czwartek, 3 listopada 2011

Podzielność istnienia.

Możecie mi wierzyć lub mnie ale w sumie idąc przez ciemną noc byłam całkiem spokojna. Nie bałam się zboczeńców , złodzieja , morderców czy innych zmor ludzi , a na pewno już nie duchów. Zamyślona nad swym losem oraz nad wszystkim co się w okół mnie dzieje kroczyłam w pewne miejsce. Bowiem by się dowiedzieć czegokolwiek o Demonach trzeba było pytać tam gdzie były dobrze znane i widziane co jakiś czas. Jednym z takich miejsc była pewna dawna Tawerna , która została zamknięta w niewielkiej przestrzeni między wymiarowej , dzięki temu dostać się tam można było za użyciem magii i wyłącznie tak. Jednak chcąc oszczędzić swych sił które i tak były na wyczepianiu przez ostatnie dni udręki , postanowiłam poszukać skupiska energii które ułatwiło by mi otwarcie przejścia między wymiarowego. Oczywiście mój zdrowy rozsądek nasuwał mi jedno miejsce do którego nikt teraz się nie kwapił i to też było mi na rękę. Był to oczywiście Cmentarz. No tak jakby się nad tym zastanowić to nie wspomniałam gdzie dokładnie się przeniosłam. Był to Stan Georgia. I miasteczko Edison. Liczba mieszkańców to około 1,500 osób. Więc nie było tu pusto , ani zbyt licznie. Cmentarzów było w sumie trzy.Jeden znajdował się za starym kościołem Katolickim. Drugi leżał na terenie kościoła Protestanckiego , jeszcze jeden był to Cmentarz żydowski , co śmieszne kościoła żydowskiego nie było , ostał się sam cmentarz . Tego bali się pozbyć ale samego budynku  już nie , bali się zemsty zmarłych .. przesądni urzędnicy.
To wszystko oczywiście powiedział mi Kakashi , sama nie byłam fanem Religi Świata. Ja postanowiłam udać się na żydowski należał do biedniejszej części miasteczka , było tam podobno cicho i spokojnie. Ludzie wręcz bali się oddalonego trochę od domostw mrocznego cmentarza. Znajdował się na niewielkim wzniesieniu. Od osiedla na którym znajdowały się nasze identyczne domki , było tam nie tak daleko gdy umiało się sobie skrócić drogę. Przeszłam chodnikiem do końca osiedla , gdzieniegdzie w domach świeciły się światła mówiąc że ich właściciele walczą z ludzką domeną spania w ciemną noc.
Wyjęłam z kieszeni swój zdobiony podręczny zegarek od którego ciągnął się nie przypięty do niczego łańcuszek , po czym delikatnie go otworzyłam stając pod jedną z latarni i przyjrzałam się stojącym wskazówką. Pokazywały godzinę 1:20.  Westchnęłam , schowałam go i szłam dalej. Wyszłam z obszaru osiedla i udałam się w prawo tak żeby dość do odpowiedniego krańca Miasteczka. Co jakiś czas widziałam przejeżdżające drogą samochody , dwa razy natknęłam się na śpiewających pijaczków , poza tym cisza.. Gdy byłam już całkiem blisko niknęły latarnie , niektóre były popsute. Widziałam przede mną ciemność.. zaczynało się wzniesienie na którym pod koniec leżał cmentarz. Szłam z większym wysiłkiem ale bez marudzenia. W końcu zobaczyłam ogrodzenie , stare ładne powywijane w piękne wzory , zardzewiałe i porośnięte chwastami .... Szłam wzdłuż aż dostrzegłam cudem furtkę otwartą na oścież i tak pewnie nie da się jej już zamknąć. Tu jedynym światłem był księżyc , domy były całkiem daleko , a nikłe światło widać było tylko z dołu pagórka. - Wchodzę .. - mruknęłam pod nosem i wkroczyłam na teren umarłych.
Nagrobki były całkiem zadbane choć widać było na nich upływ czasu. Świadczyło to o tym że rodziny żydowskie nadal odwiedzały to miejsce. Przeszłam miedzy postarzałymi , pękającymi płytami , czasem nawet nowymi , kierując się gdzieś w dal tej umarłej ziemi. Czułam cierpki smak śmierci i zgnilizny , dziwnie przyjemny i kojący. Zerknęłam na najbliżej mnie widniejącą tabliczkę. - Tom Springer - przeczytałam.. - wybacz Tomciu.. -  usiadłam na starej płycie nagrobka żeby trochę odetchnąć. Od razu zauwarzyłam że polepszyło mi się widzenie w ciemności . Wyciągnęłam telefon i w ledwo widzialnym odbiciu , gdy podświetlasz ekran , zobaczyłam  że moje oczy.. moje oczy.. miały kolor rubinu! Zapatrzyłam się oszołomiona aż ekran zgasł.. wcześniej kątek oka spostrzegłam że jest 2:35. - Ok... - wyjęłam z kieszeni bluzy kolejnego lizaka by wpakować se go do buzi. Następnie wstałam i chowając telefon skupiłam się na odpowiednim miejscu w przestrzeni gdy nagle zobaczyłam przenikający koło mnie blady cień. Instynktownie włosy na ciele stanęły mi dęba. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam małą dziewczynkę o zachodnich rysach twarzy. - Mama mnie zostawiła. - patrzyła się na mnie pustymi szarymi oczami nad którymi wisiała złota grzywka. Znów przeszły mnie ciarki , więc odwróciłam od niej wzrok. - To raczej ty zostawiłaś ją. - Znów skupiłam się na przestrzeni i wyciągnęłam ku niej rękę jakby chcąc ją złapać. - Ave Satani , pri vi vicini , otwórz dla mnie drzwi do pieczary krwi i zadumy , dla mej dumy i zguby.. - rozbłysło blade czerwone światło które najpierw obrysowało w powietrzu krąg później znalazł się w niej zwrócony ku dołowi pentagram. Wszystko świeciło się , nie znikając z mych oczu mimo że opuściłam rękę. - Mama mnie odwiedzi ? - lodowaty ton jej głosu sprawił że nie miałam ochoty się odwracać. - Może sama ją zapytasz.. - tylko to powiedziałam i już chciałam zniknąć za bramą piekielną gdy poczułam że łapie mnie za rękaw bluzy. - Lwy gdy są głodne pożerają swe młode , Wiedźmo. - poczułam jak chłód znika i nie odwracając się nawet weszłam w pentagram przede mną.


Mógłbym wiecznie się martwić , no mógłbym , ale jaki to miało sens. Mimo wszystko wierzyłem że Kotomi sobie poradzi , może się myliłem , ale jakie to miało teraz.. znaczenie. Spoglądałem niepewnie na plik papierów jakie wcisnęła mi Rada , jak zwykle pewna swego. Obok mnie bacznie stała Yuki z nosem w jakiejś podręcznej książce z ziołami. Wpatrywała się w nią z iście inteligentnym i skupionym spojrzeniem swych cudnych błękitnych oczu. - Czasem się zastanawiam czy nie powinnaś siedzieć w tej pieprzonej radzie.. O tak ! Siedzieć ! Bo oni tylko to tam robią , siedzą i narzekają że my nic nie robimy , przez setki lat opanowali to do perfekcji ! - z lekką irytacją dalej przeglądałem stos bezsensownie wciśniętych danych z których ja miałem ''niby'' zrobić użytek . Ona zaśmiała się cicho nie przestając bacznie kartkować swego zbioru wiedzy . - Twierdzisz że jestem tak stara , czy tak leniwa kochany ? - Zastanowiłem się przez chwile odrywając od bzdur które krążyły mi po głowie. - Nie no.. nie wiem .. miałem na myśli że ty jedna się tam lepiej nadajesz nisz ta pechowa 13 z Panem pączkiem na czele. - Znów się cichutko zaśmiała i zamknęła książkę by na mnie spojrzeć. - Za dużo myślisz nie o tym co trzeba , jak zwykle ! - zrobiła ironiczny wyraz twarzy co u niej zawsze przypominało mi obrażonego chomika. Cóż za słodki widok.. - Powiedz mi lepiej Kakashi coś się dowiedział z tej pisaniny pączka , bo dobrze wiesz że nie mamy całej wieczności na tą mętną sprawę. - Och ma droga ale mamy całą wieczność dla siebie.. - Widząc moje maślane pewnie oczy machnęła na mnie trzymaną książką i przybrała czujny i wyrafinowany wyraz twarzy. To oczywiście miało oznaczać że czas na prace.. a nie na przyjemności. Chcąc nie chcąc musiałem się zgodzić , ale z grymasem na twarzy. Dokładnie jeszcze raz przejrzałem dane mi materiały. 
Znajdowaliśmy się na obrzeżach Nowego Yorku , dotarcie tu zajęło nam trochę czasu , ale dokładnie tu pod przykrywką urzędu państwowego USA. (Czyli w przestrzeni umieszczonej w tym miejscu co owy budynek ) dostaliśmy się do Urzędu  Magi. Tak naprawdę dostać się można było do niego otwierając odpowiednie przejście w miejscu najwarzniejszych budynków państwowych. Na nasze szczęście sprawa była miejscowa , nie musieliśmy się kwapić do innego miasta.., ale to nie pomagało , skoro i tak jak dla mnie to nie miało sensu! - Yuki powiedz mi o co im chodzi.. napisali że w Szpitalu podmiejskim zanotowali zgony... - widziałem jak się zamyśliła na chwilkę - No wiesz pewnie chodzi o nadmierne zgony.. - Od razu pomyślałam o Panie pączku ( nie pytajcie czemu tak go nazywamy..). - Aha.. czyli jak umiera 50 ludzi to jest to naturalny zgon szpitalny i jest on zgonem nie zgonem a jak umiera 200 to dopiero zaobserwują zgon ?.. Działają jak Rząd państwowy chyba w każdym kraju ! - Oddałem jej dokumenty i rozejrzałem się , obok nas znajdował się wspomniany wcześniej podmiejski szpital. Całkiem spory budynek o zielonkawo - żółtej barwie , jak dla mnie mistrz bezguścia.. - No przestań marudzić ! - przywaliła mi dokumentami a następnie podeszła do kosza i je wyrzuciła. - Poradzimy se bez tego , masz racje to stek bzdur ! Beznadzieja.. Czemu to my zawsze dostajemy takie beznadziejne przypadki ?! - Zła i wściekła może na mnie może na Urząd albo raczej na ministerstwo ! Bo jak nie patrzeć urząd który był uniwersalny dla wszystkich krajów i Miast , podlegał pod Ministerstwo Magii które znajdowało się na jakiejś prywatnej wyspie. Ludzie pewnie na oczy jej nie widzieli.. Ministerstwo kupiło ją pod przykrywką jakiegoś biznesmena. Dość sprytne nie powiem , kurde ale czemu TEN pajac z ministerstwa się na mnie jeszcze mścił.. a kto ? Mój Brat. Niezłe jaja ..co ?. Nie chcąc dłużej na tym rozmyślać , westchnąłem i poszedłem za nią do wejścia szpitala. Czekało nas ciężkich kilka dni.


Spojrzałem niepewnie za okno , było w pizdu ciemno. Gdzie ona niby się o tej godzinie wybiera .. I dlaczego Kakashi mnie zostawia z tą Paniusią ! Wkurzająca jak zawsze.. i jeszcze pewnie myśli że się o nią martwię. 
Usiadłem na swoim łóżku bawiąc się w ręku scyzorykiem. To był mój skarb , skarb.. jedyny dowód istnienia moich rodziców , podobno należał do mojego Ojca. Pamiętam jak Yuki przedstawiła się jako moja Ciotka , i zabrała mnie z domu dziecka. To było już szmat czasu temu.. Podniosłem się i wyraźnym leniwym oporem zeszedłem na dół , znajdował się tu salon udekorowany przez mą 'Ciotunię''. Przez nią to własnie dominowały tu błękity i biel. Niemal jak szpitalny horror. Usiadłem na skórzanej kanapie i włączyłem wielki plazmowy telewizor . Pyk pyk pyk. Szukałem jakiegoś dobrego filmu ,cokolwiek co zajmie mi czas i bym się..bym.. bym się nie martwił.. Cholera ! Ja się martwię ! Wyjąłem swój telefon i patrzyłem się na zegarek. Po chwili zastanowienia napisałem do Kakasia esemesa. *Twoja rozwydrzona księżniczka gdzieś se poszła w środku nocy , jakby co to nie moja wina ! Chyba skończyła czytać książkę , mol książkowy jak nie wiem. Nie miziać mi się tam za dużo tylko , zrobić robotę i wrócić. Nie jestem niańką !.*  Zadowolony z treści wysłałem go i wróciłem do oglądania filmu , leciał ''Seks w wiekiem mieście''.


1 komentarz:

  1. Eeee... Nie powiem że był to zajebiście ciekawy rozdział ale dzięki niemu nie mogę się doczekać następnego coby przeczytać coś lepszego :D!

    OdpowiedzUsuń