Samotność, co za pokrętne słowo gdy masz od groma znajomych których masz dość. Dupa zemnie.. totalna dupa. Nic nie umiem , do niczego się nie nadaję.. A Yuki mimo to zawsze mi wmawia że mam czas.. czas na co? Czy mam jeszcze tyle czasu, by go marnować?.. Musiałem coś zmienić.Niedługo zauważą że się nie starzeje , i co dalej ..? Mag taki zemnie jak z koziej dupy trąba..Otworzyłem oczy i podniosłem się wyłączając telewizor. Noc..ranek ? co to w ogóle za pora ? Nie wiem, jebać system..Wgramoliłem się po schodach do ''naszego'' pokoju.Zerknąłem na jej połowę , była zawalona dziwnymi rzeczami, między nimi leżała książka..książka. Nie myśląc , wziąłem ją i zacząłem czytać.Też chciałem coś wiedzieć,coś móc zrobić.
Piekły mnie oczy.. i nie tylko one. Czułam jak całe ciało piecze..szczypie.Spojrzałam oceniając moje rany , wściekłam się i do uszu doszedł cichy warkot wydobywany z mych ust. Tak mnie to zaciekawiło że omal zapomniałam że jestem przykuta łańcuchami do ściany , moje ubrania porwane , pokazywały głębokie rany cięte,bądź drapane..
Przygryzłam wargę znów przypominając sobie co to ból , jakby mi to uciekło z głowy że ten dyskomfort który czuje to ból.. Następnie poczułam zażenowanie , już może nie dla tego że widać było mi zranioną jedna pierś.. i coś jeszcze,ehkhem.. ale dlatego że dałam się doprowadzić do tego stanu , jak głupia musiałam być.. Pociągnęłam mocno ręką by sprawdzić czy jestem w stanie się wyrwać ale nic z tego , na pewno wzmocnili łańcuchy zaklęciem. Zjedzą , zgwałcą albo już tylko zabiją bo zgwałcili.. Cudnie , pięknie. Czemu nie rozpaczam ? Czemu tak mnie to obchodzi ale tego nie okazuje.. nic.Milczące uczucia. To takie dziwne..
- Witaj Pani - jak mogłam nie zauważyć że ktoś wszedł , pomieszczenie w którym byłam , było małe , pewnie jeden z pokoi gościnnych tawerny. - Jak się czujesz pysiaczku ? - widziałam demona , na bank.. a może nie ? Szumiło mi w uszach a oczy nadal piekły , czułam się taka zdekoncentrowana.. - Czym..kim.. ty jesteś ? - moje oczy błądziły sama nie wiem czemu , dostrzegłam odłamki po jakimś lustrze a w nim swe żałosne odbicie. Oczy.. nie wiem czy on , ale ja raczej byłam demonem. Rubin , cóż za piękny kolor. - Szukałaś mnie , i dobrze i źle. Dobrze bo się tego dowiedziałem i cie ocaliłem. Źle , przez to o mal nie zginęłaś.. skarbie ty mój.. - podszedł do mnie i zaczął gładzić po policzku dłonią , potem podniósł do góry mój podbródek by spojrzeć mi w oczy , ale szarpnęłam się. - Baal. Powiem ci co jest źle. Nigdy nie chciałam na ciebie wpaść ! - plunęłam w jego stronę , zabijając go wzrokiem , ale oczywiście usunął się jednocześnie tak spokojnie i szybko. - Nie ładny masz charakterek ale to dobrze , to dzięki silnemu charakterkowi żyjesz. - Co mi jest ?.. co to za dziwne odczucia.. to nie są ludzkie odczucia.. , zawsze miałam mało wspólnego z ludźmi.. ale to.. to jest takie ...chore. Pragnę krwi.. zgrozy, ciemności.. krzyku.. sek.. - zamilkłam łapiąc się na słowie jakie chciałam powiedzieć. - Seksu pysiaczku ? Witam po demonicznej stronie życia. - zawstydziłam się.. litości..- Och masz ludzkie odruchy.. nie .. to już chyba tak zostanie , ale eksperyment zakończony powodzeniem. - zapisał coś w swoim notesie , swoim stalowym piórem i znów się przyglądał i przyglądał.. jego ślepia niemal mnie molestowały. - Przestań - warknęłam. - I wypuść mnie stąd !- instynktownie zaczęłam się szarpać , wiedząc że mi to nic nie da.. w końcu dałam sobie spokój .. westchnęłam i spuściłam głowę znów patrząc na me odbicie w kawałkach lustra. Chciałam płakać.. chciałam ale nie umiałam. - Spokojnie , wypuszczę cię. Nigdy nie chciałem cie więzić , sama i tak do mnie przyjdziesz . - wciąż przyglądał mi się co robiło się coraz bardziej krępujące. - Skąd wiesz ? - zaśmiał się , miał całkiem przyjemny śmiech... jedwabny głos.. - Bo ty też już to wiesz.. tylko jeszcze tego do siebie nie dopuszczasz.- podniosłam z wysiłkiem głowę i spojrzałam na niego , tak dopiero teraz mu się przyjrzałam. Miał granatowe włosy ,słowo ! Był średnio zbudowany..nie jakiś pakerny , i te oczy..jak oczy wampirów z legend. Skrobał coś znów w swoim notesie ze skupieniem , przypominał naukowca w czasie pracy a nie świra demona.. - Ja.. chce się ubrać.. - głos mi zadrżał , teraz zażenowanie już osiągnęło maximum mocy.
- Najpierw zagoimy twoje rany. - zamknął notes i schował go z piórem w kieszeni od środka płaszcza. Podszedł do mnie uśmiechając się ciepło.. dziwne to. - Pani pozwoli - pochylił się i zaczął mnie lizać po ręce , chciałam zaprotestować ale zamiast tego patrzyłam jak w miarę jego lizania.. rana się zabliźnia. Jak przez mgłę pamiętam jego ciepłe usta na mej szyi.. udach..
- Proszę cie powtórz bo czegoś nie rozumiem .. Kurwa no nie rozumiem. - dziwne spojrzenie ludzi wchodzących do szpitala. - No czego ? - zaciągnąłem się papierosem i znów zwróciłem oczy na mą kochaną. - Ciała nie naruszone ? A ty stawiasz na demona ? - Chciał dusz ! - Ludzkich ?! - ekipa pakująca się do karetki zaczęła się patrzeć jakbyśmy zabili im matki. Ściszyłem ton niemal do szeptu. - Cholera to nie ma sensu , o jakim demonie mówisz ? - westchnęła , w końcu próbowała mi to wytłumaczyć od 30 min, chyba miała dość. - Anioła śmierci - zadumałem się i paliłem dalej , patrząc na nieszczęsna karetkę która odjeżdżała z pod szpitalna. - Odbiło mu ? To proponujesz ? na ogół zabiera do 2 dusz z jednego miejsca na mies. , i to raczej musi mieć powód ! Ci ludzie nie konali. - powiedziałem to dobitnie i sykliwie a ona znów westchnęła. - Słuchaj mnie tłuku , ostatni raz mówię że jeden anioł śmierci przecież zaginął ! Nie meldował się od 2 tyg. Od tego czasu mniej więcej umierają tu dziwnie ludzie ! Jak ty mnie słuchasz.. - rzuciłem peta który sam zgasł. - A no teraz to ma sens.. - I wyciągnąłem kolejnego papierosa ,zapalając go , i rozmyślając.
Yuki zaś klneła cicho i też w końcu zapaliła rozmyślając zemną. Martwiłem się o Kotomi.
piątek, 25 listopada 2011
piątek, 11 listopada 2011
Tawerna Murky Blood
Ciemność.Przez chwilę widziałam całkowitą ciemność. Potem rozbłysło jasne światło i zobaczyłam znów otaczający mnie zewsząd mrok i wielkie drewniane drzwi naprzeciw. W głowie echem odbijały mi się słowa ducha dziewczynki. ''Lwy gdy są głodne pożerają swoje młode , Wiedźmo '' Sprawiało to, że ręka mi zadrżała gdy chciałam sięgnąć po żelazną masywną klamkę. Jednak wiedziałam , że nie mogę stać tak tam wieczność , blokowałam przejście innym chętnym. A demony należały do mściwych stworzeń , i to bardzo..
Złapałam głęboki wdech i w końcu otworzyłam je.. ''ku mej zgubie''.
Letargiczne spojrzałem na recepcję , gdzie pielęgniarka kłóciła się z jakimś starym gościem , że ból palca u nogi to nie jest jakaś straszna przypadłość. Obok na krzesełkach , inne osoby oczekiwały by się wyżalić ze swoich dolegliwości. Zerknąłem w lewo na Yuki która starała się wyciągnąć jakieś informacje od lekarza który właśnie miał przerwę. No cóż , inaczej miał by bardziej produktywne rzeczy do roboty , np.. obżeranie się w stołówce szpitalnej w której te skorumpowane szuje jadły za free. Nie wątpiłem jednak że uroki mej kochanej i jej sztuka uwodzenia robiła tu wiele, bo gość był nie dość że nieźle wygadany to też zapomniał tylko słów ''tajemnica lekarska'' . Idiota. Ciekawe co robiła teraz Kotomi.. - Och co za bufon.. ja pierdziele , ok słuchaj więc jest tak .. Tak..taki? Ej! - dopiero teraz zauważyłem że wpatruje się we mnie trochę zmartwiona i podirytowana. - He ? - udawałem idiotę, zaraz.. udawałem ?.. heh. Walić to. - Kotku , nie patrz się tak . żyje przecież , jeszcze mnie tu nikt nie wykończył w porównaniu do tych biedaków , zobacz na tamtego gościa .. mówię ci będzie następny , wszyscy maja go dość. Ja też.. zaczynam się bać że umrę na ból dużego palucha u nogi. - zrobiłem cyniczną minę. - Weź.. zajebiemy go i wracamy ,tak ? Nie pierdol mi o kondonie i żonie.. wiem gdzie uciekają ci myśli , dam swoją cudną rączkę że myślisz o Kotomi a nie o cuchnących paluchach , kurna .. twoje chyba nie cuchną , no nie ? - jej drwiąca mina kazała mi się niemal zaśmiać . - Boże skąd ty czerpiesz inspiracje tych tekstów ?.. hehe.. - kochałem , kocham ją.. cudne agresywne , poryte dziewczę , idealne. - Czerpię je z twojego idiotycznego wyrazu twarzy misiaczku , a teraz słuchaj mnie : Więc tak.. Ostatnio zanotowano 32 niewyjaśnione zgony. Nie znaleziono na nie żadnego konkretnego wyjaśnienia medycznego . W aktach oczywiście napisano zawał , ale czy wierzysz że osoby od 7 roku życia mogą mieć zwał i to tak licznie jak mnożenie się chińczyków ? Myślę że zdelegalizowali w Chinach prezerwatywy. - spojrzała się ironicznie na gościa który nadal walczył o prawa paluchów . - Szkoda że nie lewatywy.. Ekhem.Ok , czyli na co stawiamy , na demona , upiorną wiedźmę czy jak ? - zamyśliła się na chwilę , i odwróciła raptownie ku mnie wzrok , dyskretnie zerknąłem tam skąd jej wzrok uciekał. Pielęgniarka coś dosłyszała i zaczęła się podejrzliwie na nas patrzeć. - Omówmy to gdzie indziej.. - szepnęła cicho i poprowadziła nas ku wyjściu. Ufff... ja cie wale , szpitale mają chorą atmosferę , stojąc w nich zawsze czuje się jakbym umierał mimo iż nic mi nie jest... dziwne , nie..?
- Emm... szukam informacji o Baalu. - wybełkotałam ledwo bo jego czerwone ślipia niemal wierciły we mnie dziury. - Zależy kto pyta dziecinko , co ty w o ogóle tu robisz ? - ciarki mi przechodziły po plecach od jego głosu... - Eksperyment nr X. - zaśmiał się chrypliwie i raptownie znów przybrał poważny wyraz twarzy. - Nie powinnaś była odpowiadać dziecinko. - i dokładnie wtedy poczułam jak ktoś przykłada mi raptownie do ust szmatkę nasiąknięta usypiającym i ostrym w zapachu chloroformem. Dam głowę , że to jeden z tych cynicznych demonów , nikogo z mego ''byłego gatunku'' nie było stać na tak szybkie ruchy. Zanim straciłam całkiem świadomość usłyszałam jeszcze znów ten chrypliwy straszny śmiech. Dzwonił mi w uszach... ukołysał. Sen. Słodki i przygotowujący na coś gorszego niż wszystko co mogłam se teraz wyśnić.
czwartek, 3 listopada 2011
Podzielność istnienia.
Możecie mi wierzyć lub mnie ale w sumie idąc przez ciemną noc byłam całkiem spokojna. Nie bałam się zboczeńców , złodzieja , morderców czy innych zmor ludzi , a na pewno już nie duchów. Zamyślona nad swym losem oraz nad wszystkim co się w okół mnie dzieje kroczyłam w pewne miejsce. Bowiem by się dowiedzieć czegokolwiek o Demonach trzeba było pytać tam gdzie były dobrze znane i widziane co jakiś czas. Jednym z takich miejsc była pewna dawna Tawerna , która została zamknięta w niewielkiej przestrzeni między wymiarowej , dzięki temu dostać się tam można było za użyciem magii i wyłącznie tak. Jednak chcąc oszczędzić swych sił które i tak były na wyczepianiu przez ostatnie dni udręki , postanowiłam poszukać skupiska energii które ułatwiło by mi otwarcie przejścia między wymiarowego. Oczywiście mój zdrowy rozsądek nasuwał mi jedno miejsce do którego nikt teraz się nie kwapił i to też było mi na rękę. Był to oczywiście Cmentarz. No tak jakby się nad tym zastanowić to nie wspomniałam gdzie dokładnie się przeniosłam. Był to Stan Georgia. I miasteczko Edison. Liczba mieszkańców to około 1,500 osób. Więc nie było tu pusto , ani zbyt licznie. Cmentarzów było w sumie trzy.Jeden znajdował się za starym kościołem Katolickim. Drugi leżał na terenie kościoła Protestanckiego , jeszcze jeden był to Cmentarz żydowski , co śmieszne kościoła żydowskiego nie było , ostał się sam cmentarz . Tego bali się pozbyć ale samego budynku już nie , bali się zemsty zmarłych .. przesądni urzędnicy.
To wszystko oczywiście powiedział mi Kakashi , sama nie byłam fanem Religi Świata. Ja postanowiłam udać się na żydowski należał do biedniejszej części miasteczka , było tam podobno cicho i spokojnie. Ludzie wręcz bali się oddalonego trochę od domostw mrocznego cmentarza. Znajdował się na niewielkim wzniesieniu. Od osiedla na którym znajdowały się nasze identyczne domki , było tam nie tak daleko gdy umiało się sobie skrócić drogę. Przeszłam chodnikiem do końca osiedla , gdzieniegdzie w domach świeciły się światła mówiąc że ich właściciele walczą z ludzką domeną spania w ciemną noc.
Wyjęłam z kieszeni swój zdobiony podręczny zegarek od którego ciągnął się nie przypięty do niczego łańcuszek , po czym delikatnie go otworzyłam stając pod jedną z latarni i przyjrzałam się stojącym wskazówką. Pokazywały godzinę 1:20. Westchnęłam , schowałam go i szłam dalej. Wyszłam z obszaru osiedla i udałam się w prawo tak żeby dość do odpowiedniego krańca Miasteczka. Co jakiś czas widziałam przejeżdżające drogą samochody , dwa razy natknęłam się na śpiewających pijaczków , poza tym cisza.. Gdy byłam już całkiem blisko niknęły latarnie , niektóre były popsute. Widziałam przede mną ciemność.. zaczynało się wzniesienie na którym pod koniec leżał cmentarz. Szłam z większym wysiłkiem ale bez marudzenia. W końcu zobaczyłam ogrodzenie , stare ładne powywijane w piękne wzory , zardzewiałe i porośnięte chwastami .... Szłam wzdłuż aż dostrzegłam cudem furtkę otwartą na oścież i tak pewnie nie da się jej już zamknąć. Tu jedynym światłem był księżyc , domy były całkiem daleko , a nikłe światło widać było tylko z dołu pagórka. - Wchodzę .. - mruknęłam pod nosem i wkroczyłam na teren umarłych.
Nagrobki były całkiem zadbane choć widać było na nich upływ czasu. Świadczyło to o tym że rodziny żydowskie nadal odwiedzały to miejsce. Przeszłam miedzy postarzałymi , pękającymi płytami , czasem nawet nowymi , kierując się gdzieś w dal tej umarłej ziemi. Czułam cierpki smak śmierci i zgnilizny , dziwnie przyjemny i kojący. Zerknęłam na najbliżej mnie widniejącą tabliczkę. - Tom Springer - przeczytałam.. - wybacz Tomciu.. - usiadłam na starej płycie nagrobka żeby trochę odetchnąć. Od razu zauwarzyłam że polepszyło mi się widzenie w ciemności . Wyciągnęłam telefon i w ledwo widzialnym odbiciu , gdy podświetlasz ekran , zobaczyłam że moje oczy.. moje oczy.. miały kolor rubinu! Zapatrzyłam się oszołomiona aż ekran zgasł.. wcześniej kątek oka spostrzegłam że jest 2:35. - Ok... - wyjęłam z kieszeni bluzy kolejnego lizaka by wpakować se go do buzi. Następnie wstałam i chowając telefon skupiłam się na odpowiednim miejscu w przestrzeni gdy nagle zobaczyłam przenikający koło mnie blady cień. Instynktownie włosy na ciele stanęły mi dęba. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam małą dziewczynkę o zachodnich rysach twarzy. - Mama mnie zostawiła. - patrzyła się na mnie pustymi szarymi oczami nad którymi wisiała złota grzywka. Znów przeszły mnie ciarki , więc odwróciłam od niej wzrok. - To raczej ty zostawiłaś ją. - Znów skupiłam się na przestrzeni i wyciągnęłam ku niej rękę jakby chcąc ją złapać. - Ave Satani , pri vi vicini , otwórz dla mnie drzwi do pieczary krwi i zadumy , dla mej dumy i zguby.. - rozbłysło blade czerwone światło które najpierw obrysowało w powietrzu krąg później znalazł się w niej zwrócony ku dołowi pentagram. Wszystko świeciło się , nie znikając z mych oczu mimo że opuściłam rękę. - Mama mnie odwiedzi ? - lodowaty ton jej głosu sprawił że nie miałam ochoty się odwracać. - Może sama ją zapytasz.. - tylko to powiedziałam i już chciałam zniknąć za bramą piekielną gdy poczułam że łapie mnie za rękaw bluzy. - Lwy gdy są głodne pożerają swe młode , Wiedźmo. - poczułam jak chłód znika i nie odwracając się nawet weszłam w pentagram przede mną.
Mógłbym wiecznie się martwić , no mógłbym , ale jaki to miało sens. Mimo wszystko wierzyłem że Kotomi sobie poradzi , może się myliłem , ale jakie to miało teraz.. znaczenie. Spoglądałem niepewnie na plik papierów jakie wcisnęła mi Rada , jak zwykle pewna swego. Obok mnie bacznie stała Yuki z nosem w jakiejś podręcznej książce z ziołami. Wpatrywała się w nią z iście inteligentnym i skupionym spojrzeniem swych cudnych błękitnych oczu. - Czasem się zastanawiam czy nie powinnaś siedzieć w tej pieprzonej radzie.. O tak ! Siedzieć ! Bo oni tylko to tam robią , siedzą i narzekają że my nic nie robimy , przez setki lat opanowali to do perfekcji ! - z lekką irytacją dalej przeglądałem stos bezsensownie wciśniętych danych z których ja miałem ''niby'' zrobić użytek . Ona zaśmiała się cicho nie przestając bacznie kartkować swego zbioru wiedzy . - Twierdzisz że jestem tak stara , czy tak leniwa kochany ? - Zastanowiłem się przez chwile odrywając od bzdur które krążyły mi po głowie. - Nie no.. nie wiem .. miałem na myśli że ty jedna się tam lepiej nadajesz nisz ta pechowa 13 z Panem pączkiem na czele. - Znów się cichutko zaśmiała i zamknęła książkę by na mnie spojrzeć. - Za dużo myślisz nie o tym co trzeba , jak zwykle ! - zrobiła ironiczny wyraz twarzy co u niej zawsze przypominało mi obrażonego chomika. Cóż za słodki widok.. - Powiedz mi lepiej Kakashi coś się dowiedział z tej pisaniny pączka , bo dobrze wiesz że nie mamy całej wieczności na tą mętną sprawę. - Och ma droga ale mamy całą wieczność dla siebie.. - Widząc moje maślane pewnie oczy machnęła na mnie trzymaną książką i przybrała czujny i wyrafinowany wyraz twarzy. To oczywiście miało oznaczać że czas na prace.. a nie na przyjemności. Chcąc nie chcąc musiałem się zgodzić , ale z grymasem na twarzy. Dokładnie jeszcze raz przejrzałem dane mi materiały.
Znajdowaliśmy się na obrzeżach Nowego Yorku , dotarcie tu zajęło nam trochę czasu , ale dokładnie tu pod przykrywką urzędu państwowego USA. (Czyli w przestrzeni umieszczonej w tym miejscu co owy budynek ) dostaliśmy się do Urzędu Magi. Tak naprawdę dostać się można było do niego otwierając odpowiednie przejście w miejscu najwarzniejszych budynków państwowych. Na nasze szczęście sprawa była miejscowa , nie musieliśmy się kwapić do innego miasta.., ale to nie pomagało , skoro i tak jak dla mnie to nie miało sensu! - Yuki powiedz mi o co im chodzi.. napisali że w Szpitalu podmiejskim zanotowali zgony... - widziałem jak się zamyśliła na chwilkę - No wiesz pewnie chodzi o nadmierne zgony.. - Od razu pomyślałam o Panie pączku ( nie pytajcie czemu tak go nazywamy..). - Aha.. czyli jak umiera 50 ludzi to jest to naturalny zgon szpitalny i jest on zgonem nie zgonem a jak umiera 200 to dopiero zaobserwują zgon ?.. Działają jak Rząd państwowy chyba w każdym kraju ! - Oddałem jej dokumenty i rozejrzałem się , obok nas znajdował się wspomniany wcześniej podmiejski szpital. Całkiem spory budynek o zielonkawo - żółtej barwie , jak dla mnie mistrz bezguścia.. - No przestań marudzić ! - przywaliła mi dokumentami a następnie podeszła do kosza i je wyrzuciła. - Poradzimy se bez tego , masz racje to stek bzdur ! Beznadzieja.. Czemu to my zawsze dostajemy takie beznadziejne przypadki ?! - Zła i wściekła może na mnie może na Urząd albo raczej na ministerstwo ! Bo jak nie patrzeć urząd który był uniwersalny dla wszystkich krajów i Miast , podlegał pod Ministerstwo Magii które znajdowało się na jakiejś prywatnej wyspie. Ludzie pewnie na oczy jej nie widzieli.. Ministerstwo kupiło ją pod przykrywką jakiegoś biznesmena. Dość sprytne nie powiem , kurde ale czemu TEN pajac z ministerstwa się na mnie jeszcze mścił.. a kto ? Mój Brat. Niezłe jaja ..co ?. Nie chcąc dłużej na tym rozmyślać , westchnąłem i poszedłem za nią do wejścia szpitala. Czekało nas ciężkich kilka dni.
Spojrzałem niepewnie za okno , było w pizdu ciemno. Gdzie ona niby się o tej godzinie wybiera .. I dlaczego Kakashi mnie zostawia z tą Paniusią ! Wkurzająca jak zawsze.. i jeszcze pewnie myśli że się o nią martwię.
Usiadłem na swoim łóżku bawiąc się w ręku scyzorykiem. To był mój skarb , skarb.. jedyny dowód istnienia moich rodziców , podobno należał do mojego Ojca. Pamiętam jak Yuki przedstawiła się jako moja Ciotka , i zabrała mnie z domu dziecka. To było już szmat czasu temu.. Podniosłem się i wyraźnym leniwym oporem zeszedłem na dół , znajdował się tu salon udekorowany przez mą 'Ciotunię''. Przez nią to własnie dominowały tu błękity i biel. Niemal jak szpitalny horror. Usiadłem na skórzanej kanapie i włączyłem wielki plazmowy telewizor . Pyk pyk pyk. Szukałem jakiegoś dobrego filmu ,cokolwiek co zajmie mi czas i bym się..bym.. bym się nie martwił.. Cholera ! Ja się martwię ! Wyjąłem swój telefon i patrzyłem się na zegarek. Po chwili zastanowienia napisałem do Kakasia esemesa. *Twoja rozwydrzona księżniczka gdzieś se poszła w środku nocy , jakby co to nie moja wina ! Chyba skończyła czytać książkę , mol książkowy jak nie wiem. Nie miziać mi się tam za dużo tylko , zrobić robotę i wrócić. Nie jestem niańką !.* Zadowolony z treści wysłałem go i wróciłem do oglądania filmu , leciał ''Seks w wiekiem mieście''.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)