak Szatana kocham , zasnęłam. Myślałam że będę se tak spać w sumie nie widziałam w tym nic złego.. po co mi ta cała szkoła nie pasowałam do niej .. do zwykłych ludzi . Nigdy do niech nie pasowałam. Śniłam.. o ciemności która by mnie tuliła na wieczność..samą..
- Kotomi do cholery.... wiesz która jest godzina kochana ? - miałam wrażenie że noc ale co by to zmieniło .. otworzyłam oczy i spojrzałam na dziwny wyraz twarzy Kakashiego. - Może 3 braciszku ? Nie przyzwyczaję się , w Japonii czas leciał inaczej.. - mimo moich słów chyba sprzeciwu wstałam i udałam się do łazienki.. mój .. opiekun.. starszy brat.. ojciec , nauczyciel czy jak go nazwiecie.. nie komentując wyszedł z pokoju. Po prostu wiedział że zaraz będę gotowa , w sumie ja niestety też...wiedziałam że tam pójdę .. pójdę do szkoły.
W sumie zajęło mi to niecałe 20 min.. i to tylko dlatego że znów oddałam nie nostalgii pod prysznicem.. zastanawiałam się kiedy przestanie mnie dręczyć przeszłość. Ale zimna woda otrzeźwiła mój umysł , musiałam być gotowa na .. sama nawet nie wiedziałam na co , minęło dużo czasu.. patrząc na pieczęć na reku uświadomiłam se że pomaga mi ona kontrolować moją moc za pomocą demonicznego zaklęcia którym została założona. Więc w sumie nie musiałam się bać że znów mnie wezmą za dziwadło.. nauczono mnie jednak by nie ufać nikomu i trzymać dystans do każdego.. pewnie żebym nie oszalała , choć myślę że to mam za sobą. - Kotomi... .powodzenia - te słowa dodały mi otuchy gdy zamykałam za sobą drzwi nowego domu. W sumie chciałam ale nie powiedziałam w końcu.. że mu dziękuje.. ależ mam mętlik w głowie.
Może się w końcu przedstawię.. Jestem Kotomi Mitsune , Czarownica. Nie mam rodziców.. i opiekuje się mną Czarnoksiężnik Kakashi Fujiwara. Dwa dni temu przeprowadziliśmy się z Japonii do Ameryki. Podobno z powodu starej znajomej.. mego ''tatusia''. Nazywa się Yuki. W sumie tyle o niej wiem.. podobno też się zajmuje kimś tak jak kakuś mną.. i ma na imię Max. I tyle wiem.. i w sumie i tak mam to w nosie.. pójdę tam , potem wrócę .. i pójdę spać. I niech żaden Maxik czy inny debil.. nie wchodzi mi w drogę.
Dobrze że ta szkoła jest blisko.. nie lubię marnować wysiłku na rzeczy zbędne.. Nie szukałam też długo pokoju nauczycielskiego , mimo iż dopiero poznawałam tutejszą szkołę i sposób w jaki została zrobiona ,znalazłam mojego wychowawcę i szybko wytłumaczyłam  mu kim jestem.. w sumie powinien wiedzieć ale miał jakiś nieoagar.. może tez się nie wyspał... Nazywał się Matt Spenser , uczył Historii , co ciekawsze tylko USA.  - Dobrze Kotomi.. widzę że nie masz problemu z językiem Angielskim , mówisz bardzo płynnie , ciesze się . Teraz pójdziemy do klasy zanim moi uczniowie ją rozniosą.  - no i ten piękny sztuczny uśmiech. W sumie patrzył na mnie jakby się bał że Japonia to kraj kanibalów...
No dobrze więc weszłam do tej wielkiej sali.. szatanie , dzięki ci że tu mają pojedyncze ławki , nie jak w europie.. Stanęłam grzecznie obok biurka profesora i od razu rzuciło mi się w oczy jak chłopaki obcinają mnie wzrokiem.. starałam się nie słuchać co tam szepczą. W końcu moja spódniczka w moim kraju nie robiła furory.. tu widać tak..  może dlatego że nie sięgała do kolan.. ale słowo daje jest od mundurku szkolnego. W czasie moich głupich rozważań na temat różnić krajowych , Pan Spenser usadowił się na swym miejscu i starał się przemówić do.. młodzieży. - cisza !!! Cisza mówię !!! Jest już po dzwonku ! - powiedzmy że zrobiło się w miarę cicho.. - Tak więc oto nowa uczennica , przyjechała do nas z Japonii , macie być dla niej mili.. Przedstaw się proszę klasie. - miałam nadzieje że to będzie inne.. czemu wszędzie trzeba gadać te zbędne kilka słów o sobie.. - Witam.. Nazywam się Kotomi Mitsune , przyjechałam z Japonii , a dokładniej z Osaki. - psor czekał chwile , potem spojrzał pytająco - i to tyle ? - no teraz to mnie wkurzył... - nic więcej nie muszą o mnie wiedzieć. - sama nie wiem kto się bardziej zdziwił , on czy klasa.. gdzieś usłyszałam słowo sztywna.. ...Ojej norma. - Ekhem.. no dobrze zajmij miejsce , i przechodzimy do lekcji. - no więc mając w dupie szepty , spojrzenia , chichoty.. i różne inne zbędne reakcje usiałam w ostatniej ławce przy oknie. Potem już chyba wszyscy słuchali lekcji.. choć marnie im to wychodziło , jak zresztą każdym licealistom na świecie... No oczywiście na przerwie podeszło do mnie kilka dziewczyn i szykowało się chyba chłopaków ale po moim tekście do jednej dziewczyny zwanej Kate  - nie mam zamiaru z nikim gadać , odwal się. - na szczęście dali se spokój.
Tak oto odcinając się od klasy przeżyłam ten dzień , spisując grzecznie plan na jutro.. o boże będzie basen.. Słyszałam piski dziewczyn.. jak one się cieszyły.. - ejj.. kotomi , a ty pływasz ? - boże nie taki był plan.. miała się odczepić.. - Pływam.. - ten głupi uśmiech na jej twarzy mnie zbił z tropu.. przecież odpowiedziałam  jak najmożliwiej niemiło . - bo wiesz my mamy za tydzień zawody pływackie i szukany kogoś do drużyny.. - ehh... czemu ona jest taka miła , nawet mnie nie zna.. nie wie jak pływam .. czy nie nie mam astmy , czy nie pływam z deseczką jak 5 latka..  - pomyślę o tym jutro..eee.. Kate ? - i znowu to samo.. ten zaciesz.. - tak Kate ! zapamiętałaś  moje imię , bardzo się cieszę - i pokaz  ząbków.. jaja se robi czy co ? - idę do domu , sayo Kate. - chcę już być w domu.. w domu.. - to do zobaczenia jutro kotemi !- na miłość..nie wiem już czego.. przywaliła bym jej za to że przekręciła mi imię.. ale naprawdę ..do ku.. .chcę być już w domu. Nienawidzę szkoły.
Wychodząc z budynku zobaczyłam grupę chłopaków z mojej klasy.. zaczęli się na mnie gapić.. - hey kotomi ? ty do domu? - nie.. to już nie przejdzie.. olałam ich - pff... wielka pani się znalazła , hahah ! - może mnie to nie ruszyło bo leprze rzeczy słyszałam ..? - daj spokój Tom .. nie musi nas od razu lubić idioto - to są ludzie którzy mnie tak jakby bronią.. nie ważne , nawet się nie obejrzałam który to .
Idąc do domu marzyłam tylko o pogadaniu  przez chwilę z kakusiem i pójściem spać. Ale oczywiście plan wziął w łeb , mój kochany kakashi miał dla mnie prezent.. - I jak Kotoś ? Jak było w szkole ? - na początek niewinne pytanie .. chciał mnie zmylić , słowo daje - a tak jak zwykle , nuda i nuda - w sumie nawet nie kłamałam.. - a spotkałaś Maxa ? - i teraz miałam oczy jak orbity - Jakiego maxa ? - wcale się nie zdziwił moją reakcją , może ją przeczuwał.. - Maxa .. opiekuje się nim Yuki - chan mówiłem ci o tym... - olśnienie.. - ee.. chyba nie , zresztą co mnie on obchodzi - dokładnie , nie obchodził mnie.. mimo że był może do mnie podobny , niee.. nikt nie jest do mnie podobny , jestem dziwadłem.. - Z tego co wiem jest z tobą w klasie.. poznaj go , dobrze znać kogoś sobie podobnego i mieć w nim wsparcie w tym świecie zawładniętym przez ludzi - czy to był do cholery wykład ? Tak  był a przecież już zaliczyłam dzienną dawkę edukacji.. - A i masz tu materiały które chce żebyś przejrzała , kilka zaklęć.. - przegiął , znam większość zaklęć wykraczających już poza mój zakres.. ciekawe że jeszcze Ministerstwo Magii nie dobrało mu się za skórę , w sumie mało z tej magii korzystam..  - w mordę.. Kakiś ! Chciałam iść spać.. - niemiłosierna walka samej ze sobą.. fuck. I tak wezmę się do nauki magii . - A ja myślę że wyspałaś się nad to , sen to nie sposób na ucieczkę od rzeczywistości moja droga  - rozczochrał mi włosy i westchnął. Potem lekko się uśmiechnął nie czekając na moją odpowiedz której wiedział że nie dam. - To ja przejdę się przywitać z Yukisią i Maxem. Miłej nauki - spojrzał na mnie jeszcze raz badawczo i wyszedł. A ja ? Stałam tam.. z oczami wbitymi w ziemię. Co on wie.. ja nie uciekam , ja się tylko chowam .
W końcu jednak wzięłam się do nauki.. pergaminów była cała sterta , ale co tam , siedziałam całą noc.. zasnęłam na kanapie w salonie ,  przykryta nimi..