Smętne myśli opanowywały mnie gdy szłam tak przed siebie , choć wykonanie zaklęcia teleportacji nie wymagało wychodzenia , powodowało mocny rozbłysk a tego chciałam uniknąć w celu nie obudzenia Maxa , taa..czemu jestem taka miła. Nie zastanawiając się zbytnio założyłam na głowę kaptur swej peleryny i mruknęłam pod nosem : - Trisu. To proste zaklęcie wymagało minimalnego skupienia ,zdolności oraz świadomości miejsca w jakie chcesz się udać.. i tak oto zniknęłam w rozbłysku rubinowego światła by poczuć jak zaraz wpadam na jakąś ścianę. Na farta mego , wylądowałam w bocznej uliczce zachodniej części Nowego Yorku , bo to gdzieś tu miał się mieścić owy antykwariat.. i co dalej ? Wyszłam na większą uliczkę , zdejmując nakrycie z głowy i zaczęłam się rozglądać .. całkiem mało ludzi , bo i okolica jakaś niemrawa. Budynki sypały się jakby przeszły wszystkie wojny , chodniki świeciły brudem i pęknięciami , zupełnie jak ulica.. wszędzie walały się jakieś śmieci a dookoła unosił się zapach spalin i mokrych starych murów .. do tego unosił się jakiś dziwny dym.. z tego co widziałam na horyzoncie piętrzył się komin jakiejś starej fabryki. Cudownie.. Instynktownie przejrzałam się w brudnej szybie zakładu fryzjerskiego gdzie jakieś 2 babki w średnim wieku..mozolnie piły kawę , chyba wierząc że nic ciekawszego ich nie czeka , wyraźnie widziałam że moje oczy są czerwone , jednak ludzie tego nie dostrzegali.. jedna z kobiet w końcu spojrzała w moją stronę i machnęła surowo abym nie podglądała , jakby było jeszcze co..
Ruszyłam dalej rozglądając się za jakimś stworzeniem które mogło mi się przydać do zaklęcia tropiącego,, wtedy to wpadł na mnie jakiś żebrak , jego mętne po-czerwienione oczy , brudna zmarszczona skóra i żółte jak złoto zęby sprawiły że świat mi na sekundę zawirował. - Panienka da pieniążka - odwracając z odrazą wzrok , chciałam go obejść i iść dalej ale złapał mnie za pelerynę.. wściekła spojrzałam na niego a ten spojrzał jakby zobaczył ducha..i nagle.. - Aaaaa...potwór potwór chroń nas Panie ! - zanim się obejrzałam zniknął już w jakiejś bocznej uliczce z której wybiegł oburzony jego zachowaniem i przerażony kot.. o szarej zaniedbanej sierści.. przysiadł przy krawężniku i zaczął poranną kuwetę. Wtedy byłam już pewna , tak to ten kot mi pomoże. Idąc powolutku w jego stronę zastanawiałam się jak go podejść.. ale ku mojemu zaskoczeniu podszedł do mnie sam , oczywiście stanęłam zdumiona w miejscu a on łasił się i ocierał o moje nogi wesoło mrucząc i miaucząc , nie mogąc się powstrzymać zachichotałam a on zaczął iść ..podążyłam jego śladem. Szłam tak za nim i szłam.. aż wbiegł za jakieś uchylone drzwi na których pisało : ANTYKWARIAT MAGIC BOOKS. Odetchnęłam i popchnęłam drzwi , aby wejść do środka .. od razu przeszedł mnie dreszcz , w środku było strasznie zimno !.. Wchodziłam w głąb wąskim wejściem oświetlonym tylko starymi lampami na suficie..aż doszłam do pomieszczenia gdzie naprzeciw stało wielkie biurko a za nim i wokoło było od groma półek z książkami i nie tylko, jako pierwsza w oczy rzuciła mi się stara szklana kula okurzona niczym zabytek muzealny. Posłyszałam jakiś dźwięk i podążając za nim zobaczyłam że kot wspiął się na masywne biurko i zadowolony usiadł na nim.. już się miałam odwracać gdy tuż obok niego znienacka pojawiła się jakaś postać..- Dzień dobry - powiedziałam trochę zbita z tropu , pogłaskał on pupila , podrapał za uchem z czego ten był widać bardzo zadowolony...gdyż uniosły się w powietrzu wibracje jego pomruku. - Widzę że Meggus przyprowadził mi ciekawego klienta , dawno nie widziałem demonów na oczy.. raczej nudzi je czytanie książek. - patrzyłam z ciekawością na kota - Szukam Baala. - usiadł na pięknym zdobionym krześle za swym biurkiem i zachęcił mnie bym podeszła.. i tak zrobiłam. Teraz to jemu przyglądałam się bacznie , wyglądał młodo i był bardzo przystojny , jego miodowe oczy budziły zaufanie na czekoladowe włosy sprawiały że przypominał mi słodki deser .. nosił na sobie zdobione szaty ze wzorami z złoconych nici. Moja wścibskość w tym przyglądaniu się najwyraźniej go rozbawiła bo roześmiał się ochoczym wojskowym głosem. - Ten typ to w ogóle woli pisać książki niż je czytać.. - przyglądając mu się nadal bacznie , jednocześnie obejmowałam wzrokiem Meggusa który to śmignął w ciemność tysiąca półek z tyłu.. - Czy wiesz gdzie mogę go znaleźć ? - tym razem to on zaczął mi się dziwnie przyglądać..jakby zrozumiał że nie jestem tym za kogo mnie ma - Lepiej go nie szukać ... a.. kim ty w ogóle jesteś młoda damo ?.. - już chciałam powtórzyć regułkę z tawerny gdy zawahałam się.. - Bardzo mi na tym zależy by go znaleźć.. - westchnął jakby zmęczony długą rozmową ..po czym wstał. - Jestem Anggus . - wiedząc czego ode mnie oczekuje, nie wahałam się - Kotomi... - przytaknął lekko głową po czym wskazał dłonią w głąb ciemności w której zniknął jego pupil - Zapraszam do środka Pani Kotomi , omówmy to przy dobrej herbacie.. inaczej nie umiem myśleć.. - przytaknęłam i poszłam w skazanym kierunku , trochę ze strachem , trochę z ciekawością ale na
pewno z chęcią..
niedziela, 15 stycznia 2012
niedziela, 18 grudnia 2011
Division of the faith that guides us in existence, and the affair of a hospital under the sign of the devil.
Siedzieliśmy tak trochę aż Max w końcu zasnął , kładąc się przy kominku. Zastanawiałam się przez chwilę patrząc na jego spokojną teraz twarz. Ciekawa jestem czy jak się obudzi też będzie chciał za mną podążać..
Wstałam kierując się na górę , tam szybko się przebrałam i zmierzałam znów ku wyjściu. Oczywiście zabrałam w ręku płaszcz Baala , a na ramiona założyłam moją pelerynę. Gdzie szłam ? Dobre pytanie.. Puki jestem demonem szczeniaczkiem nie miałam czego szukać w tawernie , potrzebowałam więc innego źródła informacji gdzie znajdę Baala. Na myśl oczywiście przychodziło mi tylko jedno : czarodziej z antykwariatu. Kakashi opowiadał mi o nim , był znajomym Yuki , choć nie utrzymywali kontaktów z jasnych powodów. Czarodzieje zwani też Magami stali po stronie Lucyfera , brata i wroga Szatana za którym to stali czarnoksiężnicy i wiedzmy ,inaczej czarownice. Podział był prosty jeśli chodziło te grupy.. jednakże teraz widziałam w nim sojusznika , wiec nic dziwnego że to do niego chciałam się wybrać.. problem polegał na tym że do końca nie wiedziałam gdzie mieści się jego sklep..z książkami. Idąc tak znów osiedlem zastanawiałam się czy moje zaklęcie tropiące na coś się tu zda..
Do hotelu wszedłem z przerażeniem które kryłem za rozsądkiem ,przy recepcji rozlewała się na boki kałuża krwi..nie widać było tylko ciała , co jeszcze bardziej mnie martwiło.. Będąc w gotowości powoli szedłem do schodów by na paluszkach wspiąć się na pierwsze piętro. Drzwi do pokoi były pootwierane na oścież a w okół otaczała mnie głucha..martwa cisza. Już się w nią wczułem gdy usłyszałem paniczny krzyk z wyższego piętra , nie zastanawiając się ani chwili wbiegłem tam.. i zamarłem. Naprzeciw mnie na korytarzu stał demon , bez skrzydeł.. to nie był Anioł Śmierci tylko jeden z krwiożerczych demonów. Właśnie odgryzał jakieś kobiecie rękę gdy odwróciłem jego uwagę. Puścił więc ofiarę a ta jeszcze żywa łkała i starała się oddalić , bardziej czując to nisz widząc nadepnął jej ciężkim butem na gardło dusząc ją. Wytarł w końcu krew zaciekającą z jego brody i uśmiechnął się. - Gdzie jest Czarownica ? - spojrzał na ciało obok niego. - Twoja przyjaciółka jest jeszcze żywa , daj se spokój albo spotka ją to samo.. - już rzuciłem zaklęcie gdy on rozpłynął się szybkim ruchem w przestrzeni a mój atak walnął z impetem w koniec korytarza.. robiąc spore pęknięcie w ścianie. - Cholera! - miałem ochotę rozjebać wszystko do o koła ale co mi to da , wszędzie roznosił się rdzawy zapach krwi który jeszcze bardziej doprowadzał mnie do szaleństwa. Anioł albo miał wspólnika albo była to większa afera niż myśleliśmy tak czy siak musiałam stamtąd wyjść . Łapiąc głębokie wdechy już na zewnątrz , myślałem jak rano patrzyłem na nią śpiącą spokojnie. Paliłem i myślałem.. przecież na pewno mogłem coś zrobić.
Wstałam kierując się na górę , tam szybko się przebrałam i zmierzałam znów ku wyjściu. Oczywiście zabrałam w ręku płaszcz Baala , a na ramiona założyłam moją pelerynę. Gdzie szłam ? Dobre pytanie.. Puki jestem demonem szczeniaczkiem nie miałam czego szukać w tawernie , potrzebowałam więc innego źródła informacji gdzie znajdę Baala. Na myśl oczywiście przychodziło mi tylko jedno : czarodziej z antykwariatu. Kakashi opowiadał mi o nim , był znajomym Yuki , choć nie utrzymywali kontaktów z jasnych powodów. Czarodzieje zwani też Magami stali po stronie Lucyfera , brata i wroga Szatana za którym to stali czarnoksiężnicy i wiedzmy ,inaczej czarownice. Podział był prosty jeśli chodziło te grupy.. jednakże teraz widziałam w nim sojusznika , wiec nic dziwnego że to do niego chciałam się wybrać.. problem polegał na tym że do końca nie wiedziałam gdzie mieści się jego sklep..z książkami. Idąc tak znów osiedlem zastanawiałam się czy moje zaklęcie tropiące na coś się tu zda..
Do hotelu wszedłem z przerażeniem które kryłem za rozsądkiem ,przy recepcji rozlewała się na boki kałuża krwi..nie widać było tylko ciała , co jeszcze bardziej mnie martwiło.. Będąc w gotowości powoli szedłem do schodów by na paluszkach wspiąć się na pierwsze piętro. Drzwi do pokoi były pootwierane na oścież a w okół otaczała mnie głucha..martwa cisza. Już się w nią wczułem gdy usłyszałem paniczny krzyk z wyższego piętra , nie zastanawiając się ani chwili wbiegłem tam.. i zamarłem. Naprzeciw mnie na korytarzu stał demon , bez skrzydeł.. to nie był Anioł Śmierci tylko jeden z krwiożerczych demonów. Właśnie odgryzał jakieś kobiecie rękę gdy odwróciłem jego uwagę. Puścił więc ofiarę a ta jeszcze żywa łkała i starała się oddalić , bardziej czując to nisz widząc nadepnął jej ciężkim butem na gardło dusząc ją. Wytarł w końcu krew zaciekającą z jego brody i uśmiechnął się. - Gdzie jest Czarownica ? - spojrzał na ciało obok niego. - Twoja przyjaciółka jest jeszcze żywa , daj se spokój albo spotka ją to samo.. - już rzuciłem zaklęcie gdy on rozpłynął się szybkim ruchem w przestrzeni a mój atak walnął z impetem w koniec korytarza.. robiąc spore pęknięcie w ścianie. - Cholera! - miałem ochotę rozjebać wszystko do o koła ale co mi to da , wszędzie roznosił się rdzawy zapach krwi który jeszcze bardziej doprowadzał mnie do szaleństwa. Anioł albo miał wspólnika albo była to większa afera niż myśleliśmy tak czy siak musiałam stamtąd wyjść . Łapiąc głębokie wdechy już na zewnątrz , myślałem jak rano patrzyłem na nią śpiącą spokojnie. Paliłem i myślałem.. przecież na pewno mogłem coś zrobić.
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Love to betrayal, hatred of fear.
Spojrzałam zmęczona na klamkę w drzwiach łapiąc głębszy oddech. Tak znów mogłam stać i stać i czekać na zbawienie które nie nadejdzie , ale znów się zapytam.. po co ?.. Weszłam do domku ogarniętego ciepłem. W kominku salonowym jarzyło się ciepło przyjaznego ognia. Max z pewnością usłyszał jak wchodziłam bo już słychać było jego kroki po górnym korytarzu i w końcu zobaczyłam go na schodach , stanął zaskoczony i wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. - Co ty.. gdzieś ty była i co to za.. co ci.. - wyraźnie gubił się w tym co w ogóle chciał do mnie powiedzieć. Chciałam nie zwracając na niego większej uwagi usiąść i ogrzać się przy ogniu mimo iż było mi ciepło , jednak ciągnął mnie tam instynkt. Jednak zanim odwróciłam od niego wzrok zobaczyłam że trzyma książkę , dość dziwny widok wiec przeczytałam tytuł.. - Czemu czytasz moje książki ? - mój głos był zaskakująco spokojny i delikatny , jak lekka bryza nad wzburzonym morzem. - Bo.. bo ja.. się douczam. - stwierdził stanowczo nadal nie zapuszczając ze mnie zszokowanego spojrzenia. Ciekawe czy zdawał se sprawę z tego co się ze mną stało , choć jeśli przeczytał tamtą książkę.. , moje myśli targnęło jeszcze jedno , to że , moja drobna osoba musiała komicznie wyglądać w tym wielkim czarnym płaszczu. Gdy ja myślałam on zszedł na dół i powolutku stąpał w moim kierunku jakby się mnie wyraźnie bał , że się na niego rzucę jak głodna ,rozwścieczona bestia. - Weźmiesz ? - zsunęłam lekko płaszcz z ramion a on podszedł i go zemnie zdjął , stał potem otępiały aż poszedł go gdzieś odłożyć i nałożył na jego miejsce na mnie , ciepły koc Nie wiem gdzie ale gdzieś pozbył się też mojej książki , ale nie ważne teraz musiałam podejść do ognia , i podeszłam. Usiadłam przed nim wpatrując się jak zahipnotyzowana , działał na mnie naprawdę kojąco i mimo iż byłam za blisko nie czułam przesadnego gorąca. Max zdezorientowany cała tą sytuacją , usiadł w końcu obok mnie , ale oczywiście dalej od kominka. - Poo..owiedz mi , czy jesteś prawdziwym demonem ? - widać było że był teraz zdenerwowany i niepewny. - Raczej tak , ale to nie ja tu jestem specem tylko Baal. - moje myśli były gdzieś daleko mimo iż wiedziałam gdzie jestem , że czułam ciepło tego ognia , tu i teraz. - To jego płaszcz ? Widziałaś się z nim ? Wiesz że to zdrajca ? Ej.. Kotomi , to wróg Szatana , wiesz co ci za to grozi ?. - wiedział co mówi , Baal był zdrajcą , ale on też się nie mylił. Teraz gdy się uspokoiłam czułam jak od samego początku chciałam go zobaczyć , poznać i dowiedzieć się więcej niż mogłam w czasie jednego spotkania. Naprawdę chciałam poznać zdrajce który nadal istniał , istniał tylko po to żeby stworzyć coś takiego jak ja. - Kotomi...? - wyciągnęłam dłoń do płomienia , ale w ostatniej chwili się wycofałam a on obserwował to wszystko z zapartym tchem . - Nie boje się bycia zdrajcą , boje się być niezauważona przez naszego Boga , a on widzi zdrajców wyraźniej nisz sojuszników ,prawda ? - zbliżył się do mnie i odgarnął mi włosy by lepiej przyjrzeć się mojej twarzy , a ja spojrzałam na niego . - Nie możesz być posłusznym demonem ? ... może nie dobrym alee.. posłusznym Panu. - zaśmiałam się , co go trochę zbiło z tropu. - Idiota.. - znów wpatrzyłam się w ogień i uśmiechnęłam lekko przymrużając z rozmarzeniem oczy. - Przecież jestem posłuszna , Pan powiedział : ''Bądź posłuszny swemu stwórcy'' , wiec jako wiedźma byłam...- zamknęłam oczy - ale jako demon.. jestem posłuszna ''swemu'' stwórcy. - przez moment trwała cisza , cisza którą zagłuszał tylko ogień trawiący drewno , które rzucono mu na pożarcie. - Czy m..mogę ? - nie musiał mówić o co chodzi , wiedziałam dobrze - Tak.. możesz. - objął mnie , i przytulił się ,choć normalnie zaczęła bym go bić i się wkurzać czułam że to może poczekać. Czułam jego smutek to takie dziwne i takie prawdziwe. - Wkurzasz mnie zawsze , ale.. ja chcę być widziany przez ciebie. - zaśmiałam się ponownie - Teraz wiem co znaczy : ''zdrada , ciągnie zdradę na smyczy''. Siedzieliśmy dalej w ciszy ogarnięci swoimi myślami. Ja już wiedziałam , że nie mogę stać w miejscu i chować się przed tym kim byłam , teraz stanę temu na przeciw , wypowiem wojnę Bogu. Wolę być szalona niż niewidzialna , wiesz o czym mówię .. prawda Baal ?..
Nieważne ile bym spał , czułem że się nie wyśpię. Yuki za to całkiem wykończona za nic nie chciała wstać , w końcu więc się poddałem i postanowiłem iść bez niej. Ucałowałem ją w policzek i wyszedłem z obskurnego hoteliku. Tu nie chodzi o koszty , a o niezauważalność. Tak wiem.. trochę ściemniam, bo w sumie chodzi o obie rzeczy. Chciałam zajarać gdy złamał mi się szlug - Cholera.. - wyrzuciłem go wkurzony i wyjąłem innego. Okolica była na prawdę upiorna , jakby się prosiła żeby być w tanim kryminale.
Rozejrzałem się zbliżając do szpitala , nie był taki duży i w nocne weekendy był zamykany na 4 spusty a pacjenci odwożeni do większego , tyle że dalej , jednak to już ludzi tu nie bardzo obchodziło. Główne drzwi były oświetlone przez górne podłużne lampy ściągające ćmy , zerknąłem na nie z niesmakiem i obeszłem budynek. Z tyłu znajdowało się wejście do kostnicy. Drzwi wielkie i metalowe przywodziły od razu na myśl wnętrze pomieszczenia. - Kevi sa mita as - zamek chrząknął i wszedłem do środka. Pierwsza wyczuwalna rzecz ? Zimno oraz zapach środków odkażających i padliny. Skrzywiłem się i zapaliłem światło kładąc rękę na włączniku przy wejściu. Światła dziwnie migając zapalały się po kolei a ja podążałem za nimi wchodząc w głąb. Zobaczyłem sale ze stalowym stołem gotowym do sekcji i skręciłem w lewo do pomieszczenia gdzie temperatura była jeszcze niższa niż wszędzie innej. Po obu stronach widziałem od groma chłodniczych szuflad w których z pewnością leżały bezwładne ciała. Zastanowiłem się przez chwilę zamykając oczy i poczułem coś czego w gruncie nie przewidziałam. Słodki zapach anioła śmierci , może dlatego że nie za bardzo wierzyłem Yuki , jeśli chodziło o jej dedukcje. A jednak się nie myliła. Otworzyłem drzwiczki i wysunąłem półkę kierowany nosem. Ciało było pozornie nienaruszone ale widziałam mało wyraźny rany po cięciach , z pewnością sekcje miało za sobą. Poza tym nie widziałem nic nadzwyczajnego , przyłożyłem więc palec do ust nieboszczyka. I poczułem wyraźne ciepło. Kolejny dowód , pocałunek anioła śmierci. Reszta ciała była lodowata. Wytarłem rękę o spodnie i schowałem trupa do jego zimnego domku. Zastanowiłem się znów chwilę i zamarłem , bo jeśli to ten demon to z pewnością już o nas wie.. i jest teraz.. - Yuki.... szlak... - szybko wyniosłem się z kostnicy i ruszyłem z powrotem do hoteliku , miałem bardzo złe przeczucia.Cholera przez ten pośpiech nie zapale.
Nieważne ile bym spał , czułem że się nie wyśpię. Yuki za to całkiem wykończona za nic nie chciała wstać , w końcu więc się poddałem i postanowiłem iść bez niej. Ucałowałem ją w policzek i wyszedłem z obskurnego hoteliku. Tu nie chodzi o koszty , a o niezauważalność. Tak wiem.. trochę ściemniam, bo w sumie chodzi o obie rzeczy. Chciałam zajarać gdy złamał mi się szlug - Cholera.. - wyrzuciłem go wkurzony i wyjąłem innego. Okolica była na prawdę upiorna , jakby się prosiła żeby być w tanim kryminale.
Rozejrzałem się zbliżając do szpitala , nie był taki duży i w nocne weekendy był zamykany na 4 spusty a pacjenci odwożeni do większego , tyle że dalej , jednak to już ludzi tu nie bardzo obchodziło. Główne drzwi były oświetlone przez górne podłużne lampy ściągające ćmy , zerknąłem na nie z niesmakiem i obeszłem budynek. Z tyłu znajdowało się wejście do kostnicy. Drzwi wielkie i metalowe przywodziły od razu na myśl wnętrze pomieszczenia. - Kevi sa mita as - zamek chrząknął i wszedłem do środka. Pierwsza wyczuwalna rzecz ? Zimno oraz zapach środków odkażających i padliny. Skrzywiłem się i zapaliłem światło kładąc rękę na włączniku przy wejściu. Światła dziwnie migając zapalały się po kolei a ja podążałem za nimi wchodząc w głąb. Zobaczyłem sale ze stalowym stołem gotowym do sekcji i skręciłem w lewo do pomieszczenia gdzie temperatura była jeszcze niższa niż wszędzie innej. Po obu stronach widziałem od groma chłodniczych szuflad w których z pewnością leżały bezwładne ciała. Zastanowiłem się przez chwilę zamykając oczy i poczułem coś czego w gruncie nie przewidziałam. Słodki zapach anioła śmierci , może dlatego że nie za bardzo wierzyłem Yuki , jeśli chodziło o jej dedukcje. A jednak się nie myliła. Otworzyłem drzwiczki i wysunąłem półkę kierowany nosem. Ciało było pozornie nienaruszone ale widziałam mało wyraźny rany po cięciach , z pewnością sekcje miało za sobą. Poza tym nie widziałem nic nadzwyczajnego , przyłożyłem więc palec do ust nieboszczyka. I poczułem wyraźne ciepło. Kolejny dowód , pocałunek anioła śmierci. Reszta ciała była lodowata. Wytarłem rękę o spodnie i schowałem trupa do jego zimnego domku. Zastanowiłem się znów chwilę i zamarłem , bo jeśli to ten demon to z pewnością już o nas wie.. i jest teraz.. - Yuki.... szlak... - szybko wyniosłem się z kostnicy i ruszyłem z powrotem do hoteliku , miałem bardzo złe przeczucia.Cholera przez ten pośpiech nie zapale.
niedziela, 4 grudnia 2011
Birth of a demon, end of silence.
Przetarłem oczy , i ze zmartwieniem patrzyłem ile uciekło czasu. Walić szkołę. Dla całkowitej pewności spokoju wyłączyłem telefon znów zaczytując się w książce , która coraz bardziej mnie przerażała. Lęk.. przed własną głupotą. Tak on był gorszy.. ogarnąłem kątem oka inne książki Kotomi , tytuły wskazywały na to że nie czytała nic poza tytułami o magii i tym podobnymi. Z wielkim westchnieniem stwierdziłem że skończyłem sielankę życia i planowałem już w jakiej kolejności je przeczytam. Zapowiadało się ciężko , ale dobrze wiem że skończył się czas. Czas jaki miałem do zmarnowania na ludzkim padole.
-Yuki.. yuki.. ej ! - syknąłem szeptem , wsłuchując się w ciszę szpitala. W końcu zwróciła ku mnie pytający wzrok , widać była nieźle zaczytana. Hymm.. co my włąściwie robiliśmy ?.. To może od początku..
Zakradliśmy się ukradkiem do gabinetu dyrktora szpitala który całą noc siedział na zmianie i rano zwinoł się do domu. To śmieszne małe pomieszczenie bez okien to 3/4 szafkek i wielkie biurko na którym roiło się od dokumentów. Yuki niepewnie podeszła do mnie jakby się zastanawiając czy na pewno skończyła , a ja nasłuchiwałem kroków za drzwiami. - Nic konkretnego , chyba udamy się do kostnicy , podobno jest pod szpitalem. - przewróciłem oczami i otworzyłem drzwi po czym szybko czmychnęliśmy jakby nigdy nic na korytarz. - Wiesz co ci powiem ?.. Trzeba było zrobić to od razu a nie się kurwa wciskać do tego gabinetu.. oszczędność czasu , znasz takie słowo ?- wyszliśmy ze szpitala , wzrokiem odprowadzały nas zaspane pielęgniarki z rannej zmiany. - W łóżku jakoś jakoś go nie znasz.. , nic tu po nas na razie ,w nocy pójdziemy na duł , co sądzisz o motelu ? - ziewnąłem i szedłem dalej myśląc co będzie jak w końcu spotkamy typa przez którego tyle tu wegetowaliśmy. - Myślę że to dobry pomysł ale chyba zasnął bym i chętnie na ławce w parku... jestem padnięty... - zaśmiała się i poszliśmy rozejrzeć się za jakimś hotelem bądź motelem, trzeba było się przespać przed nocą.
Ach.. mieliście takie uczucie że się budzicie ale wydaje wam się że to sen ? Tak właśnie teraz się czułam , każdy obraz wydawał się niewiarygodny .. zbyt zwykły i codzienny. Przez jakiś czas patrzyłam się tak przed siebie zahipnotyzowana w końcu doszły do mych uszu dźwięki. Wiatr.. ludzie , szczekające psy, samochody..koła rowerów jadące po ścieżce rowerowej , ich dzwonki. Zaraz potem poczułam zapach trawy i spalin , palącej się gumy , hot dogów i suchego chleba , oraz czyiś perfum.
Podniosłam głowę z twardej ławki , byłam na obrzeżach parku niedaleko naszego osiedla.
Starałam się przez dłuższą chwilę ogarnąć myśli.. moje zmysły były wyraźnie wyostrzone , drażniło mnie słońce ...światło. Przy odrobinie skupienia wyczuwałam wyodrębniony zapach krwi.. wraz z dźwiękiem bicia serca,każdego człowieka w pobliżu, zwierzęcia.. i skupiłam się na swoim. Pukało mozolnie , dziwnie spokojnie. Nagle zerwałam się , szukając ran.. nic. Nie było ich , ani jednej. Choć moje ubrania były nadal w strzępach wisiał na mnie czarny płaszcz. Czarny płaszcz Baala. Powoli ruszyłam do domu.. nie myślałam , nie miałam siły, nie teraz..Szatanie dlaczego.. co dla mnie zaplanowałeś.. Szłam i szłam tuląc się do płaszcza od którego było czuć dziwne ciepło.
-Yuki.. yuki.. ej ! - syknąłem szeptem , wsłuchując się w ciszę szpitala. W końcu zwróciła ku mnie pytający wzrok , widać była nieźle zaczytana. Hymm.. co my włąściwie robiliśmy ?.. To może od początku..
Zakradliśmy się ukradkiem do gabinetu dyrktora szpitala który całą noc siedział na zmianie i rano zwinoł się do domu. To śmieszne małe pomieszczenie bez okien to 3/4 szafkek i wielkie biurko na którym roiło się od dokumentów. Yuki niepewnie podeszła do mnie jakby się zastanawiając czy na pewno skończyła , a ja nasłuchiwałem kroków za drzwiami. - Nic konkretnego , chyba udamy się do kostnicy , podobno jest pod szpitalem. - przewróciłem oczami i otworzyłem drzwi po czym szybko czmychnęliśmy jakby nigdy nic na korytarz. - Wiesz co ci powiem ?.. Trzeba było zrobić to od razu a nie się kurwa wciskać do tego gabinetu.. oszczędność czasu , znasz takie słowo ?- wyszliśmy ze szpitala , wzrokiem odprowadzały nas zaspane pielęgniarki z rannej zmiany. - W łóżku jakoś jakoś go nie znasz.. , nic tu po nas na razie ,w nocy pójdziemy na duł , co sądzisz o motelu ? - ziewnąłem i szedłem dalej myśląc co będzie jak w końcu spotkamy typa przez którego tyle tu wegetowaliśmy. - Myślę że to dobry pomysł ale chyba zasnął bym i chętnie na ławce w parku... jestem padnięty... - zaśmiała się i poszliśmy rozejrzeć się za jakimś hotelem bądź motelem, trzeba było się przespać przed nocą.
Ach.. mieliście takie uczucie że się budzicie ale wydaje wam się że to sen ? Tak właśnie teraz się czułam , każdy obraz wydawał się niewiarygodny .. zbyt zwykły i codzienny. Przez jakiś czas patrzyłam się tak przed siebie zahipnotyzowana w końcu doszły do mych uszu dźwięki. Wiatr.. ludzie , szczekające psy, samochody..koła rowerów jadące po ścieżce rowerowej , ich dzwonki. Zaraz potem poczułam zapach trawy i spalin , palącej się gumy , hot dogów i suchego chleba , oraz czyiś perfum.
Podniosłam głowę z twardej ławki , byłam na obrzeżach parku niedaleko naszego osiedla.
Starałam się przez dłuższą chwilę ogarnąć myśli.. moje zmysły były wyraźnie wyostrzone , drażniło mnie słońce ...światło. Przy odrobinie skupienia wyczuwałam wyodrębniony zapach krwi.. wraz z dźwiękiem bicia serca,każdego człowieka w pobliżu, zwierzęcia.. i skupiłam się na swoim. Pukało mozolnie , dziwnie spokojnie. Nagle zerwałam się , szukając ran.. nic. Nie było ich , ani jednej. Choć moje ubrania były nadal w strzępach wisiał na mnie czarny płaszcz. Czarny płaszcz Baala. Powoli ruszyłam do domu.. nie myślałam , nie miałam siły, nie teraz..Szatanie dlaczego.. co dla mnie zaplanowałeś.. Szłam i szłam tuląc się do płaszcza od którego było czuć dziwne ciepło.
piątek, 25 listopada 2011
Hello Baal. You are pretty fucked up guy ,but I like you.
Samotność, co za pokrętne słowo gdy masz od groma znajomych których masz dość. Dupa zemnie.. totalna dupa. Nic nie umiem , do niczego się nie nadaję.. A Yuki mimo to zawsze mi wmawia że mam czas.. czas na co? Czy mam jeszcze tyle czasu, by go marnować?.. Musiałem coś zmienić.Niedługo zauważą że się nie starzeje , i co dalej ..? Mag taki zemnie jak z koziej dupy trąba..Otworzyłem oczy i podniosłem się wyłączając telewizor. Noc..ranek ? co to w ogóle za pora ? Nie wiem, jebać system..Wgramoliłem się po schodach do ''naszego'' pokoju.Zerknąłem na jej połowę , była zawalona dziwnymi rzeczami, między nimi leżała książka..książka. Nie myśląc , wziąłem ją i zacząłem czytać.Też chciałem coś wiedzieć,coś móc zrobić.
Piekły mnie oczy.. i nie tylko one. Czułam jak całe ciało piecze..szczypie.Spojrzałam oceniając moje rany , wściekłam się i do uszu doszedł cichy warkot wydobywany z mych ust. Tak mnie to zaciekawiło że omal zapomniałam że jestem przykuta łańcuchami do ściany , moje ubrania porwane , pokazywały głębokie rany cięte,bądź drapane..
Przygryzłam wargę znów przypominając sobie co to ból , jakby mi to uciekło z głowy że ten dyskomfort który czuje to ból.. Następnie poczułam zażenowanie , już może nie dla tego że widać było mi zranioną jedna pierś.. i coś jeszcze,ehkhem.. ale dlatego że dałam się doprowadzić do tego stanu , jak głupia musiałam być.. Pociągnęłam mocno ręką by sprawdzić czy jestem w stanie się wyrwać ale nic z tego , na pewno wzmocnili łańcuchy zaklęciem. Zjedzą , zgwałcą albo już tylko zabiją bo zgwałcili.. Cudnie , pięknie. Czemu nie rozpaczam ? Czemu tak mnie to obchodzi ale tego nie okazuje.. nic.Milczące uczucia. To takie dziwne..
- Witaj Pani - jak mogłam nie zauważyć że ktoś wszedł , pomieszczenie w którym byłam , było małe , pewnie jeden z pokoi gościnnych tawerny. - Jak się czujesz pysiaczku ? - widziałam demona , na bank.. a może nie ? Szumiło mi w uszach a oczy nadal piekły , czułam się taka zdekoncentrowana.. - Czym..kim.. ty jesteś ? - moje oczy błądziły sama nie wiem czemu , dostrzegłam odłamki po jakimś lustrze a w nim swe żałosne odbicie. Oczy.. nie wiem czy on , ale ja raczej byłam demonem. Rubin , cóż za piękny kolor. - Szukałaś mnie , i dobrze i źle. Dobrze bo się tego dowiedziałem i cie ocaliłem. Źle , przez to o mal nie zginęłaś.. skarbie ty mój.. - podszedł do mnie i zaczął gładzić po policzku dłonią , potem podniósł do góry mój podbródek by spojrzeć mi w oczy , ale szarpnęłam się. - Baal. Powiem ci co jest źle. Nigdy nie chciałam na ciebie wpaść ! - plunęłam w jego stronę , zabijając go wzrokiem , ale oczywiście usunął się jednocześnie tak spokojnie i szybko. - Nie ładny masz charakterek ale to dobrze , to dzięki silnemu charakterkowi żyjesz. - Co mi jest ?.. co to za dziwne odczucia.. to nie są ludzkie odczucia.. , zawsze miałam mało wspólnego z ludźmi.. ale to.. to jest takie ...chore. Pragnę krwi.. zgrozy, ciemności.. krzyku.. sek.. - zamilkłam łapiąc się na słowie jakie chciałam powiedzieć. - Seksu pysiaczku ? Witam po demonicznej stronie życia. - zawstydziłam się.. litości..- Och masz ludzkie odruchy.. nie .. to już chyba tak zostanie , ale eksperyment zakończony powodzeniem. - zapisał coś w swoim notesie , swoim stalowym piórem i znów się przyglądał i przyglądał.. jego ślepia niemal mnie molestowały. - Przestań - warknęłam. - I wypuść mnie stąd !- instynktownie zaczęłam się szarpać , wiedząc że mi to nic nie da.. w końcu dałam sobie spokój .. westchnęłam i spuściłam głowę znów patrząc na me odbicie w kawałkach lustra. Chciałam płakać.. chciałam ale nie umiałam. - Spokojnie , wypuszczę cię. Nigdy nie chciałem cie więzić , sama i tak do mnie przyjdziesz . - wciąż przyglądał mi się co robiło się coraz bardziej krępujące. - Skąd wiesz ? - zaśmiał się , miał całkiem przyjemny śmiech... jedwabny głos.. - Bo ty też już to wiesz.. tylko jeszcze tego do siebie nie dopuszczasz.- podniosłam z wysiłkiem głowę i spojrzałam na niego , tak dopiero teraz mu się przyjrzałam. Miał granatowe włosy ,słowo ! Był średnio zbudowany..nie jakiś pakerny , i te oczy..jak oczy wampirów z legend. Skrobał coś znów w swoim notesie ze skupieniem , przypominał naukowca w czasie pracy a nie świra demona.. - Ja.. chce się ubrać.. - głos mi zadrżał , teraz zażenowanie już osiągnęło maximum mocy.
- Najpierw zagoimy twoje rany. - zamknął notes i schował go z piórem w kieszeni od środka płaszcza. Podszedł do mnie uśmiechając się ciepło.. dziwne to. - Pani pozwoli - pochylił się i zaczął mnie lizać po ręce , chciałam zaprotestować ale zamiast tego patrzyłam jak w miarę jego lizania.. rana się zabliźnia. Jak przez mgłę pamiętam jego ciepłe usta na mej szyi.. udach..
- Proszę cie powtórz bo czegoś nie rozumiem .. Kurwa no nie rozumiem. - dziwne spojrzenie ludzi wchodzących do szpitala. - No czego ? - zaciągnąłem się papierosem i znów zwróciłem oczy na mą kochaną. - Ciała nie naruszone ? A ty stawiasz na demona ? - Chciał dusz ! - Ludzkich ?! - ekipa pakująca się do karetki zaczęła się patrzeć jakbyśmy zabili im matki. Ściszyłem ton niemal do szeptu. - Cholera to nie ma sensu , o jakim demonie mówisz ? - westchnęła , w końcu próbowała mi to wytłumaczyć od 30 min, chyba miała dość. - Anioła śmierci - zadumałem się i paliłem dalej , patrząc na nieszczęsna karetkę która odjeżdżała z pod szpitalna. - Odbiło mu ? To proponujesz ? na ogół zabiera do 2 dusz z jednego miejsca na mies. , i to raczej musi mieć powód ! Ci ludzie nie konali. - powiedziałem to dobitnie i sykliwie a ona znów westchnęła. - Słuchaj mnie tłuku , ostatni raz mówię że jeden anioł śmierci przecież zaginął ! Nie meldował się od 2 tyg. Od tego czasu mniej więcej umierają tu dziwnie ludzie ! Jak ty mnie słuchasz.. - rzuciłem peta który sam zgasł. - A no teraz to ma sens.. - I wyciągnąłem kolejnego papierosa ,zapalając go , i rozmyślając.
Yuki zaś klneła cicho i też w końcu zapaliła rozmyślając zemną. Martwiłem się o Kotomi.
Piekły mnie oczy.. i nie tylko one. Czułam jak całe ciało piecze..szczypie.Spojrzałam oceniając moje rany , wściekłam się i do uszu doszedł cichy warkot wydobywany z mych ust. Tak mnie to zaciekawiło że omal zapomniałam że jestem przykuta łańcuchami do ściany , moje ubrania porwane , pokazywały głębokie rany cięte,bądź drapane..
Przygryzłam wargę znów przypominając sobie co to ból , jakby mi to uciekło z głowy że ten dyskomfort który czuje to ból.. Następnie poczułam zażenowanie , już może nie dla tego że widać było mi zranioną jedna pierś.. i coś jeszcze,ehkhem.. ale dlatego że dałam się doprowadzić do tego stanu , jak głupia musiałam być.. Pociągnęłam mocno ręką by sprawdzić czy jestem w stanie się wyrwać ale nic z tego , na pewno wzmocnili łańcuchy zaklęciem. Zjedzą , zgwałcą albo już tylko zabiją bo zgwałcili.. Cudnie , pięknie. Czemu nie rozpaczam ? Czemu tak mnie to obchodzi ale tego nie okazuje.. nic.Milczące uczucia. To takie dziwne..
- Witaj Pani - jak mogłam nie zauważyć że ktoś wszedł , pomieszczenie w którym byłam , było małe , pewnie jeden z pokoi gościnnych tawerny. - Jak się czujesz pysiaczku ? - widziałam demona , na bank.. a może nie ? Szumiło mi w uszach a oczy nadal piekły , czułam się taka zdekoncentrowana.. - Czym..kim.. ty jesteś ? - moje oczy błądziły sama nie wiem czemu , dostrzegłam odłamki po jakimś lustrze a w nim swe żałosne odbicie. Oczy.. nie wiem czy on , ale ja raczej byłam demonem. Rubin , cóż za piękny kolor. - Szukałaś mnie , i dobrze i źle. Dobrze bo się tego dowiedziałem i cie ocaliłem. Źle , przez to o mal nie zginęłaś.. skarbie ty mój.. - podszedł do mnie i zaczął gładzić po policzku dłonią , potem podniósł do góry mój podbródek by spojrzeć mi w oczy , ale szarpnęłam się. - Baal. Powiem ci co jest źle. Nigdy nie chciałam na ciebie wpaść ! - plunęłam w jego stronę , zabijając go wzrokiem , ale oczywiście usunął się jednocześnie tak spokojnie i szybko. - Nie ładny masz charakterek ale to dobrze , to dzięki silnemu charakterkowi żyjesz. - Co mi jest ?.. co to za dziwne odczucia.. to nie są ludzkie odczucia.. , zawsze miałam mało wspólnego z ludźmi.. ale to.. to jest takie ...chore. Pragnę krwi.. zgrozy, ciemności.. krzyku.. sek.. - zamilkłam łapiąc się na słowie jakie chciałam powiedzieć. - Seksu pysiaczku ? Witam po demonicznej stronie życia. - zawstydziłam się.. litości..- Och masz ludzkie odruchy.. nie .. to już chyba tak zostanie , ale eksperyment zakończony powodzeniem. - zapisał coś w swoim notesie , swoim stalowym piórem i znów się przyglądał i przyglądał.. jego ślepia niemal mnie molestowały. - Przestań - warknęłam. - I wypuść mnie stąd !- instynktownie zaczęłam się szarpać , wiedząc że mi to nic nie da.. w końcu dałam sobie spokój .. westchnęłam i spuściłam głowę znów patrząc na me odbicie w kawałkach lustra. Chciałam płakać.. chciałam ale nie umiałam. - Spokojnie , wypuszczę cię. Nigdy nie chciałem cie więzić , sama i tak do mnie przyjdziesz . - wciąż przyglądał mi się co robiło się coraz bardziej krępujące. - Skąd wiesz ? - zaśmiał się , miał całkiem przyjemny śmiech... jedwabny głos.. - Bo ty też już to wiesz.. tylko jeszcze tego do siebie nie dopuszczasz.- podniosłam z wysiłkiem głowę i spojrzałam na niego , tak dopiero teraz mu się przyjrzałam. Miał granatowe włosy ,słowo ! Był średnio zbudowany..nie jakiś pakerny , i te oczy..jak oczy wampirów z legend. Skrobał coś znów w swoim notesie ze skupieniem , przypominał naukowca w czasie pracy a nie świra demona.. - Ja.. chce się ubrać.. - głos mi zadrżał , teraz zażenowanie już osiągnęło maximum mocy.
- Najpierw zagoimy twoje rany. - zamknął notes i schował go z piórem w kieszeni od środka płaszcza. Podszedł do mnie uśmiechając się ciepło.. dziwne to. - Pani pozwoli - pochylił się i zaczął mnie lizać po ręce , chciałam zaprotestować ale zamiast tego patrzyłam jak w miarę jego lizania.. rana się zabliźnia. Jak przez mgłę pamiętam jego ciepłe usta na mej szyi.. udach..
- Proszę cie powtórz bo czegoś nie rozumiem .. Kurwa no nie rozumiem. - dziwne spojrzenie ludzi wchodzących do szpitala. - No czego ? - zaciągnąłem się papierosem i znów zwróciłem oczy na mą kochaną. - Ciała nie naruszone ? A ty stawiasz na demona ? - Chciał dusz ! - Ludzkich ?! - ekipa pakująca się do karetki zaczęła się patrzeć jakbyśmy zabili im matki. Ściszyłem ton niemal do szeptu. - Cholera to nie ma sensu , o jakim demonie mówisz ? - westchnęła , w końcu próbowała mi to wytłumaczyć od 30 min, chyba miała dość. - Anioła śmierci - zadumałem się i paliłem dalej , patrząc na nieszczęsna karetkę która odjeżdżała z pod szpitalna. - Odbiło mu ? To proponujesz ? na ogół zabiera do 2 dusz z jednego miejsca na mies. , i to raczej musi mieć powód ! Ci ludzie nie konali. - powiedziałem to dobitnie i sykliwie a ona znów westchnęła. - Słuchaj mnie tłuku , ostatni raz mówię że jeden anioł śmierci przecież zaginął ! Nie meldował się od 2 tyg. Od tego czasu mniej więcej umierają tu dziwnie ludzie ! Jak ty mnie słuchasz.. - rzuciłem peta który sam zgasł. - A no teraz to ma sens.. - I wyciągnąłem kolejnego papierosa ,zapalając go , i rozmyślając.
Yuki zaś klneła cicho i też w końcu zapaliła rozmyślając zemną. Martwiłem się o Kotomi.
piątek, 11 listopada 2011
Tawerna Murky Blood
Ciemność.Przez chwilę widziałam całkowitą ciemność. Potem rozbłysło jasne światło i zobaczyłam znów otaczający mnie zewsząd mrok i wielkie drewniane drzwi naprzeciw. W głowie echem odbijały mi się słowa ducha dziewczynki. ''Lwy gdy są głodne pożerają swoje młode , Wiedźmo '' Sprawiało to, że ręka mi zadrżała gdy chciałam sięgnąć po żelazną masywną klamkę. Jednak wiedziałam , że nie mogę stać tak tam wieczność , blokowałam przejście innym chętnym. A demony należały do mściwych stworzeń , i to bardzo..
Złapałam głęboki wdech i w końcu otworzyłam je.. ''ku mej zgubie''.
Letargiczne spojrzałem na recepcję , gdzie pielęgniarka kłóciła się z jakimś starym gościem , że ból palca u nogi to nie jest jakaś straszna przypadłość. Obok na krzesełkach , inne osoby oczekiwały by się wyżalić ze swoich dolegliwości. Zerknąłem w lewo na Yuki która starała się wyciągnąć jakieś informacje od lekarza który właśnie miał przerwę. No cóż , inaczej miał by bardziej produktywne rzeczy do roboty , np.. obżeranie się w stołówce szpitalnej w której te skorumpowane szuje jadły za free. Nie wątpiłem jednak że uroki mej kochanej i jej sztuka uwodzenia robiła tu wiele, bo gość był nie dość że nieźle wygadany to też zapomniał tylko słów ''tajemnica lekarska'' . Idiota. Ciekawe co robiła teraz Kotomi.. - Och co za bufon.. ja pierdziele , ok słuchaj więc jest tak .. Tak..taki? Ej! - dopiero teraz zauważyłem że wpatruje się we mnie trochę zmartwiona i podirytowana. - He ? - udawałem idiotę, zaraz.. udawałem ?.. heh. Walić to. - Kotku , nie patrz się tak . żyje przecież , jeszcze mnie tu nikt nie wykończył w porównaniu do tych biedaków , zobacz na tamtego gościa .. mówię ci będzie następny , wszyscy maja go dość. Ja też.. zaczynam się bać że umrę na ból dużego palucha u nogi. - zrobiłem cyniczną minę. - Weź.. zajebiemy go i wracamy ,tak ? Nie pierdol mi o kondonie i żonie.. wiem gdzie uciekają ci myśli , dam swoją cudną rączkę że myślisz o Kotomi a nie o cuchnących paluchach , kurna .. twoje chyba nie cuchną , no nie ? - jej drwiąca mina kazała mi się niemal zaśmiać . - Boże skąd ty czerpiesz inspiracje tych tekstów ?.. hehe.. - kochałem , kocham ją.. cudne agresywne , poryte dziewczę , idealne. - Czerpię je z twojego idiotycznego wyrazu twarzy misiaczku , a teraz słuchaj mnie : Więc tak.. Ostatnio zanotowano 32 niewyjaśnione zgony. Nie znaleziono na nie żadnego konkretnego wyjaśnienia medycznego . W aktach oczywiście napisano zawał , ale czy wierzysz że osoby od 7 roku życia mogą mieć zwał i to tak licznie jak mnożenie się chińczyków ? Myślę że zdelegalizowali w Chinach prezerwatywy. - spojrzała się ironicznie na gościa który nadal walczył o prawa paluchów . - Szkoda że nie lewatywy.. Ekhem.Ok , czyli na co stawiamy , na demona , upiorną wiedźmę czy jak ? - zamyśliła się na chwilę , i odwróciła raptownie ku mnie wzrok , dyskretnie zerknąłem tam skąd jej wzrok uciekał. Pielęgniarka coś dosłyszała i zaczęła się podejrzliwie na nas patrzeć. - Omówmy to gdzie indziej.. - szepnęła cicho i poprowadziła nas ku wyjściu. Ufff... ja cie wale , szpitale mają chorą atmosferę , stojąc w nich zawsze czuje się jakbym umierał mimo iż nic mi nie jest... dziwne , nie..?
- Emm... szukam informacji o Baalu. - wybełkotałam ledwo bo jego czerwone ślipia niemal wierciły we mnie dziury. - Zależy kto pyta dziecinko , co ty w o ogóle tu robisz ? - ciarki mi przechodziły po plecach od jego głosu... - Eksperyment nr X. - zaśmiał się chrypliwie i raptownie znów przybrał poważny wyraz twarzy. - Nie powinnaś była odpowiadać dziecinko. - i dokładnie wtedy poczułam jak ktoś przykłada mi raptownie do ust szmatkę nasiąknięta usypiającym i ostrym w zapachu chloroformem. Dam głowę , że to jeden z tych cynicznych demonów , nikogo z mego ''byłego gatunku'' nie było stać na tak szybkie ruchy. Zanim straciłam całkiem świadomość usłyszałam jeszcze znów ten chrypliwy straszny śmiech. Dzwonił mi w uszach... ukołysał. Sen. Słodki i przygotowujący na coś gorszego niż wszystko co mogłam se teraz wyśnić.
czwartek, 3 listopada 2011
Podzielność istnienia.
Możecie mi wierzyć lub mnie ale w sumie idąc przez ciemną noc byłam całkiem spokojna. Nie bałam się zboczeńców , złodzieja , morderców czy innych zmor ludzi , a na pewno już nie duchów. Zamyślona nad swym losem oraz nad wszystkim co się w okół mnie dzieje kroczyłam w pewne miejsce. Bowiem by się dowiedzieć czegokolwiek o Demonach trzeba było pytać tam gdzie były dobrze znane i widziane co jakiś czas. Jednym z takich miejsc była pewna dawna Tawerna , która została zamknięta w niewielkiej przestrzeni między wymiarowej , dzięki temu dostać się tam można było za użyciem magii i wyłącznie tak. Jednak chcąc oszczędzić swych sił które i tak były na wyczepianiu przez ostatnie dni udręki , postanowiłam poszukać skupiska energii które ułatwiło by mi otwarcie przejścia między wymiarowego. Oczywiście mój zdrowy rozsądek nasuwał mi jedno miejsce do którego nikt teraz się nie kwapił i to też było mi na rękę. Był to oczywiście Cmentarz. No tak jakby się nad tym zastanowić to nie wspomniałam gdzie dokładnie się przeniosłam. Był to Stan Georgia. I miasteczko Edison. Liczba mieszkańców to około 1,500 osób. Więc nie było tu pusto , ani zbyt licznie. Cmentarzów było w sumie trzy.Jeden znajdował się za starym kościołem Katolickim. Drugi leżał na terenie kościoła Protestanckiego , jeszcze jeden był to Cmentarz żydowski , co śmieszne kościoła żydowskiego nie było , ostał się sam cmentarz . Tego bali się pozbyć ale samego budynku już nie , bali się zemsty zmarłych .. przesądni urzędnicy.
To wszystko oczywiście powiedział mi Kakashi , sama nie byłam fanem Religi Świata. Ja postanowiłam udać się na żydowski należał do biedniejszej części miasteczka , było tam podobno cicho i spokojnie. Ludzie wręcz bali się oddalonego trochę od domostw mrocznego cmentarza. Znajdował się na niewielkim wzniesieniu. Od osiedla na którym znajdowały się nasze identyczne domki , było tam nie tak daleko gdy umiało się sobie skrócić drogę. Przeszłam chodnikiem do końca osiedla , gdzieniegdzie w domach świeciły się światła mówiąc że ich właściciele walczą z ludzką domeną spania w ciemną noc.
Wyjęłam z kieszeni swój zdobiony podręczny zegarek od którego ciągnął się nie przypięty do niczego łańcuszek , po czym delikatnie go otworzyłam stając pod jedną z latarni i przyjrzałam się stojącym wskazówką. Pokazywały godzinę 1:20. Westchnęłam , schowałam go i szłam dalej. Wyszłam z obszaru osiedla i udałam się w prawo tak żeby dość do odpowiedniego krańca Miasteczka. Co jakiś czas widziałam przejeżdżające drogą samochody , dwa razy natknęłam się na śpiewających pijaczków , poza tym cisza.. Gdy byłam już całkiem blisko niknęły latarnie , niektóre były popsute. Widziałam przede mną ciemność.. zaczynało się wzniesienie na którym pod koniec leżał cmentarz. Szłam z większym wysiłkiem ale bez marudzenia. W końcu zobaczyłam ogrodzenie , stare ładne powywijane w piękne wzory , zardzewiałe i porośnięte chwastami .... Szłam wzdłuż aż dostrzegłam cudem furtkę otwartą na oścież i tak pewnie nie da się jej już zamknąć. Tu jedynym światłem był księżyc , domy były całkiem daleko , a nikłe światło widać było tylko z dołu pagórka. - Wchodzę .. - mruknęłam pod nosem i wkroczyłam na teren umarłych.
Nagrobki były całkiem zadbane choć widać było na nich upływ czasu. Świadczyło to o tym że rodziny żydowskie nadal odwiedzały to miejsce. Przeszłam miedzy postarzałymi , pękającymi płytami , czasem nawet nowymi , kierując się gdzieś w dal tej umarłej ziemi. Czułam cierpki smak śmierci i zgnilizny , dziwnie przyjemny i kojący. Zerknęłam na najbliżej mnie widniejącą tabliczkę. - Tom Springer - przeczytałam.. - wybacz Tomciu.. - usiadłam na starej płycie nagrobka żeby trochę odetchnąć. Od razu zauwarzyłam że polepszyło mi się widzenie w ciemności . Wyciągnęłam telefon i w ledwo widzialnym odbiciu , gdy podświetlasz ekran , zobaczyłam że moje oczy.. moje oczy.. miały kolor rubinu! Zapatrzyłam się oszołomiona aż ekran zgasł.. wcześniej kątek oka spostrzegłam że jest 2:35. - Ok... - wyjęłam z kieszeni bluzy kolejnego lizaka by wpakować se go do buzi. Następnie wstałam i chowając telefon skupiłam się na odpowiednim miejscu w przestrzeni gdy nagle zobaczyłam przenikający koło mnie blady cień. Instynktownie włosy na ciele stanęły mi dęba. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam małą dziewczynkę o zachodnich rysach twarzy. - Mama mnie zostawiła. - patrzyła się na mnie pustymi szarymi oczami nad którymi wisiała złota grzywka. Znów przeszły mnie ciarki , więc odwróciłam od niej wzrok. - To raczej ty zostawiłaś ją. - Znów skupiłam się na przestrzeni i wyciągnęłam ku niej rękę jakby chcąc ją złapać. - Ave Satani , pri vi vicini , otwórz dla mnie drzwi do pieczary krwi i zadumy , dla mej dumy i zguby.. - rozbłysło blade czerwone światło które najpierw obrysowało w powietrzu krąg później znalazł się w niej zwrócony ku dołowi pentagram. Wszystko świeciło się , nie znikając z mych oczu mimo że opuściłam rękę. - Mama mnie odwiedzi ? - lodowaty ton jej głosu sprawił że nie miałam ochoty się odwracać. - Może sama ją zapytasz.. - tylko to powiedziałam i już chciałam zniknąć za bramą piekielną gdy poczułam że łapie mnie za rękaw bluzy. - Lwy gdy są głodne pożerają swe młode , Wiedźmo. - poczułam jak chłód znika i nie odwracając się nawet weszłam w pentagram przede mną.
Mógłbym wiecznie się martwić , no mógłbym , ale jaki to miało sens. Mimo wszystko wierzyłem że Kotomi sobie poradzi , może się myliłem , ale jakie to miało teraz.. znaczenie. Spoglądałem niepewnie na plik papierów jakie wcisnęła mi Rada , jak zwykle pewna swego. Obok mnie bacznie stała Yuki z nosem w jakiejś podręcznej książce z ziołami. Wpatrywała się w nią z iście inteligentnym i skupionym spojrzeniem swych cudnych błękitnych oczu. - Czasem się zastanawiam czy nie powinnaś siedzieć w tej pieprzonej radzie.. O tak ! Siedzieć ! Bo oni tylko to tam robią , siedzą i narzekają że my nic nie robimy , przez setki lat opanowali to do perfekcji ! - z lekką irytacją dalej przeglądałem stos bezsensownie wciśniętych danych z których ja miałem ''niby'' zrobić użytek . Ona zaśmiała się cicho nie przestając bacznie kartkować swego zbioru wiedzy . - Twierdzisz że jestem tak stara , czy tak leniwa kochany ? - Zastanowiłem się przez chwile odrywając od bzdur które krążyły mi po głowie. - Nie no.. nie wiem .. miałem na myśli że ty jedna się tam lepiej nadajesz nisz ta pechowa 13 z Panem pączkiem na czele. - Znów się cichutko zaśmiała i zamknęła książkę by na mnie spojrzeć. - Za dużo myślisz nie o tym co trzeba , jak zwykle ! - zrobiła ironiczny wyraz twarzy co u niej zawsze przypominało mi obrażonego chomika. Cóż za słodki widok.. - Powiedz mi lepiej Kakashi coś się dowiedział z tej pisaniny pączka , bo dobrze wiesz że nie mamy całej wieczności na tą mętną sprawę. - Och ma droga ale mamy całą wieczność dla siebie.. - Widząc moje maślane pewnie oczy machnęła na mnie trzymaną książką i przybrała czujny i wyrafinowany wyraz twarzy. To oczywiście miało oznaczać że czas na prace.. a nie na przyjemności. Chcąc nie chcąc musiałem się zgodzić , ale z grymasem na twarzy. Dokładnie jeszcze raz przejrzałem dane mi materiały.
Znajdowaliśmy się na obrzeżach Nowego Yorku , dotarcie tu zajęło nam trochę czasu , ale dokładnie tu pod przykrywką urzędu państwowego USA. (Czyli w przestrzeni umieszczonej w tym miejscu co owy budynek ) dostaliśmy się do Urzędu Magi. Tak naprawdę dostać się można było do niego otwierając odpowiednie przejście w miejscu najwarzniejszych budynków państwowych. Na nasze szczęście sprawa była miejscowa , nie musieliśmy się kwapić do innego miasta.., ale to nie pomagało , skoro i tak jak dla mnie to nie miało sensu! - Yuki powiedz mi o co im chodzi.. napisali że w Szpitalu podmiejskim zanotowali zgony... - widziałem jak się zamyśliła na chwilkę - No wiesz pewnie chodzi o nadmierne zgony.. - Od razu pomyślałam o Panie pączku ( nie pytajcie czemu tak go nazywamy..). - Aha.. czyli jak umiera 50 ludzi to jest to naturalny zgon szpitalny i jest on zgonem nie zgonem a jak umiera 200 to dopiero zaobserwują zgon ?.. Działają jak Rząd państwowy chyba w każdym kraju ! - Oddałem jej dokumenty i rozejrzałem się , obok nas znajdował się wspomniany wcześniej podmiejski szpital. Całkiem spory budynek o zielonkawo - żółtej barwie , jak dla mnie mistrz bezguścia.. - No przestań marudzić ! - przywaliła mi dokumentami a następnie podeszła do kosza i je wyrzuciła. - Poradzimy se bez tego , masz racje to stek bzdur ! Beznadzieja.. Czemu to my zawsze dostajemy takie beznadziejne przypadki ?! - Zła i wściekła może na mnie może na Urząd albo raczej na ministerstwo ! Bo jak nie patrzeć urząd który był uniwersalny dla wszystkich krajów i Miast , podlegał pod Ministerstwo Magii które znajdowało się na jakiejś prywatnej wyspie. Ludzie pewnie na oczy jej nie widzieli.. Ministerstwo kupiło ją pod przykrywką jakiegoś biznesmena. Dość sprytne nie powiem , kurde ale czemu TEN pajac z ministerstwa się na mnie jeszcze mścił.. a kto ? Mój Brat. Niezłe jaja ..co ?. Nie chcąc dłużej na tym rozmyślać , westchnąłem i poszedłem za nią do wejścia szpitala. Czekało nas ciężkich kilka dni.
Spojrzałem niepewnie za okno , było w pizdu ciemno. Gdzie ona niby się o tej godzinie wybiera .. I dlaczego Kakashi mnie zostawia z tą Paniusią ! Wkurzająca jak zawsze.. i jeszcze pewnie myśli że się o nią martwię.
Usiadłem na swoim łóżku bawiąc się w ręku scyzorykiem. To był mój skarb , skarb.. jedyny dowód istnienia moich rodziców , podobno należał do mojego Ojca. Pamiętam jak Yuki przedstawiła się jako moja Ciotka , i zabrała mnie z domu dziecka. To było już szmat czasu temu.. Podniosłem się i wyraźnym leniwym oporem zeszedłem na dół , znajdował się tu salon udekorowany przez mą 'Ciotunię''. Przez nią to własnie dominowały tu błękity i biel. Niemal jak szpitalny horror. Usiadłem na skórzanej kanapie i włączyłem wielki plazmowy telewizor . Pyk pyk pyk. Szukałem jakiegoś dobrego filmu ,cokolwiek co zajmie mi czas i bym się..bym.. bym się nie martwił.. Cholera ! Ja się martwię ! Wyjąłem swój telefon i patrzyłem się na zegarek. Po chwili zastanowienia napisałem do Kakasia esemesa. *Twoja rozwydrzona księżniczka gdzieś se poszła w środku nocy , jakby co to nie moja wina ! Chyba skończyła czytać książkę , mol książkowy jak nie wiem. Nie miziać mi się tam za dużo tylko , zrobić robotę i wrócić. Nie jestem niańką !.* Zadowolony z treści wysłałem go i wróciłem do oglądania filmu , leciał ''Seks w wiekiem mieście''.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)