Tak wiem położyłam się na chwilkę..ale zasnęłam jak Szatana kocham , zasnęłam. Myślałam że będę se tak spać w sumie nie widziałam w tym nic złego.. po co mi ta cała szkoła nie pasowałam do niej .. do zwykłych ludzi . Nigdy do niech nie pasowałam. Śniłam.. o ciemności która by mnie tuliła na wieczność..samą..
- Kotomi do cholery.... wiesz która jest godzina kochana ? - miałam wrażenie że noc ale co by to zmieniło .. otworzyłam oczy i spojrzałam na dziwny wyraz twarzy Kakashiego. - Może 3 braciszku ? Nie przyzwyczaję się , w Japonii czas leciał inaczej.. - mimo moich słów chyba sprzeciwu wstałam i udałam się do łazienki.. mój .. opiekun.. starszy brat.. ojciec , nauczyciel czy jak go nazwiecie.. nie komentując wyszedł z pokoju. Po prostu wiedział że zaraz będę gotowa , w sumie ja niestety też...wiedziałam że tam pójdę .. pójdę do szkoły.
W sumie zajęło mi to niecałe 20 min.. i to tylko dlatego że znów oddałam nie nostalgii pod prysznicem.. zastanawiałam się kiedy przestanie mnie dręczyć przeszłość. Ale zimna woda otrzeźwiła mój umysł , musiałam być gotowa na .. sama nawet nie wiedziałam na co , minęło dużo czasu.. patrząc na pieczęć na reku uświadomiłam se że pomaga mi ona kontrolować moją moc za pomocą demonicznego zaklęcia którym została założona. Więc w sumie nie musiałam się bać że znów mnie wezmą za dziwadło.. nauczono mnie jednak by nie ufać nikomu i trzymać dystans do każdego.. pewnie żebym nie oszalała , choć myślę że to mam za sobą. - Kotomi... .powodzenia - te słowa dodały mi otuchy gdy zamykałam za sobą drzwi nowego domu. W sumie chciałam ale nie powiedziałam w końcu.. że mu dziękuje.. ależ mam mętlik w głowie.
Może się w końcu przedstawię.. Jestem Kotomi Mitsune , Czarownica. Nie mam rodziców.. i opiekuje się mną Czarnoksiężnik Kakashi Fujiwara. Dwa dni temu przeprowadziliśmy się z Japonii do Ameryki. Podobno z powodu starej znajomej.. mego ''tatusia''. Nazywa się Yuki. W sumie tyle o niej wiem.. podobno też się zajmuje kimś tak jak kakuś mną.. i ma na imię Max. I tyle wiem.. i w sumie i tak mam to w nosie.. pójdę tam , potem wrócę .. i pójdę spać. I niech żaden Maxik czy inny debil.. nie wchodzi mi w drogę.
Dobrze że ta szkoła jest blisko.. nie lubię marnować wysiłku na rzeczy zbędne.. Nie szukałam też długo pokoju nauczycielskiego , mimo iż dopiero poznawałam tutejszą szkołę i sposób w jaki została zrobiona ,znalazłam mojego wychowawcę i szybko wytłumaczyłam mu kim jestem.. w sumie powinien wiedzieć ale miał jakiś nieoagar.. może tez się nie wyspał... Nazywał się Matt Spenser , uczył Historii , co ciekawsze tylko USA. - Dobrze Kotomi.. widzę że nie masz problemu z językiem Angielskim , mówisz bardzo płynnie , ciesze się . Teraz pójdziemy do klasy zanim moi uczniowie ją rozniosą. - no i ten piękny sztuczny uśmiech. W sumie patrzył na mnie jakby się bał że Japonia to kraj kanibalów...
No dobrze więc weszłam do tej wielkiej sali.. szatanie , dzięki ci że tu mają pojedyncze ławki , nie jak w europie.. Stanęłam grzecznie obok biurka profesora i od razu rzuciło mi się w oczy jak chłopaki obcinają mnie wzrokiem.. starałam się nie słuchać co tam szepczą. W końcu moja spódniczka w moim kraju nie robiła furory.. tu widać tak.. może dlatego że nie sięgała do kolan.. ale słowo daje jest od mundurku szkolnego. W czasie moich głupich rozważań na temat różnić krajowych , Pan Spenser usadowił się na swym miejscu i starał się przemówić do.. młodzieży. - cisza !!! Cisza mówię !!! Jest już po dzwonku ! - powiedzmy że zrobiło się w miarę cicho.. - Tak więc oto nowa uczennica , przyjechała do nas z Japonii , macie być dla niej mili.. Przedstaw się proszę klasie. - miałam nadzieje że to będzie inne.. czemu wszędzie trzeba gadać te zbędne kilka słów o sobie.. - Witam.. Nazywam się Kotomi Mitsune , przyjechałam z Japonii , a dokładniej z Osaki. - psor czekał chwile , potem spojrzał pytająco - i to tyle ? - no teraz to mnie wkurzył... - nic więcej nie muszą o mnie wiedzieć. - sama nie wiem kto się bardziej zdziwił , on czy klasa.. gdzieś usłyszałam słowo sztywna.. ...Ojej norma. - Ekhem.. no dobrze zajmij miejsce , i przechodzimy do lekcji. - no więc mając w dupie szepty , spojrzenia , chichoty.. i różne inne zbędne reakcje usiałam w ostatniej ławce przy oknie. Potem już chyba wszyscy słuchali lekcji.. choć marnie im to wychodziło , jak zresztą każdym licealistom na świecie... No oczywiście na przerwie podeszło do mnie kilka dziewczyn i szykowało się chyba chłopaków ale po moim tekście do jednej dziewczyny zwanej Kate - nie mam zamiaru z nikim gadać , odwal się. - na szczęście dali se spokój.
Tak oto odcinając się od klasy przeżyłam ten dzień , spisując grzecznie plan na jutro.. o boże będzie basen.. Słyszałam piski dziewczyn.. jak one się cieszyły.. - ejj.. kotomi , a ty pływasz ? - boże nie taki był plan.. miała się odczepić.. - Pływam.. - ten głupi uśmiech na jej twarzy mnie zbił z tropu.. przecież odpowiedziałam jak najmożliwiej niemiło . - bo wiesz my mamy za tydzień zawody pływackie i szukany kogoś do drużyny.. - ehh... czemu ona jest taka miła , nawet mnie nie zna.. nie wie jak pływam .. czy nie nie mam astmy , czy nie pływam z deseczką jak 5 latka.. - pomyślę o tym jutro..eee.. Kate ? - i znowu to samo.. ten zaciesz.. - tak Kate ! zapamiętałaś moje imię , bardzo się cieszę - i pokaz ząbków.. jaja se robi czy co ? - idę do domu , sayo Kate. - chcę już być w domu.. w domu.. - to do zobaczenia jutro kotemi !- na miłość..nie wiem już czego.. przywaliła bym jej za to że przekręciła mi imię.. ale naprawdę ..do ku.. .chcę być już w domu. Nienawidzę szkoły.
Wychodząc z budynku zobaczyłam grupę chłopaków z mojej klasy.. zaczęli się na mnie gapić.. - hey kotomi ? ty do domu? - nie.. to już nie przejdzie.. olałam ich - pff... wielka pani się znalazła , hahah ! - może mnie to nie ruszyło bo leprze rzeczy słyszałam ..? - daj spokój Tom .. nie musi nas od razu lubić idioto - to są ludzie którzy mnie tak jakby bronią.. nie ważne , nawet się nie obejrzałam który to .
Idąc do domu marzyłam tylko o pogadaniu przez chwilę z kakusiem i pójściem spać. Ale oczywiście plan wziął w łeb , mój kochany kakashi miał dla mnie prezent.. - I jak Kotoś ? Jak było w szkole ? - na początek niewinne pytanie .. chciał mnie zmylić , słowo daje - a tak jak zwykle , nuda i nuda - w sumie nawet nie kłamałam.. - a spotkałaś Maxa ? - i teraz miałam oczy jak orbity - Jakiego maxa ? - wcale się nie zdziwił moją reakcją , może ją przeczuwał.. - Maxa .. opiekuje się nim Yuki - chan mówiłem ci o tym... - olśnienie.. - ee.. chyba nie , zresztą co mnie on obchodzi - dokładnie , nie obchodził mnie.. mimo że był może do mnie podobny , niee.. nikt nie jest do mnie podobny , jestem dziwadłem.. - Z tego co wiem jest z tobą w klasie.. poznaj go , dobrze znać kogoś sobie podobnego i mieć w nim wsparcie w tym świecie zawładniętym przez ludzi - czy to był do cholery wykład ? Tak był a przecież już zaliczyłam dzienną dawkę edukacji.. - A i masz tu materiały które chce żebyś przejrzała , kilka zaklęć.. - przegiął , znam większość zaklęć wykraczających już poza mój zakres.. ciekawe że jeszcze Ministerstwo Magii nie dobrało mu się za skórę , w sumie mało z tej magii korzystam.. - w mordę.. Kakiś ! Chciałam iść spać.. - niemiłosierna walka samej ze sobą.. fuck. I tak wezmę się do nauki magii . - A ja myślę że wyspałaś się nad to , sen to nie sposób na ucieczkę od rzeczywistości moja droga - rozczochrał mi włosy i westchnął. Potem lekko się uśmiechnął nie czekając na moją odpowiedz której wiedział że nie dam. - To ja przejdę się przywitać z Yukisią i Maxem. Miłej nauki - spojrzał na mnie jeszcze raz badawczo i wyszedł. A ja ? Stałam tam.. z oczami wbitymi w ziemię. Co on wie.. ja nie uciekam , ja się tylko chowam .
W końcu jednak wzięłam się do nauki.. pergaminów była cała sterta , ale co tam , siedziałam całą noc.. zasnęłam na kanapie w salonie , przykryta nimi..
środa, 29 czerwca 2011
piątek, 24 czerwca 2011
Prolog.
Znowu.. znowu.. to. Słyszę jak krzyczą na mnie.. Moja Mama i Mój tata.. krzyczą że mnie nienawidzą... Że jestem dziwadłem..że powinnam umrzeć. Nie chce tego słuchać , mam już dość.. jestem taka zła. Niech po prostu zamilkną i nagle to się dzieje. Czerwień.. krew.. . Zabiłam ich.. zabiłam. Ale czemu czemu.. czemuu.. czemu.
Raptownie się przebudziłam i spadłam z łóżka. To było bolesne.. Heh.. znowu ten sam sen. Prześladuje mnie to samo wspomnienie , co by było.. co by się zemną stało gdyby nie Kakashi.
Powoli zgramoliłam się z łóżka , spoglądając za okno. Przetarłam oczy . No tak czeka mnie nowy dzień w nowym miejscu. Witaj Ameryko... witaj nowa szkoło.. o mój Szatanie co za bezsens. Spojrzałam jeszcze na moją pieczęć. Znak pentagramu z zaklęciem , na mej prawej ręce.
- Chyba nie mam wyjścia.. - mruknęłam pod nosem i położyłam się jeszcze na chwilę. - chyba nie mam wyjścia..
Raptownie się przebudziłam i spadłam z łóżka. To było bolesne.. Heh.. znowu ten sam sen. Prześladuje mnie to samo wspomnienie , co by było.. co by się zemną stało gdyby nie Kakashi.
Powoli zgramoliłam się z łóżka , spoglądając za okno. Przetarłam oczy . No tak czeka mnie nowy dzień w nowym miejscu. Witaj Ameryko... witaj nowa szkoło.. o mój Szatanie co za bezsens. Spojrzałam jeszcze na moją pieczęć. Znak pentagramu z zaklęciem , na mej prawej ręce.
- Chyba nie mam wyjścia.. - mruknęłam pod nosem i położyłam się jeszcze na chwilę. - chyba nie mam wyjścia..
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)