Smętne myśli opanowywały mnie gdy szłam tak przed siebie , choć wykonanie zaklęcia teleportacji nie wymagało wychodzenia , powodowało mocny rozbłysk a tego chciałam uniknąć w celu nie obudzenia Maxa , taa..czemu jestem taka miła. Nie zastanawiając się zbytnio założyłam na głowę kaptur swej peleryny i mruknęłam pod nosem : - Trisu. To proste zaklęcie wymagało minimalnego skupienia ,zdolności oraz świadomości miejsca w jakie chcesz się udać.. i tak oto zniknęłam w rozbłysku rubinowego światła by poczuć jak zaraz wpadam na jakąś ścianę. Na farta mego , wylądowałam w bocznej uliczce zachodniej części Nowego Yorku , bo to gdzieś tu miał się mieścić owy antykwariat.. i co dalej ? Wyszłam na większą uliczkę , zdejmując nakrycie z głowy i zaczęłam się rozglądać .. całkiem mało ludzi , bo i okolica jakaś niemrawa. Budynki sypały się jakby przeszły wszystkie wojny , chodniki świeciły brudem i pęknięciami , zupełnie jak ulica.. wszędzie walały się jakieś śmieci a dookoła unosił się zapach spalin i mokrych starych murów .. do tego unosił się jakiś dziwny dym.. z tego co widziałam na horyzoncie piętrzył się komin jakiejś starej fabryki. Cudownie.. Instynktownie przejrzałam się w brudnej szybie zakładu fryzjerskiego gdzie jakieś 2 babki w średnim wieku..mozolnie piły kawę , chyba wierząc że nic ciekawszego ich nie czeka , wyraźnie widziałam że moje oczy są czerwone , jednak ludzie tego nie dostrzegali.. jedna z kobiet w końcu spojrzała w moją stronę i machnęła surowo abym nie podglądała , jakby było jeszcze co..
Ruszyłam dalej rozglądając się za jakimś stworzeniem które mogło mi się przydać do zaklęcia tropiącego,, wtedy to wpadł na mnie jakiś żebrak , jego mętne po-czerwienione oczy , brudna zmarszczona skóra i żółte jak złoto zęby sprawiły że świat mi na sekundę zawirował. - Panienka da pieniążka - odwracając z odrazą wzrok , chciałam go obejść i iść dalej ale złapał mnie za pelerynę.. wściekła spojrzałam na niego a ten spojrzał jakby zobaczył ducha..i nagle.. - Aaaaa...potwór potwór chroń nas Panie ! - zanim się obejrzałam zniknął już w jakiejś bocznej uliczce z której wybiegł oburzony jego zachowaniem i przerażony kot.. o szarej zaniedbanej sierści.. przysiadł przy krawężniku i zaczął poranną kuwetę. Wtedy byłam już pewna , tak to ten kot mi pomoże. Idąc powolutku w jego stronę zastanawiałam się jak go podejść.. ale ku mojemu zaskoczeniu podszedł do mnie sam , oczywiście stanęłam zdumiona w miejscu a on łasił się i ocierał o moje nogi wesoło mrucząc i miaucząc , nie mogąc się powstrzymać zachichotałam a on zaczął iść ..podążyłam jego śladem. Szłam tak za nim i szłam.. aż wbiegł za jakieś uchylone drzwi na których pisało : ANTYKWARIAT MAGIC BOOKS. Odetchnęłam i popchnęłam drzwi , aby wejść do środka .. od razu przeszedł mnie dreszcz , w środku było strasznie zimno !.. Wchodziłam w głąb wąskim wejściem oświetlonym tylko starymi lampami na suficie..aż doszłam do pomieszczenia gdzie naprzeciw stało wielkie biurko a za nim i wokoło było od groma półek z książkami i nie tylko, jako pierwsza w oczy rzuciła mi się stara szklana kula okurzona niczym zabytek muzealny. Posłyszałam jakiś dźwięk i podążając za nim zobaczyłam że kot wspiął się na masywne biurko i zadowolony usiadł na nim.. już się miałam odwracać gdy tuż obok niego znienacka pojawiła się jakaś postać..- Dzień dobry - powiedziałam trochę zbita z tropu , pogłaskał on pupila , podrapał za uchem z czego ten był widać bardzo zadowolony...gdyż uniosły się w powietrzu wibracje jego pomruku. - Widzę że Meggus przyprowadził mi ciekawego klienta , dawno nie widziałem demonów na oczy.. raczej nudzi je czytanie książek. - patrzyłam z ciekawością na kota - Szukam Baala. - usiadł na pięknym zdobionym krześle za swym biurkiem i zachęcił mnie bym podeszła.. i tak zrobiłam. Teraz to jemu przyglądałam się bacznie , wyglądał młodo i był bardzo przystojny , jego miodowe oczy budziły zaufanie na czekoladowe włosy sprawiały że przypominał mi słodki deser .. nosił na sobie zdobione szaty ze wzorami z złoconych nici. Moja wścibskość w tym przyglądaniu się najwyraźniej go rozbawiła bo roześmiał się ochoczym wojskowym głosem. - Ten typ to w ogóle woli pisać książki niż je czytać.. - przyglądając mu się nadal bacznie , jednocześnie obejmowałam wzrokiem Meggusa który to śmignął w ciemność tysiąca półek z tyłu.. - Czy wiesz gdzie mogę go znaleźć ? - tym razem to on zaczął mi się dziwnie przyglądać..jakby zrozumiał że nie jestem tym za kogo mnie ma - Lepiej go nie szukać ... a.. kim ty w ogóle jesteś młoda damo ?.. - już chciałam powtórzyć regułkę z tawerny gdy zawahałam się.. - Bardzo mi na tym zależy by go znaleźć.. - westchnął jakby zmęczony długą rozmową ..po czym wstał. - Jestem Anggus . - wiedząc czego ode mnie oczekuje, nie wahałam się - Kotomi... - przytaknął lekko głową po czym wskazał dłonią w głąb ciemności w której zniknął jego pupil - Zapraszam do środka Pani Kotomi , omówmy to przy dobrej herbacie.. inaczej nie umiem myśleć.. - przytaknęłam i poszłam w skazanym kierunku , trochę ze strachem , trochę z ciekawością ale na
pewno z chęcią..