niedziela, 18 grudnia 2011

Division of the faith that guides us in existence, and the affair of a hospital under the sign of the devil.

Siedzieliśmy tak trochę aż Max w końcu zasnął , kładąc się przy kominku. Zastanawiałam się przez chwilę patrząc na jego spokojną teraz twarz. Ciekawa jestem czy jak się obudzi też będzie chciał za mną podążać..
Wstałam kierując się na górę , tam szybko się przebrałam i zmierzałam znów ku wyjściu. Oczywiście zabrałam w ręku płaszcz Baala , a na ramiona założyłam moją pelerynę. Gdzie szłam ? Dobre pytanie.. Puki jestem demonem szczeniaczkiem nie miałam czego szukać w tawernie , potrzebowałam więc innego źródła informacji gdzie znajdę Baala. Na myśl oczywiście przychodziło mi tylko jedno : czarodziej z antykwariatu. Kakashi opowiadał mi o nim , był znajomym Yuki , choć nie utrzymywali kontaktów z jasnych powodów. Czarodzieje zwani też Magami stali po stronie Lucyfera , brata i wroga Szatana za którym to stali czarnoksiężnicy i wiedzmy ,inaczej czarownice. Podział był prosty jeśli chodziło te grupy.. jednakże teraz widziałam w nim sojusznika , wiec nic dziwnego że to do niego chciałam się wybrać.. problem polegał na tym że do końca nie wiedziałam gdzie mieści się jego sklep..z książkami. Idąc tak znów osiedlem zastanawiałam się czy moje zaklęcie tropiące na coś się tu zda..




Do hotelu wszedłem z przerażeniem które kryłem za rozsądkiem ,przy recepcji rozlewała się na boki kałuża krwi..nie widać było tylko ciała , co jeszcze bardziej mnie martwiło..  Będąc w gotowości powoli szedłem do schodów by na paluszkach wspiąć się na pierwsze piętro. Drzwi do pokoi były pootwierane na oścież a w okół otaczała mnie głucha..martwa cisza.  Już się w nią wczułem gdy usłyszałem paniczny krzyk z wyższego piętra , nie zastanawiając się ani chwili wbiegłem tam.. i zamarłem. Naprzeciw mnie na korytarzu stał demon , bez skrzydeł.. to nie był Anioł Śmierci tylko jeden z krwiożerczych demonów. Właśnie odgryzał jakieś kobiecie rękę gdy odwróciłem jego uwagę. Puścił więc ofiarę a ta jeszcze żywa łkała i starała się oddalić , bardziej czując to nisz widząc nadepnął jej ciężkim butem na gardło dusząc ją. Wytarł w końcu krew zaciekającą z jego brody i uśmiechnął się. - Gdzie jest Czarownica ? - spojrzał na ciało obok niego. - Twoja przyjaciółka jest jeszcze żywa , daj se spokój albo spotka ją to samo.. - już rzuciłem zaklęcie gdy on rozpłynął się szybkim ruchem w przestrzeni a mój atak walnął z impetem w koniec korytarza.. robiąc spore pęknięcie w ścianie. - Cholera! - miałem ochotę rozjebać wszystko do o koła ale co mi to da , wszędzie roznosił się rdzawy zapach krwi który jeszcze bardziej doprowadzał mnie do szaleństwa. Anioł albo miał wspólnika albo była to większa afera niż myśleliśmy tak czy siak musiałam  stamtąd wyjść . Łapiąc głębokie wdechy już na zewnątrz , myślałem jak rano patrzyłem na nią śpiącą spokojnie. Paliłem i myślałem.. przecież na pewno mogłem coś zrobić.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Love to betrayal, hatred of fear.

Spojrzałam zmęczona na klamkę w drzwiach łapiąc głębszy oddech. Tak znów mogłam stać i stać i czekać na zbawienie które nie nadejdzie , ale znów się zapytam.. po co ?.. Weszłam do domku ogarniętego ciepłem. W kominku salonowym jarzyło się ciepło przyjaznego ognia. Max z pewnością usłyszał jak wchodziłam bo już słychać było jego kroki po górnym korytarzu i w końcu zobaczyłam go na schodach , stanął zaskoczony i wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. - Co ty.. gdzieś ty była i co to za.. co ci.. - wyraźnie gubił się w tym co w ogóle chciał do mnie powiedzieć. Chciałam nie zwracając na niego większej uwagi usiąść i ogrzać się przy ogniu mimo iż było mi ciepło , jednak ciągnął mnie tam instynkt. Jednak zanim odwróciłam od niego wzrok zobaczyłam że trzyma książkę , dość dziwny widok wiec przeczytałam tytuł.. - Czemu czytasz moje książki ? - mój głos był zaskakująco spokojny i delikatny , jak lekka bryza nad wzburzonym morzem. - Bo.. bo ja.. się douczam. - stwierdził stanowczo nadal nie zapuszczając ze mnie zszokowanego spojrzenia. Ciekawe czy zdawał se sprawę z tego co się ze mną stało , choć jeśli przeczytał tamtą książkę.. , moje myśli targnęło jeszcze jedno , to że , moja drobna osoba musiała komicznie wyglądać w tym wielkim czarnym płaszczu. Gdy ja myślałam on zszedł na dół i powolutku stąpał w moim kierunku jakby się mnie wyraźnie bał , że się na niego rzucę jak głodna ,rozwścieczona bestia. - Weźmiesz ? - zsunęłam lekko płaszcz z ramion a on podszedł i go zemnie zdjął , stał potem otępiały aż poszedł go gdzieś odłożyć i nałożył na jego miejsce na mnie , ciepły koc Nie wiem gdzie ale gdzieś pozbył się też mojej książki , ale nie ważne teraz musiałam podejść do ognia , i podeszłam. Usiadłam przed nim wpatrując się jak zahipnotyzowana , działał na mnie naprawdę kojąco i mimo iż byłam za blisko nie czułam przesadnego gorąca. Max zdezorientowany cała tą sytuacją , usiadł w końcu obok mnie , ale oczywiście dalej od kominka. - Poo..owiedz mi , czy jesteś prawdziwym demonem ? - widać było że był teraz zdenerwowany i niepewny.  - Raczej tak , ale to nie ja tu jestem specem tylko Baal. - moje myśli były gdzieś daleko mimo iż wiedziałam gdzie jestem , że czułam ciepło tego ognia , tu i teraz. - To jego płaszcz ? Widziałaś się z nim ? Wiesz że to zdrajca ? Ej.. Kotomi , to wróg Szatana , wiesz co ci za to grozi ?. - wiedział co mówi , Baal był zdrajcą , ale on też się nie mylił. Teraz gdy się uspokoiłam czułam jak od samego początku chciałam go zobaczyć , poznać i dowiedzieć się więcej niż mogłam w czasie jednego spotkania. Naprawdę chciałam poznać zdrajce który nadal istniał , istniał tylko po to żeby stworzyć coś takiego jak ja. - Kotomi...? - wyciągnęłam dłoń do płomienia , ale w ostatniej chwili się wycofałam a on obserwował to wszystko z zapartym tchem . - Nie boje się bycia zdrajcą , boje się być niezauważona przez naszego Boga , a on widzi zdrajców wyraźniej nisz sojuszników ,prawda ? - zbliżył się do mnie i odgarnął mi włosy by lepiej przyjrzeć się mojej twarzy , a ja spojrzałam na niego . - Nie możesz być posłusznym demonem ? ... może nie dobrym alee.. posłusznym Panu. - zaśmiałam się , co go trochę zbiło z tropu. - Idiota.. - znów wpatrzyłam się w ogień i uśmiechnęłam lekko przymrużając z rozmarzeniem oczy. - Przecież jestem posłuszna , Pan powiedział : ''Bądź posłuszny swemu stwórcy'' , wiec jako wiedźma byłam...- zamknęłam oczy - ale jako demon.. jestem posłuszna ''swemu'' stwórcy. - przez moment trwała cisza , cisza którą zagłuszał tylko ogień trawiący drewno , które rzucono mu na pożarcie. - Czy m..mogę ? - nie musiał mówić o co chodzi , wiedziałam dobrze - Tak.. możesz. - objął mnie , i przytulił się ,choć normalnie zaczęła bym go bić i się wkurzać czułam że to może poczekać. Czułam jego smutek to takie dziwne i takie prawdziwe. - Wkurzasz mnie zawsze , ale.. ja chcę być widziany przez ciebie. - zaśmiałam się ponownie - Teraz wiem co znaczy : ''zdrada , ciągnie zdradę na smyczy''. Siedzieliśmy dalej w ciszy ogarnięci swoimi myślami. Ja już wiedziałam , że nie mogę stać w miejscu i chować się przed tym kim byłam , teraz stanę temu na przeciw , wypowiem wojnę Bogu. Wolę być szalona niż niewidzialna , wiesz o czym mówię .. prawda Baal ?..



Nieważne ile bym spał , czułem że się nie wyśpię. Yuki za to całkiem wykończona za nic nie chciała wstać , w końcu więc się poddałem i postanowiłem iść bez niej. Ucałowałem ją w policzek i wyszedłem z obskurnego hoteliku. Tu nie chodzi o koszty , a o niezauważalność. Tak wiem.. trochę ściemniam, bo w sumie chodzi o obie rzeczy. Chciałam zajarać gdy złamał mi się szlug - Cholera.. - wyrzuciłem go wkurzony i wyjąłem innego.  Okolica była na prawdę upiorna , jakby się prosiła żeby być w tanim kryminale.
Rozejrzałem się zbliżając do szpitala , nie był taki duży i w nocne weekendy był zamykany na 4 spusty a pacjenci odwożeni do większego , tyle że dalej , jednak to już ludzi tu nie bardzo obchodziło. Główne drzwi były oświetlone przez górne podłużne lampy ściągające ćmy , zerknąłem na nie z niesmakiem i obeszłem budynek. Z tyłu znajdowało się wejście do kostnicy. Drzwi wielkie i metalowe przywodziły od razu na myśl wnętrze pomieszczenia. - Kevi sa mita as - zamek chrząknął i wszedłem do środka. Pierwsza wyczuwalna rzecz ? Zimno oraz zapach środków odkażających i padliny. Skrzywiłem się i zapaliłem światło kładąc rękę na włączniku przy wejściu. Światła dziwnie migając zapalały się po kolei a ja podążałem za nimi wchodząc w głąb. Zobaczyłem sale ze stalowym stołem gotowym do sekcji i skręciłem w lewo do pomieszczenia gdzie temperatura była jeszcze niższa niż wszędzie innej. Po obu stronach widziałem od groma chłodniczych szuflad w których z pewnością leżały bezwładne ciała. Zastanowiłem się przez chwilę zamykając oczy i poczułem coś czego w gruncie nie przewidziałam. Słodki zapach anioła śmierci , może dlatego że nie za bardzo wierzyłem Yuki , jeśli chodziło o jej dedukcje. A jednak się nie myliła. Otworzyłem drzwiczki i wysunąłem półkę kierowany nosem. Ciało było pozornie nienaruszone ale widziałam mało wyraźny rany po cięciach , z pewnością sekcje miało za sobą. Poza tym nie widziałem nic nadzwyczajnego , przyłożyłem więc palec do ust nieboszczyka. I poczułem wyraźne ciepło. Kolejny dowód , pocałunek anioła śmierci. Reszta ciała była lodowata. Wytarłem rękę o spodnie i schowałem trupa do jego zimnego domku. Zastanowiłem się znów chwilę i zamarłem , bo jeśli to ten demon to z pewnością już o nas wie.. i jest teraz.. - Yuki.... szlak... - szybko wyniosłem się z kostnicy i ruszyłem z powrotem do hoteliku , miałem bardzo złe przeczucia.Cholera przez ten pośpiech nie zapale.

niedziela, 4 grudnia 2011

Birth of a demon, end of silence.

Przetarłem oczy , i ze zmartwieniem patrzyłem ile uciekło czasu. Walić szkołę. Dla całkowitej pewności spokoju wyłączyłem telefon znów zaczytując się w książce , która coraz bardziej mnie przerażała. Lęk.. przed własną głupotą. Tak on był gorszy.. ogarnąłem kątem oka inne książki Kotomi , tytuły wskazywały na to że nie czytała nic poza tytułami o magii i tym podobnymi. Z wielkim westchnieniem stwierdziłem że skończyłem sielankę życia i planowałem już w jakiej kolejności je przeczytam. Zapowiadało się ciężko , ale dobrze wiem że skończył się czas. Czas jaki miałem do zmarnowania na ludzkim padole.




-Yuki.. yuki.. ej ! - syknąłem szeptem , wsłuchując się w ciszę szpitala. W końcu zwróciła ku mnie pytający wzrok , widać była nieźle zaczytana. Hymm.. co my włąściwie robiliśmy ?.. To może od początku..
Zakradliśmy się ukradkiem do gabinetu dyrktora szpitala który całą noc siedział na zmianie i rano zwinoł się do domu. To śmieszne małe pomieszczenie bez okien to 3/4 szafkek i wielkie biurko na którym roiło się od dokumentów. Yuki niepewnie podeszła do mnie jakby się zastanawiając czy na pewno skończyła , a ja nasłuchiwałem kroków za drzwiami. - Nic konkretnego , chyba udamy się do kostnicy , podobno jest pod szpitalem. - przewróciłem oczami i otworzyłem drzwi po czym szybko czmychnęliśmy jakby nigdy nic na korytarz. - Wiesz co ci powiem ?.. Trzeba było zrobić to od razu a nie się kurwa wciskać do tego gabinetu.. oszczędność czasu , znasz takie słowo ?- wyszliśmy ze szpitala , wzrokiem odprowadzały nas zaspane pielęgniarki z rannej zmiany. - W łóżku jakoś jakoś go nie znasz.. , nic tu po nas na razie ,w nocy pójdziemy na duł , co sądzisz o motelu ? - ziewnąłem i szedłem dalej myśląc co będzie jak w końcu spotkamy typa przez którego tyle tu wegetowaliśmy. - Myślę że to dobry pomysł ale chyba zasnął bym i chętnie na ławce w parku... jestem padnięty... - zaśmiała się i poszliśmy rozejrzeć się za jakimś hotelem bądź motelem, trzeba było się przespać przed nocą.




Ach.. mieliście takie uczucie że się budzicie ale wydaje wam się że to sen ? Tak właśnie teraz się czułam , każdy obraz wydawał się niewiarygodny .. zbyt zwykły i codzienny. Przez jakiś czas patrzyłam się tak przed siebie zahipnotyzowana w końcu doszły do mych uszu dźwięki. Wiatr.. ludzie , szczekające psy, samochody..koła rowerów jadące po ścieżce rowerowej , ich dzwonki. Zaraz potem poczułam zapach trawy i  spalin , palącej się gumy , hot dogów i suchego chleba , oraz czyiś perfum.
Podniosłam głowę z twardej ławki , byłam na obrzeżach parku niedaleko naszego osiedla.
Starałam się przez dłuższą chwilę ogarnąć myśli.. moje zmysły były wyraźnie wyostrzone , drażniło mnie słońce ...światło. Przy odrobinie skupienia wyczuwałam wyodrębniony zapach krwi.. wraz z dźwiękiem bicia serca,każdego człowieka w pobliżu, zwierzęcia.. i skupiłam się na swoim. Pukało mozolnie , dziwnie spokojnie. Nagle zerwałam się , szukając ran.. nic. Nie było ich , ani jednej. Choć moje ubrania były nadal w strzępach wisiał na mnie czarny płaszcz. Czarny płaszcz Baala. Powoli ruszyłam do domu.. nie myślałam , nie miałam siły, nie teraz..Szatanie dlaczego.. co dla mnie zaplanowałeś.. Szłam i szłam tuląc się do płaszcza od którego było czuć dziwne ciepło.